Posty

Wyświetlam posty z etykietą Brian Taylor

Mom and Dad (2017)

Obraz
Brian Taylor najwyraźniej wraca do swoich korzeni. Bo choć "Mama i tata" nie jest jeszcze filmem na tym samym poziomie, co jego debiutancka "Adrenalina", to jest to wielki krok w dobrym kierunku.

Ghost Rider: Spirit of Vengeance (2011)

Obraz
Jeśli ktoś mógł uczynić z "Ghost Ridera" fajne kino rozrywkowe to tylko Neveldine/Taylor. Widać to wyraźnie w najbardziej komiksowych, a zarazem campowych scenach. Zastanawiam się więc, dlaczego nie wykorzystali szansy. Dlaczego zabrakło w tym filmie adrenaliny. Miejsca, w których czuć styl twórców "Adrenaliny" można policzyć na placach jednej ręki. Podobały mi się wstawki animowane, przywodzące na myśl ruchome scenki komiksowe. Ale pomiędzy nimi są całe pokłady nudy. Kompletnie nie rozumiem doboru muzyki, która była tak anemiczna, że lepiej nadawałaby się do programu przyrodniczego pokazującego powolny wzrost drzew. W filmie, gdzie ponoć każda sekunda się liczy, należało wybrać coś zupełnie innego. Nie pojmuję także, dlaczego większość filmu jest "po szkolnemu" montowana. Przecież w ten sposób z całość ulatuje wszelkie napięcie i klimat. Na szczęście film nie okazał się tak zły, jak to po cichu przeczuwałem. Niewielka to jednak pociecha. Ocena: ...

Jonah Hex (2010)

Obraz
Nie mogę uwierzyć, że ktoś w Warnerze wierzył, iż ten film może się udać. Nawet najlepszy reżyser nie byłby tu w stanie nic pomóc, ponieważ scenariusz jest kompletnie pozbawiony sensu. Z pustego i Salomon nie naleje. "Jonah Hex" przypomina dziecięcą zabawę w Dziki Zachód. Fabuła sprawia wrażenie, jakby została wymyślona przez pięciolatka. Sens i logika zostały odrzucone, chodzi jedynie o frajdę. I być może bawiące się w kostiumach epoki gwiazdy miały niezły ubaw. Niestety nie przeniosło się to na ekran. Ja nie miałem żadnej frajdy, ale ponieważ byłem na to przygotowany, trudno mówić o rozczarowaniu. Ocena: 3

Gamer (2009)

Dwie rzeczy są dla mnie jasne po obejrzeniu "Gamera". Po pierwsze Neveldine i Taylor to farciarze. Ich filmy są na tym samym poziomie co filmu Uwe Bolla, ale im udało się jakimś cudem uniknąć stygmatyzacji. Po drugie Neveldine i Taylor potrzebują Jasona Stathama. Tylko on potrafi być zarazem poważny i zdystansowany, co zdecydowanie ułatwia przełknięcie fabuły. "Gamer" to rzecz zdecydowanie lepsza od "Surogatów", bo nie próbuje być niczym więcej, jak wesołym odmóżdżaczem. Jest jednak gorszy od obu części "Adrenaliny", ze względu na brak dystansu i autoironii. Film to supersoniczne widowisko tak wykoncypowane w swojej chaotycznej formie, że półtorej godziny całkowicie mnie wymęczyło. Butler nie potrafi z równą lekkością grać tępego brutala co Statham, co przeszkadza w zabawie. Podobał mi się za to akcent Michaela C. Halla i postać Kyry Sedgwick (choć potem nie wiem czemu zrezygnowali z jej ostrego portretu i mocną ją złagodzili). Najsłabiej w tym w...

Crank: High Voltage (2009)

No cóż, twórcy "Adrenaliny" poszli tą samą drogą co wcześniej Bay i zrobili po prostu większą rozpierduchę ograniczając do minimum fabułę. Muszę przyznać, że takie postępowanie średnio mi się podoba. Część pierwsza była absurdalna, nieprawdopodobna i całkowicie odjechana, ale stanowiła w miarę spójną całość. Tu liczy się tylko akcja, bijatyki, cycki i tyłki i choć w wielu miejscach to naprawdę śmieszy, pod koniec miałem już tego dość, zupełnie tak samo jak w przypadku sceny finałowej "Zemsty upadłych". Na pochwałę z całą pewnością zasługuje Jason Statham. Nie wiem, jakim cudem udaje mu się utrzymać ten film na powierzchni, a jednak właśnie to czyni. To co wyprawia (i jak to robi!) jest tak rozkosznie urocze, że po prostu nie sposób tego nie oglądać z sympatią i uśmiechem. Twórcom fajnie udało się dobrać aktorów w epizodach. Jest i David Carradine w roli sędziwego Chińczyka i Spicetka Geri Halliwell w roli matki małego Cheliosa. Po bezbarwnej roli w "Horsemen...