Tego się niestety obawiałem. Te wszystkie nominacje, jakim obsypany został "Lincoln" nie są wcale miarą wielkości obrazu, lecz patosu, jakim Spielberg nasycił swój film. Gdyby to był alkohol, wychodząc z kina widzowie przekroczyliby śmiertelny poziom promili. "Lincoln" to obraz monumentalny i Spielberg nie pozwoli nam o tym zapomnieć ani na chwilę. Sceny są rozwleczone, byśmy mieli pełną świadomość celebrowania doniosłości chwili. Fabuła rozpisana został podług wzorca, który już w czasach Szekspira uznawano za klasyczny. Każda z postaci musi mieć przynajmniej jeden bombastyczny monolog. Większość z nich jest rewelacyjnych, ale w tej dawce działały na mnie jak efekty specjalne w "Transformers 2" – po pewnym czasie poczułem przesyt i zaczęły mi być zupełnie obojętne. Chwilami film jest genialny. Kilka scen wartych jest lepszego dzieła. Niestety są też momenty tak sztywne, że przy nich zwłoki ze stężeniem pośmiertnym wydają się wzorem elastyczności. S...