Posty

Wyświetlam posty z etykietą Jeremy Irons

House of Gucci (2021)

Obraz
Scott niestety cierpi na tę samą przypadłość co Malick. Brawurowo pędzi przed siebie, zagarnia kolejne projekty, tworzy w obłędnym tempie, wypluwając z siebie jeden film po drugim. I nic, absolutnie nic dobrego z tego nie wynika. Świetne są tylko punkty wyjścia. Brakuje jednak pomysłu na rozwinięcie.

Zack Snyder's Justice League (2021)

Obraz
Jestem zdumiony tym, jak wysoką ocenę ma "Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera". Ja rozumiem, że jest to poniekąd kolejny wyraz niezadowolenia fanów wersją Whedona, ale bez przesady. Film Snydera jest dłuższy, ale to wcale nie czyni z niego rzeczy lepszej.

Red Sparrow (2018)

Obraz
"Czerwona jaskółka" ma niedorzeczną fabułę, która świetnie sprawdziłaby się w filmie akcji lub komiksowym widowisku. Jednak Francis Lawrence postanowił uniknąć skojarzeń z marvelową Czarną Wdową i "Atomic Blonde". Zamiast więc na przejaskrawione i dynamiczne sekwencje, postawił na dystyngowany, kostiumowy dramat szpiegowsko-psychologiczny. Być może miał rację chcąc się odróżnić od dominującej obecnie formy. Aby jednak odnieść sukces przy przyjętej konwencji, potrzebował obsady, która będzie potrafiła owładnąć zmysłami widzów, której gry psychologiczne będą wciągające, sugestywne i wyraziste. A tego w "Czerwonej jaskółce" nie doświadczyłem.

The Man Who Knew Infinity (2015)

Obraz
Prawdopodobnie, gdybym obejrzał "Człowieka, który poznał nieskończoność" zanim zobaczyłem "Powiernika królowej", to wyżej bym go oceniał. A tak wydał mi się jedynie bladą kopią obrazu Stephena Frearsa.

Justice League (2017)

Obraz
SPOILERY Joss Whedon chyba nie miał zbyt wielkiego wpływu na ostateczny kształt "Ligi Sprawiedliwości". Ewentualnie wciąż nie zresetował się po "Czasie Ultrona". Najnowsze dziecko DCEU nie jest dla mnie filmem. To zlepek przypadkowych scen, które często osobno robią lepsze wrażenie niż w grupie.

Their Finest (2016)

Obraz
Wojna to okres straszny. Ale – jak to najczęściej bywa – nie ma takiej sytuacji, która dla kogoś nie okazałaby się korzystna. W czasach II wojny światowej szansę na wybicie się uzyskali ci, którzy dotąd byli na marginesie społeczeństwa: kobiety, starcy, lesbijki. W ten sposób "Zwyczajna dziewczyna" doskonale wpisuje się w trend zwany pieszczotliwie przez prawicową część strony życia politycznego "genderową propagandą". Pokazuje bowiem, jak w imię wyższej konieczności, konserwatywne zasady społecznej moralności zostają zawieszone. I tak główna bohaterka ma szansę zaistnieć w branży, w której liczą się mężczyźni. Inna kobieta zyskuje pozycję w rządzie, choć jako lesbijka powinna raczej trafić do więzienia (w tamtych czasach homoseksualizm był oficjalnie w Wielkiej Brytanii przestępstwem). Jest jeszcze starzejący się aktor, który od dawna nie dostaje interesujących ról do zagrania, aż tu nagle ma szansę znów poczuć się ważny, ceniony, kochany.

Race (2016)

Obraz
Gdyby nie obsada, pewnie nigdy nie sięgnąłbym po ten film. Od samego początku byłem bowiem przekonany, że jest to kolejna sztampowa biografia sportowca, który musi pokonać różne przeciwności, by wspiąć się na szczyt. Po drodze czekać go będą zmagania z tymi, którzy uważają się za lepszych od niego, jak również próby charakteru, gdy po pierwszych triumfach będzie kuszony łatwymi wyborami. I rzeczywiście "Zwycięzca" jest właśnie takim filmem. Reżyser idzie po najmniejszej linii oporu i tworzy opowieść tak uniwersalnie nijaką, że spokojnie pod postać Owensa można byłoby podstawić jakiegokolwiek sportowca.

Assassin's Creed (2016)

Obraz
Justin Kurzel niech ucieka z Hollywood, póki jeszcze może! Jestem przerażony tym, co robi po opuszczeniu Australii. Po obejrzeniu "Snowtown" wierzyłem, że oto pojawił się w światowym kinie nowy ciekawy głos z australijskim rodowodem. "Makbet" był dla mnie ciosem w plecy, dziełem tak pretensjonalnym, że trudnym do zniesienia. Niestety "Assassin's Creed" to powtórka z rozrywki... nie, to nie jest właściwy dobór słów. Trudno jest bowiem mówić tutaj o "rozrywce".

