Posty

Wyświetlam posty z etykietą Amy Adams

The Woman in the Window (2021)

Obraz
Potężne deja vu. "Kobieta w oknie" opowiada podobną historię do tej, którą dopiero co widziałem w "Godzinie wilka" . W obu przypadkach miałem do czynienia ze straumatyzowanymi kobietami, które zamknęły się w domu. Obie muszą zmagać się nie tylko z lękiem przed tym, co jest za drzwiami, ale również z tym, co wyprawia się w ich głowach.

Zack Snyder's Justice League (2021)

Obraz
Jestem zdumiony tym, jak wysoką ocenę ma "Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera". Ja rozumiem, że jest to poniekąd kolejny wyraz niezadowolenia fanów wersją Whedona, ale bez przesady. Film Snydera jest dłuższy, ale to wcale nie czyni z niego rzeczy lepszej.

Hillbilly Elegy (2020)

Obraz
Jestem skłonny uwierzyć, że autobiograficzna książka J.D. Vance'a jest autentycznym głosem pokazującym intymną walkę jednostki o swoje miejsce na ziemi w momencie, kiedy przeszłość rodzinna zdaje się go ciągnąć w dół. Konflikt własnych marzeń i ambicji z lojalnością i rodzinnymi zobowiązaniami na kartach książki zapewne miał emocjonalną moc. Niestety, mogę o tym jedynie spekulować, ponieważ filmowa "Elegia dla bidoków" reprezentuje wszystko, co najgorsze w mainstreamowym kinie hollywoodzkim.

Vice (2018)

Obraz
Adam McKay kontynuuje wykład na temat tego, jakie są przyczyny obecnego stanu rzecz na świecie. W "Big Short" zajął się klasą finansistów, a w szczególności systemem bankowym, którego mechanizmy kontrolne były stopniowo rozmontowywane od lat 80., czego efektem był wielki kryzys z początku XXI wieku. W "Vice" zajął się klasą polityczną i tym, jak reprezentanci narodu stali się bytami niezależnymi od woli wyborców, odwracając do góry nogami dotychczasowe mechanizmy i przywracając sposób rządzenia, od którego Ojcowie Założyciele chcieli się odciąć, kiedy wypowiedzieli posłuszeństwo Imperium Brytyjskiemu.

Justice League (2017)

Obraz
SPOILERY Joss Whedon chyba nie miał zbyt wielkiego wpływu na ostateczny kształt "Ligi Sprawiedliwości". Ewentualnie wciąż nie zresetował się po "Czasie Ultrona". Najnowsze dziecko DCEU nie jest dla mnie filmem. To zlepek przypadkowych scen, które często osobno robią lepsze wrażenie niż w grupie.

Lullaby (2014)

Obraz
Rodzina w rozsypce zyskuje ostatnią szansę, by się zjednoczyć. Ojciec leży na łożu śmierci i za 24 godziny będzie martwy. Do szpitala z odległych krańców kraju przybywa dwójka dzieci. Ona jest ambitną studentką prawa. On synem marnotrawnym, który porzucił studia dla (nieudanej) kariery muzyka. W ciągu ostatnich 24 godzin życia ojca wygarną sobie żale i spróbują znaleźć sposób by prosić o wybaczenie i powiedzieć "kocham cię" oraz "żegnaj".

Arrival (2016)

Obraz
Christopher Nolan powinien pójść do Denisa Villeneuve'a na korepetycje, podobnie zresztą jak większość hollywoodzkich twórców kręcących filmy SF. Może w końcu zrozumieliby, że gatunek ten jest czymś więcej niż tylko pretekstem do efekciarstwa. Villeneuve jest reżyserem, który daje mi nadzieję, że SF może w końcu zająć w kinie należne mu miejsce jako gatunek pełen mądrych, poruszających intelektualnie i emocjonalnie historii. Takich, jakich niezliczoną liczbę znajdzie się w literaturze science fiction.

