Posty

Wyświetlam posty z etykietą Ellen Burstyn

Lucy in the Sky (2019)

Obraz
Wydawać by się mogło, że Noah Hawley to idealny człowiek do opowiedzenia historii o mrocznych tajemnicach ludzkiego umysłu. W końcu pierwszy sezon jego "Legiona" to majstersztyk. Niestety, w pełnym metrażu temu tematowi nie podołał.

Nostalgia (2018)

Obraz
Ten film opowiada o wszystkim, ale z całą pewnością nie o nostalgii. Z czego najwyraźniej zdawali sobie sprawę jego twórcy. Oto bowiem w jednej ze scen pojawia się postać, której głównym zadaniem okazuje się być zaprezentowanie słownikowej definicji pojęcia "nostalgii" i zasugerowanie, że inna bohaterka na tę przypadłość cierpiała. Uznając nawet, że tak rzeczywiście jest, to nadanie filmowi tytułu "Nostalgia" uważam za postępek wysoce nie fair. Bo wzbudza oczekiwania, których później nawet nie próbuje się spełnić.

A Little Something for Your Birthday (2017)

Obraz
Miałem złe przeczucia co do tego filmu. Zwiastun zapowiadał film, który powinien zostać zakopany na streamach tak, by tylko ktoś naprawdę uparty się do niego dostał. Ale ponieważ w obsadzie są Stone, Janssen, Burstyn, to postanowiłem zignorować intuicję i wybrać się do kina.

The Calling (2014)

Obraz
"Wiara czyni cuda", "Wiara wymaga poświęceń" - Jason Stone, Scott Abramovitch i autor powieściowego pierwowzoru Inger Ash Wolfe w przewrotny sposób potraktowali oba te frazesy. "Wezwanie" traktuje je w sposób jak najbardziej poważny i zarazem dosłowny, a następnie przygląda się, jakie są tego konsekwencje.

Draft Day (2014)

Obraz
Amerykańskie sporty zespołowe stanowią dla mnie zagadkę. Jak można ekscytować się czymś, co polega głównie na nierobieniu czegokolwiek? Jak można uważać futbol amerykański za dyscyplinę bardziej ekscytującą niż rugby? Dlatego też sięgając po "Ostatni gwizdek" wiele się nie spodziewałem. Film obejrzałem głównie dla obsady.

The Age of Adaline (2015)

Obraz
Zawsze mam problem z romansami w stylu "Wieku Adaline". Z jednej strony widzę, że są to bajki o wielkiej miłości, która spotkać może każdego, w najmniej spodziewanym momencie. To działa na romantyczną część moje natury sprawiając, że powinienem czuć się pokrzepiony. Ale z drugiej strony prawie zawsze  miłość pojawia się w warunkach, które w realnym świecie są niemożliwe do spełnienia. W tym przypadku bohaterka trafiła na mężczyznę, który może odmienić jej los, kiedy miał 107 lat, choć wciąż wygląda na 28. Jeśli więc warunkiem koniecznym do odnalezienie bratniej duszy jest magia i cud, to w takim przypadku powinienem skreślić historię, by nie popaść w depresję. Taki spojrzenie na film trafia do cynicznej części mojej natury.

Interstellar (2014)

Obraz
Z filmami Nolana zawsze miałem to samo. Po pierwszym pokazie wychodziłem zachwycony. Ale później łapałem się na tym, że nie mam wcale ochoty na powtórkę. I tak naprawdę do dziś żadnego z jego filmów, nad którymi tak się rozpływałem, nie zobaczyłem po raz drugi. Dotąd nie wiedziałem, dlaczego tak się dzieje. Dopiero "Interstellar" wyjawiło mi to, co przeczuwałem, co podskórnie musiałem zauważyć już wcześniej: Nolan po prostu jest kiepskim reżyserem.

