Posty

Wyświetlam posty z etykietą Ty Burrell

Finding Dory (2016)

Obraz
No cóż, chyba nie jestem w targecie ostatnich produkcji Pixara. Żadna z nich nie zrobiła na mnie większego wrażenia. I "Gdzie jest Dory?" wpisuje się w ten trend doskonale. Co prawda "Gdzie jest Nemo?" też średnio mi się podobało, więc w tym przypadku mogę mówić o utrzymaniu poziomu. Po 13-letniej przerwie to mimo wszystko spore osiągnięcie.

Rough Night (2017)

Obraz
Coraz częściej amerykańskie komedia zaczynają wyglądać, jakby prace nad nimi zostały przerwane w połowie, po czym szybko ekipa wróciła na plan i byle jak zapchała dziury. "Ostra noc" ewidentnie powstała według tego wzorca. Twórcom starczyło czasu i energii na kilka zabawnych scen. Są one dopracowane, nieźle pomyślane i naprawdę można się na nich ubawić. Ale potem są całe sekwencje, gdzie nic się nie dzieje albo – co jest jeszcze gorsze – zaczynają się sceny symulujące rozwój lub przemianę bohaterek. Scena, kiedy bohaterki sobie wygarniają parę gorzkich słów, jest trudna do przełknięcia. To grafomania w stanie czystym.

The Skeleton Twins (2014)

Obraz
Życie jest ruchem. Im bardziej swobodnym, tym więcej szczęścia doświadczamy. Ale tak pojmowane życie jest jedynie ideałem. W rzeczywistości każdy z nas nosi jakiś balast, który ogranicza lub spowalnia naturalną ruchliwość. Czasem zaś rzucona zostaje kotwica, która uwiązuje nas na stałe do "miejsca". W takim przypadku nie ma możliwości parcia do przodu, można jedynie spoglądać w tył, imitować ruch, maskować fakt, że od 10, 15 lat nie ruszyło się miejsca.

Butter (2011)

Obraz
Czy to miała być komedia? Jeśli tak, to reżyser poległ na całej linii. W samy filmie nie znalazłem żadnej naprawdę zabawnej sceny (poza wpadkami pokazanymi na napisach końcowych). Jest kilka, które rozpoznaję jako zabawne w intencjach, ale mnie nie śmieszyły. "Jak po maśle" mogłoby więc lepiej funkcjonować jako dramat o obsesji i przykrywaniu osobistych frustracji sukcesami w życiu publicznym. Niestety na to całość jest zdecydowanie zbyt frywolna i za mało wnikliwa. Najbardziej zdumiewa liczba gwiazd zaangażowana w tę pożałowania godną produkcję. Wilde, Jackman kompletnie się marnują. Nie wiem, kto stoi za tą produkcją, ale musi to być ich dobry przyjaciel, bo jakikolwiek aktor mógłby się zgodzić na udział w tym przedsięwzięciu tylko na zasadach przyjacielskiej przysługi. Dobrze, że film nie jest zbyt długi, przynajmniej dużo czasu nie zmarnowałem na to "coś". Ocena: 3

Goats (2012)

Obraz
Po "Goats" sięgnąłem ze względu na obsadę. Ale czasem aktorzy to za mało, by film przypadł mi do gustu. I tak jest w tym przypadku. Są po temu dwa powody. Po pierwsze nie do końca spodobała mi się struktura filmu. Z jednej strony bohaterem jest Ellis, który po części jest też narratorem. Z drugiej strony co chwilę są wstawki z życia matki i jej mini-komuny, które nie mają bezpośredniego połączenia z tym, co dzieje się u Ellisa, i których ten nie może znać z prostego faktu swojej nieobecności. To posunięcie jest trochę nielogiczne. Ciekawe, czy tak samo było w książce. Drugim powodem jest przesłanie, bardzo deterministyczne. W zasadzie niewiele zależy tu od bohatera. Wszystko płynie swoim tempem, a od Ellisa wymaga się jedynie tyle, by utrzymał się na powierzchni strumienia. Reszta jest nieistotna. Oczywiście to pasuje do całego tego marihuanowego wątku, czyni z filmu stonera idealnego, ale mnie to i tak nie pasowało. Ocena: 5