Nocturnal Animals (2016)

Obraz
Tom Ford zaczyna "Zwierzęta nocy" od mocnego uderzania. Pierwsza scena jest po prostu świetna, nietypowa i wizualnie fascynująca. Składa widzowi dwie obietnice. Po pierwsze, że będzie to uczta dla zmysłów. Po drugie, że zaprezentuje nam zbitki znaczeniowe nietypowe dla kina, a przez to oferujące nowy punkt widzenia, nową jakość.

Batman v Superman: Dawn of Justice (2016)

Obraz
Zack Snyder nie wyniósł żadnych wniosków z prac nad "Człowiekiem ze stali". "Batman v Superman: Świt sprawiedliwości" jest widowiskiem kalekim i to przede wszystkim z winy reżysera i jeszcze bardziej Goyera (i pozostałych scenarzystów). Panowie nie wiedzą co to umiar. Nie potrafią się powstrzymać i dlatego próbują na siłę wcisnąć wszystko, co tylko możliwe. Przez to film trwa dwie i pół godziny, choć spokojnie można byłoby go skrócić o godzinę i widowisko tylko by na tym zyskało.

American Hustle (2013)

Obraz
"American Hustle" jest filmowym ekwiwalentem ekskluzywnego dania kuchni molekularnej. Trudno się tym nasycić, za to z całą pewnością nie można odmówić pomysłowości i estetycznego wyrafinowania. Reżyser cyzeluje kadry, dopieszczając wrażenia wizualne do ostatniej pierdółki. Kostiumy, zdjęcia, scenografia – wszystko to jest na tip-top. Do tego dochodzą niemal perfekcyjne kreacje aktorskie większości obsady. Nie pozostaje nic tylko delektowanie się tym wszystkim.

Big Eyes (2014)

Obraz
"Wielkie oczy" przywodzą mi na myśl "Wilka z Wall Street". Podobnie jak Scorsese tak i Burton chciał w sposób lekki i rozrywkowy opowiedzieć o ważnych kwestiach. O ile jednak "Wilk z Wall Street" jest bezapelacyjnie triumfem żywiołowości twórczej, o tyle Burton potwierdził "Wielkimi oczami", że nie ma w sobie nawet iskierki nieskrępowanej wyobraźni, którą zachwycał mnie dekadę temu ("Charlie i fabryka czekolady" to moim zdaniem ostatni naprawdę udany obraz Burtona).

Her (2013)

Obraz
Chyba jeszcze nie otrząsnąłem się z lektury Johna Crowleya, bo "Ona" to dla mnie gnoza w czystej postaci. Z tego też powodu nie jest to w moich oczach historia miłosna. Traktuję film tak samo, jak średniowieczne traktaty alchemiczne o oblubieńcach i oblubienicach i ich związkach. "Ona" jest więc opowieścią o świecie. To próba ubrania w słowa (a także w osoby, zdarzenia, przestrzenie, czas) myśli i emocji. Jest tu wszystko, co z szeroko pojętą wiedzą tajemną ma związek. Adam i Ewa, Szechina i Sophia. Niepamięć, przebudzenie. Dwoistość, merkuriańskie coniunctio oppositorum. Eidolon (w filmie Isabella). Logos i wywodząca się z niego idea narracji rzeczywistości, w której słowa nadają kształt rzeczy, rzeczy te stają się Prawdą lub też przestają nią być. Cykliczność, która jest podróżą nie po okręgu lecz trójwymiarowej spirali: powrót w to samo miejsce, które nie jest jednak tym samym. Spike Jonze jak na prawdziwego doktora sztuk tajemnych odsłania prawdę jednocześn...