Someday This Pain Will Be Useful to You (2011)

Obraz
I kolejna historia roztrzęsionego nastolatka, który nie bardzo wie, co ma robić w swoim dorosłym życiu. W przeciwieństwie jednak do "Całkiem zabawnej historii" ten film jest zdecydowanie mniej czarujący i udany. Już sam wybór bohatera raczej irytuje, niż zachęca do zainteresowania się jego losami. Biedaczyna ma bogatych rodziców, do tego są oni na tyle zafrasowani sobą, że choć starają się być obecni w jego życiu, to jednocześnie pozostawiają mu bardzo dużo swobody. Do tego, jak na osobę, która opisuje siebie jako milczka, japa mu się w ogóle nie zamyka. Jego mazanie się jest więc irytujące, jeśli weźmie się pod uwagę to, z czym borykają się inni ludzie. Oczywiście fakt, że ktoś jest bogaty, wcale nie znaczy, że z definicji ma lepiej. Ale być może, gdyby narracja miała inną konstrukcję, trywializacja problemów bohatera nie przychodziłaby mi z taką łatwością. Film sprawia wrażenie, jakby jego twórca tak był szczęśliwy, że ma super obsadę, że w zasadzie nie interesowało...

Another Happy Day (2011)

Obraz
"Kolejny szczęśliwy dzień" to typowa produkcja niezależna z USA. Mam już powoli dość tej samej mieszanki smutków i radości, traum i dziwactw i tych samych twarzy w kolejnych takich samych rolach. Jednak ten film broni się za sprawą Ellen Barkin. Genialna, niedoceniona rola aktorki, która potrafiła w bardzo wyrazisty i autentyczny sposób ukazać neurotyczną osobowość. Jej mistrzostwo widać chociażby w sceny, w której opowiada traumatyczną scenę z czasów małżeństwa i nie otrzymuje żadnego wsparcia i zrozumienia ze strony rodziny. Jej totalne zagubienie chwyta za serce. Dzięki niej ta sztampowa historyjka zyskuje życie autonomiczne, niezależne od konstrukcji wymyślonej przez twórcę. Ocena: 7

The Elephant King (2006)

Czasem ucieczka naprawdę jest potrzebna. Nabranie dystansu, oddechu, uwolnienie się. Jednak kiedy zaczniesz uciekać, trudno jest się zatrzymać. A im dłużej zwlekasz, tym jest to trudniejsze. Wie o tym doskonale Oliver, który przed swoją rodziną uciekł aż do Tajlandii. Ten raj na ziemi szybko staje się więzieniem. Oliver żyje dniem dzisiejszym, ale lepszym słowem byłoby 'wegetuje'. Pije, ćpa i obija się, próbując zabić tęsknotę. Namolne telefony matki tylko wzmacniają jego upór, ale i zwiększają tęsknotę. Postanawia więc sprowadzić do siebie brata. Sądzi, że kiedy nie będzie sam, ucieczka nie będzie aż tak straszna. Niestety pomysł nie wypali. Wręcz przeciwnie, broń zdaje się eksplodować w jego dłoni. I teraz tylko naprawdę dramatyczne zdarzenie może go wyrwać z błędnego koła. "Król słoni" ma w sobie spory potencjał. Seth Grossman chyba zdawał sobie z tego sprawę, ale z braku doświadczenia (?) a może talentu nie był w stanie go wykorzystać. Obraz ledwie śli...

Mrs. Harris (2005)

No cóż, nie mogę powiedzieć, by twórcy nie starali się coś z tym całym materiałem zrobić. Słynna zbrodnia została tutaj ciekawie pokazana, ale nie do końca. Są momenty ironiczne, ciekawe formalnie, ale to są tylko momenty reszta jest niestety bezbarwna i popada w rutynę. Sama historia toksycznego związku (zanim jeszcze pojęcie 'toksycznego związku' się upowszechniło) jest jednak interesująca. Oglądając film miałem wrażenie, iż obserwuję historię osoby, która zachwycona jest swoją idealną ręką. Kiedy zostaje zraniona, nic sobie nie robi, nie pielęgnuje. Rana się zaognia, jątrzy, a w końcu zaczyna gnić rozprzestrzeniając toksyny i zatruwając cały organizm. Jednak osoba wciąż nie chce nic z tym zrobić. Boi się operacji, bo się blizny, braku, aż w końcu zostaje jeden wybór: śmierć albo amputacja. Dwie wersje dramatycznych zdarzeń 10 marca pokazują obie możliwości: pierwsza (zgodna z linią obrony) mówi o samobójstwie, druga (proponowana przez prokuraturę) sugeruje zabójstwo. Annette...