Posty

Wyświetlam posty z etykietą Jim Jarmusch

The Dead Don't Die (2019)

Obraz
Jim Jarmusch nie zawiódł mnie. Znów nakręcił film, który jednocześnie jest prosty jak cep i skomplikowany jak teoria strun. Bawi się kliszami opowieści o zombie, ale robi to z rozbrajającą beztroską, wynosząc całość na poziom postmodernistycznego metafilmu. "Truposze nie umierają" to również przedziwna składanka z cytatów i odniesień do wcześniejszej twórczości samego Jarmuscha, przy czym nawet siebie reżyser nie traktuje poważnie czyniąc swój sposób pracy obiektem żartów.

Paterson (2016)

Obraz
W swoim najnowszym filmie Jim Jarmusch kreśli niezwykły portret miasta. Punktem wyjścia jest dla niego koncepcja, że miasto to żywy organizm. Ale Jarmusch oczywiście potraktował ją na swój oryginalny sposób: jednocześnie bardzo dosłownie i mocno alegorycznie. Paterson ma tu bowiem całkiem prawdziwe ciało. Żyje wśród mieszkańców, przysłuchuje się im, obserwuje, czasem wchodzi w interakcje. Paterson jest awatarem miasta, jest jego ucieleśnieniem, poetą i poezją w jednym. Paterson i Paterson są też u Jarmuscha bliźniakami: tacy sami, a jednocześnie zupełnie inni. Albo jak Trójca Święta (tyle że tym razem są tylko dwie osoby).

Only Lovers Left Alive (2013)

Obraz
To niesamowite, ale Jarmusch od lat utrzymuje niezmiennie wysoki poziom. Z każdym kolejnym filmem boję się rozczarowania coraz bardziej, bo przecież rozsądek podpowiada, że w przypadku czegoś tak chimerycznego jak talent, potknięcia są nieuniknione. I za każdym razem jestem zaskoczony, że znów się reżyserowi udało. "Only Lovers Left Alive" to rozkosz dla oczu i uszu. Metafizyczny teledysk z rozważaniami na temat natury czasu i kondycji ludzkiej duszy w tle. Podobnie jak Refn w "Tylko Bóg wybacza", Jarmusch koncentruje się na warstwie zmysłowej. Tworzy fantastyczne obrazy okraszone znakomitą ścieżką muzyczną. Do tego Tilda Swinton i Tom Hiddleston tworzą idealnie uzupełniając się połówki jednej całości. Są tak dopasowani, że aż dziwię się Jarmuschowi, że nie zechciał ich zamienić miejscami, czyniąc z Hiddlestona Ewę, a ze Swinton Adama. W przeciwieństwie do Refna, Jarmusch nie jest jednak aż tak zblazowany. Jego film nie ma w sobie pustki intelektualnej. Może i ...

The Limits of Control (2009)

Obraz
"The Limits of Control" to 10-minutowa prelekcja Jima Jarmuscha na temat Reality is arbitrary . Cała reszta to obszerny komentarz pełen cytatów, analogii, symboli i porównań mająca pomóc nam w zrozumieniu początkowego wykładu. Oczywiście w tym tkwi paradoks, ponieważ zrozumienie nie jest możliwe. Jarmusch staje po stronie skrajnych relatywistów. Wszystko jest subiektywnym doświadczeniem. Prawda, fakty, obiektywnie istniejące obiekty to iluzja. Każdy człowiek to wirująca w ekstazie planeta. Aby pomóc nam przyjąć tę "prawdę", Jarmusch korzysta z metafory podróży: wszystko wokół wędrowca podlega zmianie, ale on sam, z własnego, subiektywnego punktu widzenia pozostaje stałą (choć wcale nie niezmienną). Ponieważ wszystko jest subiektywnym doświadczeniem, prawdziwe porozumienie/wzajemne zrozumienie nie jest możliwe. Stąd sakramentalne "Nie mówisz po hiszpańsku, prawda?", którym rozpoczynają się wszystkie poza jedną "rozmowy" z głównym bohaterem. To...