Trouble with the Curve (2012)

Obraz
Coś mi się nie chce wierzyć, że Clint Eastwood był tylko aktorem w tym filmie. Jeśli tak jednak rzeczywiście było, to Robert Lorenz jest mistrzem naśladownictwa. "Dopóki piłka w grze" ma wszystkie elementy, z których składały się najlepsze filmy Eastwooda. Znalazłem tu trochę i z "Doskonałego świata" i z "Za wszelką cenę" i z "Północy w ogrodzie dobra i zła". Obraz Lorenza, jak tamte filmy, jest przede wszystkim opowieścią o spotkaniu dwojga ludzi. W tym przypadku są to ojciec i córka, którzy powinni w teorii doskonale się znać. W rzeczywistości dopiero teraz, kiedy jedno ma już karierę zawodową praktycznie za sobą, a drugie właśnie za chwilę ma rozwinąć skrzydła, mogą się bliżej poznać. I jak to zwykle bywa, jest w tym sporo ciepła zaprawionego odpowiednio dużą dozą goryczy. Film sprawia bardzo przyjemne wrażenie, nawet jeśli jest bajeczką na doskonale znany temat. Plus dla Amy Adams, która pozbawiona towarzystwa superbohatera jest w stan...

Man of Steel (2013)

Obraz
Na ten film naprawdę czekałem. Ale jednocześnie szedłem do kina pełen obaw. I w jednym i drugim przypadku rozczarowałem się. "Człowiek ze stali" nie był tak złym filmem, jak się tego obawiałem zważywszy na to, co ostatnio serwowali mi Snyder ("Watchmen" i "Sucker Punch") i Goyer ("Jumper" i "Nienarodzony"). Nie był jednak aż tak dobry, jakby tego pragną. Tymczasem Snyder pozytywnie mnie zaskoczył. Powstrzymał się przed przedawkowaniem slow-motion. Udowodnił, że potrafi korzystać z różnych technik filmowych (choć mógł sobie pozwolić na trochę więcej testosteronu w stylu "300", do Supermana to pasuje). Film kosztował grubo ponad 200 milionów dolarów i tym razem widać to na ekranie. Snyder, wraz z ekipą od efektów, wycisnął z kasy wszystko, co tylko się dało. Kilka sekwencji jest naprawdę efekciarski i efektownych zarazem. Jak rzadko kiedy, tak w tym przypadku nie czuło się chaosu. Oto rozmach Hollywoodu w pełnej krasie. N...

The Master (2012)

Obraz
Chyba od czasu "Matriksa" nie widziałem w kinie filmu, który by w tak ostentacyjny sposób celebrował to, że jest antologią cudzych idei ubranych w szaty oryginalnego dzieła. Wszystko, dokładnie wszystko, co zostało tu pokazane, w kulturze funkcjonuje od czasów starożytnej Mezopotamii. Zasługą Andersona jest jedynie to, że dokonał selekcji tematów i zgrabnie je poskładał tak, że wyszedł z tego rasowy melodramat. I owszem jest to historia miłości tyle tylko, że nie dwóch mężczyzn a twórcy i jego stworzenia. Freddie jest osobistym eksperymentem tytułowego Mistrza. Z jakichś powodów to on a nie dziesiątki innych osób przykuły jego uwagę. Innymi manipuluje odruchowo, nim kieruje intencjonalnie, Freddie to jego opus magnum. Ale, jak to z takimi dziełami bywa, relacja szybko przestaje być jednostronna. Freddie równie nieświadomie przetwarza Mistrza, staje się jego obsesją. Koniec może nie jest tak histeryczny jak w "Czarnym łabędziu", ale końcowa piosenka jest gwoźdz...

On the Road (2012)

Obraz
"W drodze" jest kinowym odpowiednikiem jazzu. W sumie to nie jestem fanem tego rodzaju kina, ale na poziomie czysto estetycznym jestem w stanie docenić ten film. Podobają mi się zdjęcia Erica Gautiera, pełne intymności i namiętności obrazy jak choćby w scenie z grającym na saksofonie Walterem. Tyle tylko, że obraz jest za długi, żeby sama estetyka wystarczyła. A tu zaczynają się schody. Bo kiedy zastanowić się, co takiego chce nam opowiedzieć Walter Salles, to okazuje się, że albo nie ma nic do powiedzenia albo są to banały o fascynujących autodestrukcyjnych jednostkach czy o twórcach-pijawkach, którzy potrzebują cudzych tragedii, by karmić potwora talentu (nawet jeśli udają współudział). Natomiast na plus zaliczyć muszę obsadę. Garrett Hedlund po tym, jak zrobił na mnie dobre wrażenie w "Country Strong" , teraz wzmacnia moją o nim opinię, skutecznie wymazując niesmak, jaki zostawił po "Tronie". Również Kristen Stewart pokazuje, że nie dla niej są ...

