Posty

Wyświetlam posty z etykietą Ridley Scott

House of Gucci (2021)

Obraz
Scott niestety cierpi na tę samą przypadłość co Malick. Brawurowo pędzi przed siebie, zagarnia kolejne projekty, tworzy w obłędnym tempie, wypluwając z siebie jeden film po drugim. I nic, absolutnie nic dobrego z tego nie wynika. Świetne są tylko punkty wyjścia. Brakuje jednak pomysłu na rozwinięcie.

The Last Duel (2021)

Obraz
Bardzo chciałbym móc napisać, że "Ostatni pojedynek" mnie rozczarował. Niestety od ładnych paru lat Ridley Scott przyzwyczaił mnie do miernoty swoich kolejnych dzieł. Obecnie więc zaskoczyć mógłby mnie jedynie jego film, który autentycznie by mi się spodobał.

All the Money in the World (2017)

Obraz
Ridley Scott starzeje się w dość specyficzny sposób. Wiek w żaden sposób nie przytępił jego umiejętności technicznego panowania nad filmową formą. Dlatego też "Wszystkie pieniądze świata" wyglądają naprawdę dobrze. Pod względem realizacyjnym nie mogę mu nic zarzucić: zdjęcia, gra aktorów, scenografie i kostiumy, montaż – wszystkie elementy dopieszczone w najmniejszym szczególe.

Alien: Covenant (2017)

Obraz
Spełniły się moje najgorsze przewidywania. Po słabym "Prometeuszu" Scott nie poszedł po rozum do głowy i kontynuował niszczenie tego, co sam zapoczątkował. Trzy dekady temu pomógł fantastyce trafić na salony, teraz zaś sprowadza "Obcego" do poziomu bzdury ze stajni Asylum. Co być może nie dałoby aż tak złego efektu, gdyby przy okazji nie traktował siebie i swojego dzieła aż tak poważnie. "Przymierze" jest tak nieznośnie nabzdyczone, że nawet ładne zdjęcia nie były w stanie uśmierzyć mojej irytacji.

The Martian (2015)

Obraz
"Prometeusz", "Adwokat", "Exodus" – co jeden to gorszy film. Dlatego też po "Marsjaninie" naprawdę niczego dobrego się nie spodziewałem. Zwiastun nie pomagał. Zapowiadał ckliwą bajeczkę o zaradnym Amerykaninie i całej masie zatroskanych postaci drugoplanowych, których zadanie polega na gapieniu się w ekrany telewizyjne i monitory. I rzeczywiście "Marsjanin" jest właśnie takim filmem. Ale – o dziwo – brzmi to gorzej niż wygląda.

Exodus: Gods and Kings (2014)

Obraz
Jest taka oto scena w "Exodusie": Mojżesz organizuje siatkę terrorystyczną Hebrajczyków. Celem jest sianie chaosu i zniszczenia, aż lud egipski odwróci się od faraona i wymusi na nim zmianę polityki, czyli uwolnienie izraelickich niewolników. Chwilę potem za swoje działania Mojżesz zostaje zrugany przez Boga. Czyżbyśmy więc mieli do czynienia z krytyką aktów terroru? Nic podobnego. Bóg ma bowiem Mojżeszowi za złe samej przemocy, lecz skali, na jaką jest ona organizowana. Jego podpalenia, morderstwa, dewastacje wymagają lat albo dekad, by osiągnąć swój cel. I zaraz potem pokazuje mu, jak się takie rzeczy robi właściwie. W ten sposób w "Exodusie" Bóg jawi się jako najwyższy terrorysta, wzór do naśladowania. Scott na jego przykładzie pokazuje, że samochody pułapki, "drobne" zamachy zasługują na litość i należy je jak najszybciej porzucić. Prawdziwy terrorysta myśli globalnie, wykorzystuje broń biologiczną i chemiczną do ludobójstwa. Zaś ofiary powinny być lic...

The Counselor (2013)

Obraz
"Adwokat" to doskonały przykład na to, że świetny pisarz może być bardzo złym scenarzystą. McCarthy przygotował fabułę tak, jakby to była powieść do smakowania języka pisanego. Niestety Ridley Scott nie potrafił tego przerobić na filmową materię. Rezultat jest groteskowy. Pod koniec mogłem już jedynie reagować śmiechem, ale niestety "Adwokat" to nie jest przykład filmu, który jest tak zły, że aż fajny. On po prostu jest zły. Podczas oglądania "Adwokata" na myśl przychodziło mi ostatnie "dzieło" Kubricka "Oczy szeroko zamknięte". Podobnie jak Kubrick, tak i Scott stworzył film pompatyczny, który groteskę przemienił w karykaturę. Ale nawet Kubrick nie upadł tak nisko. To, co irytuje w "Adwokacie" najbardziej to sztuczność dialogów. Słuchając kolejnych rozmów można odnieść wrażenie, że każdy z bohaterów ma tytuł profesora filozofii na Sorbonie. Nikt tu nie mówi otwarcie, wszyscy skrywają swoje myśli za parabolami, mantrami, ...

Prometheus (2012)

Obraz
Filmem "Prometeusz" Ridley Scott dołącza do grona Starców, którzy dla dobra swojego własnego imienia powinni zrezygnować z reżyserii. Scott wypada ostatnio zdecydowanie lepiej w roli producenta i to telewizyjnego, więc niech się do tego ograniczy. Po seansie rozumiem, dlaczego w tytule nie ma "Obcego". W ten sposób Scott dokonał jedynej rozsądnej rzeczy i pomimo faktu, że jest to bezpośredni prequel "8 pasażera Nostromo", wyjaśniający wszystko od Space Jockeyów po wygląd Obcych, zdystansował się do głównej serii. Dzięki temu uratował ją przed szmirą, którą niestety okazał się "Prometeusz". Jakim cudem ktoś może uważać, że Damon Lindelof jest dobrym scenarzystą? To właśnie tekst jest największą wadą filmu. Fabuła nie trzyma się kupy, z logiką nie ma nic wspólnego. Motywacje bohaterów i ich zachowania są enigmą. Miałem wrażenie, iż oglądam nie naukowców prowadzących pionierską wyprawę, a niedorozwiniętych potomków Dee Dee z serialu "La...

Robin Hood (2010)

Ridley Scott ma już tyle lat, że powinien wiedzieć, iż w pewnym wieku szpagatu nie powinno się już robić, bo można sobie to i owo naciągnąć i uszkodzić. Niestety właśnie szpagat próbuje zrobić w Robin Hoodzie, stając w rozkroku między rewizjonistyczną prawdą a romantycznym mitem. Wychodzi z tego zaskakująco niespójny film, który miejscami jest naprawdę pasjonujący, by chwilę później szokować głupotą. Robin Hood w tej wersji nie jest nawet Robinem z Locksley. Jest łucznikiem w armii Ryszarda Lwie Serce, synem pierwszego angielskiego socjalisty, który położył fundamenty pod przyszłą Magna Charta Libertatum. Locksleyem staje się udając syna szlachcica. Banitą stanie się ratując królestwo. Jest więc to dość gorzka opowieść o bohaterstwie, które nie zostaje nagrodzone, lecz wręcz odwrotnie budzi wrogość tych, którzy powinni być wdzięczni. Przypomina w tym "1492: Wyprawę do raju". Jednak obok tego jest i druga historia romantycznego Robin Hooda, szlachetnego, który kończy jako bani...