Posty

Wyświetlam posty z etykietą Marisa Paredes

El dios de madera (2010)

Obraz
Matka i syn w jednym żyli domu. Syn na górze, matka na dole. Syn znalazł sobie nielegalnego imigranta, w którym się zakochał. Ten jednak, choć korzysta z jego dobroci i pozwala sobie na bliskie z nim kontakty, to jednak na seks się nie zgadza i często robi wypady na miasto, gdzie się bawi z Bóg wie kim. Matka też znajdzie sobie imigranta, choć początkowo będzie do niego sceptycznie nastawiona, bo poznała go przez syna i jego imigranta. Zmieni zdanie dość łatwo. Młode senegalskie ciało skusi ją tym szybciej, że w przeciwieństwie do gościa jej syna, ten nie protestuje (choć ponoć w Afryce zostawił narzeczoną) przed intymnością.

Latin Lover (2015)

Obraz
Oglądając "Włoskiego kochanka" miałem wrażenie, że jest to przyjemny i sympatyczny film. Dopiero później, kiedy zacząłem się nad fabułą zastanawiać, dotarło do mnie, że jego przesłanie wcale nie jest wesołe. Obraz pokazuje bowiem jak wiele potrzeba czasu, by człowiek doszedł do porządku ze swoimi przeżyciami.

La piel que habito (2011)

Obraz
Smutno to stwierdzić, ale "Skóra, w której żyję" to dla mnie jeden z najsłabszych filmów Almodóvara. Ostatnim jego obrazem, który tak nisko oceniłem był "Matador" nakręcony ćwierć wieku temu. Nie rozumiem, jak reżyser mógł nie wykorzystać potencjału, przecież ta historia (choć nie jego własna, a inspirowana książką) idealnie wpasowuje się w jego obsesje. Tymczasem tu została wykorzystana tylko w celu kopiowania samego siebie. To zresztą też nic nowego. Podobny chwyt zastosował w "Przerwanych objęciach". Tam miało to jednak świeżość, tętniło życiem i twórczym bogactwem. "Skóra, w której żyję" sprawia z kolei wrażenie dzieła zrobionego przez ucznia Almodóvara, kopisty, który umieszcza na taśmie konieczne elementy almodovarowego stylu, ale puste, by nie powiedzieć martwe. Przez to całość staje się filmem antyalmodovarowym, dziełem designerskim, a nie artystycznym, polegającym wyłącznie na estetycznym komponowaniu poszczególnych elementów. Pe...

L'uomo che ama (2008)

Miłość się zawsze kończy i zawsze zaczyna. Przynajmniej tak jest w życiu Roberto. W przeciągu pół roku jego życie dwukrotnie bardzo się odmieni. Pozna czym jest cierpienie związane z byciem porzuconym i ciężar udawania miłości i zadawania bólu innym. Zaś jego brat nauczy go czy jest prawdziwa miłość, czym jest to uczucie, które sprawia, że wolimy, by ktoś miał za drania niż cierpiał widząc nasz ból. Choć bohaterami film są mężczyźni, to jednak jest to film niezwykle kobiecy. Zachowanie Roberto jest tak bardzo niemęskie (w sensie stereotypowym, typowym dla kina), jak to tylko możliwe. Kiedy widzimy go cierpiącego, to z trudem można rozpoznać w nim mężczyznę, tak bardzo "po kobiecemu" cierpi. Jest to na swój sposób ciekawe, daje bowiem zupełnie inną perspektywę. Takich pomysłów wychodzenia poza ramy standardu ma zresztą reżyserka więcej. Cała konstrukcja z zaburzeniem czasu pokazująca najpierw rezultat, a potem przyczyny, też daje zupełnie inną perspektywę wglądu. Jednak owa ko...