The Fighter (2010)

Obraz
David O. Russell nakręcił najdłuższą i najlepszą reklamę HBO w historii. "Fighter" to pieśń pochwalna dla płatnego kanału telewizyjnego, za sprawą którego dwóch braci znajdujących się na straconej pozycji osiągnęło szczyt. Dicky Eklund był świetnie zapowiadającym się bokserem. Miał talent i szczęście. Kombinacja ta pozwoliła mu wygrać walkę z wielkim Sugar Rayem. Niestety Dicky wszystko to zaprzepaścił, kiedy zaczął ćpać. Ponieważ był gwiazdą rodziny, jedynym, któremu coś się w życiu udało, jego upadek był przez wszystkich ignorowany. W cieniu brata, zapatrzony w niego jak w obrazek, wyrastał Micky Ward. Miał równie wielki talent bokserski, lecz piętno przeszłości nie pozwoliło mu rozwinąć skrzydeł. Świadomie czy nie, rodzina sabotowała jego szanse na sukces. I nic by się pewnie nie zmieniło, gdyby nie dokument HBO kręcony o narkomanach. Film wstrząsną całą rodziną, co pomogło Micky'emu uniezależnić się, a przede wszystkim pomogło Dicky'emu rzucić nałóg. A stąd już...

Night at the Museum: Battle of the Smithsonian (2009)

Nie, nie i jeszcze raz nie polskiemu dubbingowi w filmach fabularnych. Oczywiście rozumiem jego potrzebę w filmach dla dzieci, ale i tak mi się to nie podoba. To, co zrobili z głosem Owena Wilsona woła po prostu o pomstę do nieba! Dobrze wypada chyba tylko głos Kahmunraha (Azarii). Gdyby dubbing był jedynym problemem "Nocy w muzeum 2", pewnie bym to jakoś przełkną (choć z trudem). Niestety to tylko czubek góry lodowej. Nie znam części pierwszej, więc trudno mi się do nie odnieść. Druga część to dla mnie chaos, w którym giną niezłe pomysły. Za dużo efektów specjalnych, wątła edukacyjna historyjka i detale, które powodowały u mnie uniesienie brwi w zdumieniu. Okastrowe amorki wyglądają idiotycznie. Para kowboj-rzymianin jest rozkoszna i tak oczywiście gejowska, że nie wiem, kogo chcą na to nabrać (biedny Oktawian, filar moralności, tu zabawia się z poganiaczem bydła). Mętlik w głowie powiększa jeszcze bufoniasta muzyka, która ma jeden dobry moment w pojedynku Larry'ego z Ka...

Miss Pettigrew Lives for a Day (2008)

Wow! What a fabulous movie! A Real dealightful piece, charming and witty and very, very naughty. Nie mogłem się powstrzymać, ale "Niezwykły dzień panny Pettigrew" jest naprawdę bardzo uroczym filmem, który wyjęty jest jakby nie z tej epoki. Naprawdę rzadko komu udaje się sztuka tak perfekcyjnego odtworzenia atmosfery starego kina. Bharat Nalluri jest absolutnym mistrzem. Jego film jest urodzonym klasykiem kina, który po prostu powstał 70 lat później niż powinien. Z łatwością można go włączyć do kanonu filmów 'in the closet'. Ma ten sam charakter, lekkość, spryt i żywiołowe dialogi. Jakby tego było mało, "Panna Pettigrew" ma znakomitą obsadę. Frances McDormand bezbłędnie radzi sobie w roli dewotki, która trafia w sam środek świata rozpusty. Amy Adams całkowicie porwała mnie swoją rolą Delysii. Jak dla mnie była to jej najlepsza rola i do tego zagrana z taką lekkością, że trudno mi było wyjść z zachwytu. Mark Strong raz jeszcze udowodnił, że jest aktorskim kam...