Posty

Wyświetlam posty z etykietą Dean O'Gorman

Trumbo (2015)

Obraz
Dobrze zrobiłem oglądając najpierw "Do końca", a dopiero potem wcześniejszy film "Trumbo". Dzięki temu zła opinia, jaką miałem o współpracy Jaya Roacha z Bryanem Cranstonem, została zatarta. "Trumbo" to solidna filmowa robota. Dobrze nakręcona, bardzo dobrze zagrana i opowiadająca ciekawą historię. Jedyny zarzut, jaki mam, to ten, że nie jest to do końca biografia Daltona Trumbo. Jego postać nie otrzymuje pogłębionego portretu psychologicznego, a wydarzenia z jego życia dzieją się trochę obok niego samego.

The Hobbit: The Battle of the Five Armies (2014)

Obraz
Trzeci film o "Hobbicie" nie miał prawa powstać. Peter Jackson nie tylko nie posiadał na niego pomysłu, lecz doprowadził do tego, że jakiekolwiek pozytywne wspomnienia związane z poprzednimi częściami, skutecznie się teraz rozwiały. "Bitwa Pięciu Armii" bowiem nie stanowi żadnego zamknięcia historii. Odkrywa za to, że "Hobbit" jest trylogią o niczym.

The Hobbit: The Desolation of Smaug (2013)

Obraz
Jakie szczęście, że do końca został Jacksonowi już tylko jeden film. Nie sądzę, bym był w stanie wytrzymać więcej i pewnie przerwałbym oglądanie. Drugi "Hobbit" utrzymuje mnie w przekonaniu, że jeśli widziało się jedną część ekranizacji Tolkiena w wykonaniu Jacksona, to tak, jakby się widziało je wszystkie. A ponieważ znam książki, to tak naprawdę nie ma nic, co kusiłoby mnie, by czekać na kolejne odcinki. "Pustkowie Smauga" ponoć jest lepszym filmem od "Niezwykłej podróży". Jakoś tego nie zauważyłem. Owszem, jest nieco mniej posuwistych panoram, ale to jedyna rzecz, która się poprawiła. Reszta to odgrzewane kotlety obficie podlane sosem z patetycznych dialogów (szczytem idiotyzmu jest postać Beorna i jego podniosłe mowy wypowiadane niskim głosem). Nawet moja ulubiona scena z książki – ucieczka w beczkach – tu zamieniła się w męczący popis efekciarstwa. Całość daje się wytrzymać dzięki kilku drobnym smaczkom. Jak choćby krasnoludzko-elficka wariacja...

The Hobbit: An Unexpected Journey (2012)

Obraz
Ech, ten Peter Jackson. Ze skrajność popada w skrajność. Przy "Władcy Pierścieni" narzekałem na teledyskowość narracji, gonienie od jednego punktu historii do drugiego. Tym razem reżyser pokazał się jako kinowy odpowiednik Roberta Jordana (który do perfekcji doprowadził umiejętność opowiadania na setkach stron historii, która nie posuwa bohaterów o krok do przodu). "Hobbit" jest rozciągnięty do granic ludzkiej wytrzymałości. Gdzie tylko może, Jackson przedłuża sceny w nieskończoność. I tak na przykład, kiedy krasnoludy przybywają do Bilba, to Jackson prezentowuje nam wszystkie elementy zastawy stołowej oraz każdy najmniejszy okruch ze spiżarni. Od czasu "Titanica" nie spotkałem się z takim marnotrawieniem czasu na przyglądanie się scenografii. Drugim problemem Jacksona jest nieumiejętność prowadzenia narracji awanturniczej. Kiedy ma być podniośle i heroicznie, wszystko gra, ale kiedy próbuje wprowadzić elementy humorystyczne, wypada żenująco słabo. Są...

Kawa (2010)

Obraz
Przeklęte baśnie. I przeklęta formułka "Żyli długo i szczęśliwie", na której baśnie się kończą, dając iluzję i nadzieję, że ślub jest końcem udręki i walki o szczęście, że potem jest już tylko harmonia aż po grób. Niestety, życie to nie bajka, nawet jeśli usilnie próbujemy zaczarować rzeczywistość, wyrzekając się samego siebie. Prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw. A im później to nastąpi, tym większy ból i wyższa cena. "Kawa" to liryczna opowieść na dość już wyświechtany temat. Twórcy nie odkrywają tu Ameryki krocząc dobrze wytyczoną przez filmowców ścieżką. Ale trzeba przyznać, że Katie Wolfe ładnie opowiada historię Kawarikiego. Jest w tym magia i dramat, w który łatwo mi było się wczuć, nawet jeśli uważam, że wszyscy bohaterowie robią z igły widły. Ich poglądy na relacje i miłość są strasznie przestarzałe. Jakby istniała tylko jedna forma miłości i to domagająca się wyłączności. Jakby nie można jednocześnie kochać żony, być oddanym ojcem i pragnąć męż...