High-Rise (2015)

Obraz
Trzy poprzednie filmy Bena Wheatleya nie rozczarowały mnie (choć "A Field in England" było słabsze). Tym razem przyszedł potężny zawód. "High-Rise" było nieznośnie manieryczne. Wheatley bawi się tu formami, które wcześniej potrafił w wyrafinowany i nietuzinkowy sposób wykorzystywać. Tu pełnią jedynie funkcję konfetti. Dawkowane może jeszcze by mnie tak nie irytowały, jednak w dwugodzinnym obrazie wywoływały mdłości i irytację.

Batman v Superman: Dawn of Justice (2016)

Obraz
Zack Snyder nie wyniósł żadnych wniosków z prac nad "Człowiekiem ze stali". "Batman v Superman: Świt sprawiedliwości" jest widowiskiem kalekim i to przede wszystkim z winy reżysera i jeszcze bardziej Goyera (i pozostałych scenarzystów). Panowie nie wiedzą co to umiar. Nie potrafią się powstrzymać i dlatego próbują na siłę wcisnąć wszystko, co tylko możliwe. Przez to film trwa dwie i pół godziny, choć spokojnie można byłoby go skrócić o godzinę i widowisko tylko by na tym zyskało.

Beautiful Creatures (2013)

Obraz
"Piękne istoty" to ten sam przypadek, co "Dary Anioła" . I tu też nigdy nie kusiło mnie, żeby sięgnąć po książki. I też nie chciałem filmu zobaczyć, ale spojrzałem na obsadę i lista ulubionych aktorów skusiła mnie. Różnica polega na tym, że kiedy w końcu mogłem na film wybrać się do kina, nie było go już w repertuarze (tak samo jak niedawno z "Byzantium"). Musiałem więc poczekać, aż trafi na rynek kina domowego. Niestety to nie jedyna różnica do "Darów Anioła". "Piękne istoty" są filmem pod każdym względem słabszym. Głównym problemem jest fakt, że poza wątkiem przeklętej miłości fabularnie całość zieje pustką. Nie ma nic do zaoferowania. Szczęściem w nieszczęściu okazał się wybór reżysera. LaGravenese jest sprawnym rzemieślnikiem, więc cherlawą historyjkę daje się jakoś przełknąć. Pomaga też Alden Ehrenreich, do którego coraz bardziej przekonuję się jako do aktora. Szkoda, że partnerująca mu Alice Englert nie ma choćby odrobiny ekr...

The Words (2012)

Obraz
Opowiadanie o sile słów wymaga naprawdę sporo odwagi i talentu. Tytuł "The Words" zobowiązuje. A jednak twórcy nie dali rady. Spróbowali i zostali zmiażdżeni. Ich film to sporo gadania, ale słowa nie układają się w fascynującą opowieść, nie hipnotyzują, nie wciągają, nie poruszają. Bardzo wątpię, czy spisane, naprawdę byłyby warte przeczytania, jak to za wszelką cenę próbuje się mnie przekonać. A może miałem pecha i sięgnąłem po film w nieodpowiednim momencie? Wystarczy, że przypomnę sobie "U niej w domu" czy choćby nawet "Przed północą", by wypowiadane przez bohaterów "Między wierszami" słowa wydały mi się błahe i banalne. A jest jeszcze gorzej, jeśli spróbuje się to porównać do prawdziwej literatury. Jedyne, co ratuje ten film to Jeremy Irons. Ale na jego barkach nie da się bezkarnie położyć ciężaru całej opowieści. Końcowy rezultat okazał się więc jednym wielkim rozczarowaniem. Ocena: 3

Margin Call (2011)

Obraz
Oto opowieść o dniu, w którym zatrzęsła się Ziemia. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Choć bowiem "Chciwość" jest fabularyzowaną wersją tego, co wydarzyło się trzy lata temu na Wall Street, to w rzeczywistości opowiada o starym jak ekonomia problemie braku umiaru, zachłyśnięciu się sukcesem i zaślepieniu łatwo napływającym bogactwem. Wcześniej było to złoto Nowego Świata, holenderskiej tulipany, Internet (i wiele, wiele innych). W "Chciwości" jest to wyższa matematyka. Dzięki niej sprzedaż tego co namacalne (akcje, surowce) relegowana została do poziomu przedszkola. "Prawdziwi mężczyźni" obracali ryzykownymi papierami istniejącymi w zasadzie jedynie wirtualnie, wymyślonymi dzięki bardzo skomplikowanym równaniom matematycznym. Tym samym era sprzedawców i handlowców minęła bezpowrotnie. Ich miejsce zajęli inżynierowie, matematycy i inni geniusze mający w głowie tylko liczby. Cud derywatów polegał na ich wirtualności zbudowanej na obietnicy przyszłych zys...