A Máquina (2005)
Brazylijskie kino ostatnio bardzo mnie zaskakuje, a przynajmniej to kino, które do Polski dociera. Widać, że twórcy z tego kraju nie boją się eksperymentować z formą, wyginając filmową materię na wszystkie możliwe sposoby. Czasem pudłują (jak było z "Filmefobia"), czasem trafiają (jak było z "Cleópatrą"), a czasem strzelają w dziesiątkę – i to jest przypadek "Machiny". Film powstały w duchu Françoisa Rabelaisa to baśń, przypowieść filozoficzna, farsa i komentarz socjologiczny w jednym. Prości bohaterowie prowadzą dyskusje na najwyższym poziomie złożoności, filozoficzne dywagacje na temat czasu sąsiadują z telenowelową powiastką o miłości. Wszystko to jest dynamiczne, podane z werwą, sprawnie i z pomysłem. Świetni bohaterowie, jeszcze lepsze dialogi i całość tak zmiksowana, że nie można oderwać oczu od ekranu. Film jest historią Antônio, dziecka spokrewnionego z samym czasem. Przez pierwsze pięć lat swego życia nic nie robił tylko płakał. Przez kolejne koch...