Fair Game (2010)

Obraz
Ech, co też najlepszego zrobił Doug Liman?! "Fair Game" ma znakomity temat, oparty na faktach. Mógł z tego powstać pierwszorzędny film polityczny, rozliczający nas z początkami wojny z terrorem. A tymczasem powstała nudna agitka polityczna ze zbyt oczywistymi wystąpieniami Seana Penna. "Fair Game" to historia słynnej walki administracji Busha z byłym ambasadorem USA, który odważył się poddać w wątpliwość argumenty amerykańskie uzasadniające konieczność inwazji na Irak. Ta sprawa do dziś mnie zdumiewa. Z jaką łatwością wszyscy ignorowali fakty, dając posłuch temu co Bush & Co. mówili. Ci zaś, którzy wątpili w ich słowa nazywani byli komuchami lub terrorystami. Pamiętam wiele równie gorących dyskusji, jak te które toczą się w filmie, kiedy ze znajomymi wzajemnie przerzucaliśmy się argumentami. Nigdy do mnie nie przemawiały argumenty Busha (podobnie jak teraz nie przemawiają do mnie argumenty Obamy dotyczące konieczności zabicia i zatopienia Bin Ladena). I wciąż...

Morning Glory (2010)

Obraz
Wybierając się na "Dzień Dobry TV" byłem przygotowany na rzecz słabą i nudną. Tymczasem film okazał się zaskakująco inteligentny i smutny. Choć to komedia, to opowiada o przemijaniu. Choć próbuje krzepić, nie ukrywa i nostalgii za tym, co minęło. Historię producentki telewizyjnej, która próbuje ratować denny program poranny przed entropią i inercją jego własnych pracowników, a także historia starych wyg telewizyjnych próbujących odnaleźć się w zmienionej rzeczywistości została opowiedziana z wyczuciem i staranną delikatnością. Szkoda tylko, że przemiany bohaterów dzieją się tak jakby mimochodem. Sceny kluczowe nie zostały wygrane, a wątek romansowy jest praktycznie niepotrzebny. Postać grana przez Wilsona jest – niestety – zbędna. W filmie jest się z czego pośmiać, ale tylko na przełomie drugiego i trzeciego aktu. I też nie wszystkie sceny dobrze wypadają. 50 Cent i Keaton, cóż, tego nie musiałem oglądać. Ocena: 6

Leaves of Grass (2009)

Co to ma być? Z nudne na komedię, za lekkie na dramat. Niby ma być o ironii losu i o efekcie iluzji równowagi w życiu, jednak w rzeczywistości jest to nudna powiastka, która marnuje tylko talent całe masy utalentowanych aktorów. Pomysł na film nie jest nawet taki zły. Oto bracia bliźniacy poszli w życiu dwiema skrajnie różnymi drogami. Pierwszy pozostał w stanie chaotycznego zawieszenia, drugi zamknął się w murach perfekcyjnie kontrolowanego środowiska. I żyli sobie tak przez 12 lat, aż w końcu przyszła pora na brutalną zmianę, którą wymusił los, okoliczności, a tak naprawdę oni sami. Na linii starcia ich dwóch egzystencji można było zbudować naprawdę niezłą czarną komedię. Jednak, by to się udało, potrzeba kogoś pokroju braci Coen. Tim Blake Nelson niestety nie dorasta im do pięt. Kilka scen wymyślił naprawdę świetnych (zaloty po łacinie, spotkanie z żydowskim dilerem), niestety całość jest niemiłosiernie wręcz nudna. Z trudem wysiedziałem na filmie do końca. Ocena: 4