Posty

Wyświetlam posty z etykietą Wendy Robie

Fairies (2003)

Historia młodego geja chodzącego do wyłącznie męskiej szkoły w konserwatywnej okolicy. Nie ma się co dziwić, że jest workiem treningowym dla (prawie) wszystkich. To się zmienia wraz z lekcją o Szekspirze i czytaniem "Snu nocy letniej". Chłopak dostaje przepis na magiczny kwiat, który wzbudza ślepą miłość. W ten sposób w ciągu jednego dnia zmienia homofobów w homoseksualistów. "Fairies" zapewne oceniłbym wyżej, gdybym wcześniej nie obejrzał "Were the World Mine" (który jest pełnometrażową wariacją nakręconą przez tego samego reżysera). Ponieważ jest inaczej, trudno mi nie zauważyć, że pod każdym względem jest to film gorszy. James McKay nie potrafi śpiewać. Wendy Robie ma straszliwą fryzurę, a postać Angie (w pełnym metrażu Frankie) wykreowana została na jakąś kretynkę. I o ile "Were the World Mine" jest zdecydowanie za krótkie, o tyle "Fairies" jest zdecydowanie za długie, przez co brak mu w ogóle tempa. Ocena: 5

Were the World Mine (2008)

Po obejrzeniu "Glee" postanowiłem zostać w temacie i obejrzeć jeszcze jakiś musical. Wybrałem "Were the World Mine", bo wydawało mi się, że będzie najbliższe serialowi. No cóż, jeśli o podobieństwo chodzi, to się rozczarowałem. Film jest zdecydowanie za mało muzyczny, za spokojny, brakuje mu ciętego humoru, większej swobody i szaleństwa. W końcu to "Sen nocy letniej"! To rzekłszy, muszę jednak powiedzieć, że nie było tak najgorzej. Kiedy już przyzwyczaiłem się do niższego poziomu, film był nawet całkiem uroczy. Niestety nie da się ukryć, że jest to film niedopracowany. Mógłby spokojnie być o pół godziny dłuższy i zamiast tak gnać do przodu pokazać więcej epizodów, drobnych drugoplanowych (a i pierwszoplanowych) scenek. Tak miałem wrażenie, że oglądam pejzaż z okna pędzącego ekspresu. A szkoda, bo wydaje się, że pejzaż był całkiem ciekawy. Pomysł, by psotne 'elfy' pojawiły się w konserwatywnej społeczności i wywróciły wszystko do góry no...