Ten film chciałbym obejrzeć na Camerimage. Byłaby wtedy okazja spytać operatora o wyjaśnienie powodów, dla których zdecydowano się na kręcenie kamerą cyfrową. Muszę powiedzieć, że kompletnie nie rozumiem. Wszystkie inne działy odwaliły kawał dobrej roboty starając się odwzorować realia epoki (może nie tyle tej prawdziwej ile tej zapamiętanej z kina): kostiumy, fryzury, scenografia, muzyka. Wszystko to bierze w łeb za sprawą kamery. I co z tego, że obraz wydaje się wyrazisty, kiedy brakuje atmosfery klasyki. Obraz jest tak ostry, że czułem się, jakby ktoś wbijał mi żyletki w gałki oczne. Tu potrzebna była większa wrażliwość fakturę i cienie. Potrzebny był ktoś taki jak Roger Deakins. Wtedy, być może, "Wrogowie publiczni" mieliby szansę znaleźć się na liście klasyków kina gangsterskiego... choć ja osobiście w to wątpię. Kamera to poważny mankament "Wrogów publicznych", jednak tak naprawdę Mann zawodzi na całej linii. Film sprawia wrażenie pracy magisterskiej,...