"Dwoje do poprawki" jest dla mnie niczym letni romans. Wpadłem po same uszy, wbrew rozsądkowi pozwoliłem, by Meryl Streep, Tommy Lee Jones i David Frankel skradli moje serce. Niby wiem, że ten film to nic specjalnego, że pewnie za parę miesięcy poza wspomnieniem tego, jak się czułem oglądając go, nic więcej nie będę pamiętał. A jednak póki trwał, nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. W sumie jest to krzepiąca bajka mająca na celu wzbudzić w widzach siłę, by zamiast spisywać związek na straty, wzięli się w garść i powalczyli nie o to, co było, ale o przyszłość. Pomimo tego jest to jeden z najbardziej szczerych filmów o małżeństwie z długim stażem i starości. I to opowiedziany w sposób, jakiego się kompletnie nie spodziewałem. Frankel nie poszedł typową dla Amerykaną drogą komedii, gdzie problemy są trzymane na dystans dzięki humorowi. Owszem, jest tu wiele scen, na których można się śmiać. Wynika to jednak z nieporadności bohaterów, która prowadzi do absurdalnych sy...