Nie mam zielonego pojęcia, co chciał osiągnąć Justin Chadwick kręcąc biografię Mandeli, ale z jego filmu wynika, że Nelson Mandela był postacią kompletnie nijaką. Nie bardzo widać w nim przywódcę. Nie widać, by miał jakiś charakter (poza jedną sceną, kiedy rzucił się na swoją pierwszą żonę). Nie ma żadnego uzasadnienia, dlaczego mimo wieloletniego więzienia był w stanie doprowadzić RPA do niezwykłej przemiany. Mandela jest tu raczej symbolem i to dość bezpłciowym. Co oczywiście też byłoby ciekawym tematem na film, gdyby reżyser go pociągnął. Każda rewolucja wymaga przecież symbolu wokół którego ludzie mogą się jednoczyć, ale od symbolu niekoniecznie wymaga się inicjatywy. W filmie Chadwicka Winnie Mandela jest o wiele barwniejszą i ciekawszą postacią i można ją był znakomicie skontrastować z Mandelą-symbolem (kilka scen wydaje się iść nieśmiało w tym kierunku, ale przez to tylko wyraźniej czuje się niewykorzystany potencjał). Zupełnie też nie udało się pokazać kluczowych dla Mande...