Posty

Wyświetlam posty z etykietą Mike Vogel

The Case for Christ (2017)

Obraz
Oglądając "Sprawę Chrystusa" można pomyśleć, że amerykańscy chrześcijanie przeżywali straszliwe chwile na początku lat 80. Wszędzie szerzył się ateizm. Na wierzących patrzono jak na wariatów. Wspominanie o religii w miejscu pracy narażało na kąśliwe uwagi. Ale dzielni chrześcijanie nie poddawali się. Przepełnieni miłością, z otwartymi ramionami witali każdego, dając im szansę na harmonię, sukces i szczęście w życiu prywatnym oraz zawodowym. Piękna bajka, ale ja jej nie kupuję.

In My Dreams (2014)

Obraz
No dobra, ja lubię takie bajeczki o zakochany, ale bez przesady, potrzebuję czegoś więcej niż tylko pomysłu o magicznej fontannie i dwójki sympatycznych ale w sumie bezbarwnych bohaterów. Niestety w "Wymarzonych" nic więcej nie dostałem i dlatego też film nie spodobał mi się aż tak bardzo, jak powinien zważywszy na temat.

Blue Valentine (2010)

Obraz
Jeden z najbardziej przerażających filmów, jakie widziałem. Bardzo właściwym było obsadzenie w głównej roli Ryana Goslinga. Zagrał on wcześniej w jednym z najpiękniejszych (moim zdaniem) filmów o miłość "Notatnik", a teraz demaskuje mit Wielkiej Miłość jako jedną wielką ściemę. "Blue Valentine" udowadnia, że miłość romantyczna to wielkie gówno. I naprawdę farta mają ci, którzy tak jak Romeo i Julia w rezultacie giną. Nie doczekali bowiem końca miłości, który jest straszny. Derek Cianfrance pokazując historię Deana i Cindy przekonuje widzów, że miłość romantyczna jest wymysłem i domeną mężczyzn. Że tylko oni mogą prawdziwie kochać, ponieważ dla nich monogamiczny związek i deklaracja wierności jest wynikiem uczucia, i do tego uczucia sprzecznego z ich naturą. Z kolei kobiety lubią o sobie myśleć, że są romantyczkami, lubią marzyć o Rycerzu na białym koniu, który ich porwie w ramiona baśni wiecznej szczęśliwości. Kiedy przychodzi co do czego, są jednak bezwzględn...

What's Your Number? (2011)

Obraz
Oto coś, czego w kinie nie spotyka się już od co najmniej dekady: komedia, która powstała nie z myślą o fabule a o aktorach. To w złotych latach 90-tych do kina chodziło się nie na film a dla gwiazd. Teraz nazwisko nie jest już magnesem, o czym wszyscy doskonale wiedzą. Dlatego też takim zaskoczeniem jest dla mnie "Ilu miałaś facetów". Film został zrealizowany wyłącznie z myślą o fanach Anny Faris i gołego Chrisa Evansa. Jako że i jednych i drugich pewnie nie ma zbyt wielu (choć po sukcesie "Kapitana Ameryki", Evans pewnie zyskał parę punktów procentowych na swej popularności) zdumiewa mnie to, że ktoś dał pieniądze na tę produkcję. Sam film to góra odgrzebanych kotletów. Niektóre są wciąż smaczne, głównie za sprawą dobrze dobranej obsady. Czasem - niestety - twórcy nie potrafili wykorzystać bogactwa, jakim zostali obdarowani i choćby Andy Samberg został niemal w całości wycięty (choć scena z jego udziałem należy do najzabawniejszych). W sumie rzecz oglądało si...

The Help (2011)

Obraz
Oglądając "Służące" nie mogłem wyjść ze zdumienia, że w Stanach film zarobił ponad 100 milionów dolarów. Zrobiony został bowiem wbrew hollywoodzkiemu rozsądkowi. Film jest bardzo długo, a jednak nie ma w nim żadnych eksplozji, skoków adrenaliny ani nawet większych dramatów. W obsadzie królują kobiety, większość nazwisk będzie niewiele mówić niedzielnym konsumentom kinowych produkcji, a znaczna część obsady nie jest w ogóle biała. A jednak film odniósł sukces. Po obejrzeniu stwierdzam, że nie ma w tym nic dziwnego. "Służące" to kino klasycznej narracji, gdzie główny nacisk położony został na bohaterów i łączące je relacje. Jest w nim ciepło i ckliwość i baśniowy nastrój opowieści o triumfie maluczkich. W czasach niepokojów, kiedy ekonomiczna nierówność staje się coraz bardziej jaskrawa, historia o dzielnych kobietach, które małymi krokami zakopywały tę przepaść musi zachwycać. Szczególnie kiedy została tak fenomenalnie zagrana. Emma Stone, Viola Davis, Octavi...

Across the Hall (2009)

Zarys historii "Across the Hall" nie jakoś szczególnie powalający. To opowieść o zdradzie w związku i tragicznych tego konsekwencjach. Było to wałkowane w kinie na milion różnych sposobów. Reżyser Alex Merkin postanowił zatem nie tyle zająć się fabułą (co przecież zrobił już w krótkometrażówce pod tym samym tytułem), ile sposobem narracji. I był to strzał w dziesiątkę. Zaburzenie linii czasowej już wprowadza zamieszanie podobne do tego, jakie czują bohaterowie. Opowieść o dwóch przyjaciołach i dziewczynie zaczyna nabierać rumieńców, spogląda się na nią zupełnie inaczej. Jednak to, co Merkinowi udało się najlepiej to zbudowanie atmosfery tego starego hotelu, który swoje lata świetności ma już za sobą, ale jeszcze się trzyma. Niejedno widział, zatem jest doskonałym miejscem na jeszcze jedną zbrodnię namiętności. Fantastyczne, prawie lynchowskie klimaty sprawiają, że nawet naiwność rozwiązań fabularnych nie przeszkadza w cieszeniu się z filmu. "Across the Hall" ch...

She's Out of My League (2010)

Z filmami w stylu "Dziewczyna z ekstraklasy" jest jeden problem: kompletnie nie zapadają w pamięć. Kiedy siedzi się w kinie, ogląda się takie filmy z przyjemnością. Nie są może superzabawne, ale mają swoje momenty. W "Dziewczynie..." też ich nie brakuje. Kiedy jednak wychodzi się z kina, szybko ulatują z pamięci. Brakuje im bowiem charakteru, wyrazistości i oryginalności, przez co wtapiają się w tłum. W "Dziewczynie..." problem ten wynika ze zbyt dużej liczby bohaterów, którym prawie w ogóle nie daje się dojść do słowa. To, co jest interesujące w "Dziewczynie z ekstraklasy" to druzgocąca krytyka feminizmu. Nie chodzi tu o to, jak walka o równe prawa wpłynęła na kobiety, ile o to, jaki ma ona skutek na mężczyzn. Z samców zorientowanych na cel, łowców, którzy podporządkowują sobie samice, stali się mazgajami pozbawionymi jaj, za to z przerośniętymi kompleksami. Nie jest to ładny obrazek, choć momentami bywa zabawny, na swój smutny sposób. Ocena: 6