Posty

Wyświetlam posty z etykietą Liv Tyler

Ad Astra (2019)

Obraz
"Ad Astra" jest ciekawym eksperymentem finansowym. Na jego produkcję wydano 100 milionów dolarów i tak też jest traktowany przez dystrybutorów. Jeśli jednak na chwilę zapomnimy o tym, ile kosztował i spojrzymy wyłącznie na jego formę, okaże się, że jest to typowy film art-house'owy. To kino refleksyjne, introspektywne, opierające się na kontemplacji obrazów, a dialogom/monologom blisko jest do uduchowionej poezji. "Ad Astra" niewiele wspólnego ma z widowiskami science fiction, z którymi jest gatunkowo spowinowacona. Bliżej jest mu do takich obrazów jak "Maria Skłodowska-Curie" czy "Jane Eyre" Fukunagi.

Jamie Marks Is Dead (2014)

Obraz
Kiedy dowiedziałem się, że "One for Sorrow" zostanie zekranizowane, wiedziałem, że będę musiał film zobaczyć. Chciałem się przekonać o tym, jak będzie on wyglądać, kiedy zostanie pozbawiony najważniejszego elementu. Bo że nie uda się przenieść na ekran atmosfery osaczenia depresją, byłem pewny.

Space Station 76 (2014)

Obraz
Wyobraźcie sobie bohaterów filmów Solondza przeniesionych w kosmos. I to nie w jego współczesną wizję, lecz w kosmos rodem z seriali z lat 70. ubiegłego wieku. Jeśli potraficie sobie to wyobrazić, to macie minimalne pojęcie o tym, czym jest "Space Station 76". Minimalne, ponieważ naprawdę trudno sobie wyobrazić bardziej ponury i przygnębiający film, który zarazem byłby równie obłędnie zabawny. Ta mieszanka niestety wielu osobom nie przypadnie do gustu (pewnie stąd wszędzie film zbiera niskie oceny). Ja jednak oglądałem go zachwycony. To jest absolutnie moje kino!

Robot & Frank (2012)

Obraz
Dla każdego, kto choć trochę poznał moje oceny filmów, nie będzie zaskoczeniem to, co zaraz napiszę: "Robot & Frank" bardzo mi się spodobał. To jest właśnie kino niezależne które uwielbiam, nawet jeśli ostatnio czuję nim przesyt. Czegóż tu jednak nie kochać? Frank Langella jest fantastyczny w roli byłego kryminalisty, który powoli traci pamięć. Peter Sarsgaard może i ani na chwilę nie pojawia się na ekranie, ale robot mówiący jego głosem wystarczy, bym sam chciał się w takie cacko zaopatrzyć. Jednak podstawową siłą filmu jest jego scenariusz. Pomysł był banalnie prosty. "Robot & Frank" to opowieść o przyjaźni między dwójką osób kompletnie się od siebie różniących. W tym przypadku ta różnica została powiększona do ekstremalnych rozmiarów, bo przecież tylko jeden z pary bohaterów jest istotą żyjącą, człowiekiem z krwi i kości. I jak to zwykle w tego rodzaju historiach bywa, na początku dzieli ich wszystko, by z czasem połączyła ich nić porozumienia. Jake ...

Super (2010)

Obraz
Kolejny film z serii przypowieści o ludziach, którzy rekompensują sobie nieprzystosowanie marzeniami o byciu komiksowym superbohaterem. Niestety w porównaniu z "Kick-Ass" czy "Griff the Invisible" "Super" wypada bardzo blado. Nigdy nie byłem szczególnym fanem poczucia humoru Jamesa Gunna. Miałem jednak nadzieję, że przy takiej liczbie komediowych (i nie tylko) talentów, będę się bawił nieźle. Niestety tak się nie stało. Jedyne co mnie zaskoczyło to brutalność głównego bohatera, która nie została stonowana. To było pomysłowe. Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. Ocena: 5

The Ledge (2011)

Obraz
Dwa ciekawe pomysły. Dobrze wybrana obsada. A jednak rezultat końcowy pozostawia sporo do życzenia. I wszystko to wina reżysera i scenarzysty w jednej osobie, Matthew Chapmana. Kiedy film powstaje kilka lat, można wymagać przynajmniej dopracowanej fabuły. A tymczasem to właśnie ona jest piętą achillesową "The Ledge". Film składa się z dwóch historii, z których pierwsza jest jedynie początkiem i końcem, a druga stanowi klamrę spinającą krańce tej pierwszej. Jest więc policjant, który dowiaduje się, że całe życie był bezpłodny. Problem w tym, że ma dwójkę dzieci. Jest też mężczyzna, który uwiódł swoją sąsiadkę i zarazem podwładną, a teraz stoi na dachu wieżowca, by w samo południe z niego skoczyć. Większość filmu stanowi właśnie jego opowieść, relacjonując policjantowi z masą własnych problemów koleje romansu. I ok. To mogę zrozumieć. Jednak w jego opowieść wkradają się sceny z perspektywy kobiety i  jej męża, w których nie uczestniczył, a zatem nie może ich znać. Dodan...

Smother (2008)

Są filmy, które wiem, że są złe, oczekuję, że są złe, a i tak je oglądam (bo tak, co... nie można?). Są jednak i takie, które wiem, że arcydziełami nie będą, ale choćby sama obsada gwarantuje przynajmniej film przeciętny, które po obejrzeniu okazują się śmierdzącymi produktami, które natychmiast należy dać do procesu utylizacji ścieków. Do tego rodzaju należy właśnie 'komedia' "Nieszczęścia chodzą parami". Pomysł historii faceta, któremu do domu zwalają się nieproszeni członkowie rodziny, a żona nie myśli o niczym innym, tylko o zajściu w ciążę, nie jest oryginalny. Daje jednak możliwość nakręcenia zabawnej komedyjki. Do tego Liv Tyler czy Diane Keaton w obsadzie dawały nadzieje na przynajmniej odrobinę śmiechu. Tymczasem śmiać się mogłem tylko z siebie, że byłem takim durniem i dałem się nabrać na wypożyczenie filmu. Żadna ze scen w tym filmie nie była śmieszna. Dwie czy trzy miały potencjał (jak choćby pogrzeb), ale zostały zmasakrowane. Do tego Diane Keaton, która ...