Posty

Wyświetlam posty z etykietą Marko Zaror

Savage Dog (2017)

Obraz
Jeśli chodzi o akcyjniaki klasy C, to Scott Adkins i Marko Zaror w jednym filmie są moim wymarzonym składem. Dlatego też wiele sobie obiecywałem po "Wściekłym psie". I z tego też powodu jestem wściekły na reżysera. Nie mogę mu darować tego, że zaangażował Zarora, a potem kazał mu przez 90% filmu siedzieć. Zresztą podobnie potraktowany został Cung Le. Nie pojmuję, jak można zatrudniać gwiazdy kina kopanego, a potem nie dawać im szans na popisanie się umiejętnościami. Dla mnie jest to zbrodnia przeciwko ludzkości.

Redentor (2014)

Obraz
Od kina kopanego nie wymagam wiele, a już naprawdę ma gdzieś, czy fabuła trzyma się kupy. Nie przeszkadzało mi więc to, że "Redentor" był po prostu bez sensu. Film wygląda jak przypadkowy zlepek scen, które łączy jedynie fakt, że w każdej z nich występują ci sami aktorzy. Dopóki jest to opowieść o byłym hitmanie, który każdy dzień zaczyna od rosyjskiej ruletki, a potem zabija drani na próżno próbując oczyścić duszę z wyrzutów sumienia, dopóty jeszcze fabularnie jest to rzecz ciekawa. Kiedy jednak pojawiają się wątki Antonii i jej syna albo Amerykanina, który chce stworzyć w Chile narkotykowe imperium, rzecz traci wszelkie pozory logiki.

Machete Kills (2013)

Obraz
"Maczeta zabija" powinna robić na mnie równie pozytywne wrażenie, co część pierwsza. W końcu, kiedy myślę o poszczególnych elementach, film wypada świetnie. Bichir jest świetny jako szaleniec. Gibson cudownie gra rolę proroka/zbawiciela/niszczyciela światów. Sofía Vergara jako Desdemona – absolutne cudo. I fajnie było zobaczyć w końcu Zarora w amerykańskiej produkcji. Mam nadzieję, że nie po raz ostatni. Do tego wszystkiego cała masa odniesień do kina i do osobistych biografii występujących w nim gwiazd. Wszyscy śmieją się z samych siebie bez żadnej krępacji. A jednak złączone w jedną całość te świetne elementy zamiast zyskać na wartości, mocno tracą. Film jest zbyt "czysty" wizualnie, przez co zamiast do produkcji z lat 70. z nurtu sexplotation, bliżej mu do idiotyzmów ze stajni Asylum. "Maczeta zabija" nie ma też właściwego tempa. Niby cały czas coś się dzieje, ale jednocześnie co chwilę łapałem się na tym, że się nudzę. W sumie film wydał mi się ra...

Mandrill (2009)

Obraz
Ernesto Díaz Espinoza staje się powoli moim ulubionym reżyserem guilty pleasures . "Mandrill" to jego trzeci film, jaki oglądam i choć wiele można im zarzucić, to tylko podsycają mój apetyt na więcej. "Mandrill" nie jest obrazem, który można traktować poważnie. Niewiele w nim jest sensu. Fabuła jest schematyczna i maksymalnie uproszczona. Broni się jednak, ponieważ całość wystylizowano na podróbki amerykańskich filmów szpiegowskich z lat 60. i 70. To pozwala wziąć całość w cudzysłów i bawić się idiotyzmami, przerysowanymi dialogami i historią, w której jest wszystko: od zemsty po miłość. No i Marko Zaror nieźle kopie. Ciekawe, czy uda mu się zrobić karierę w Hollywood. Udział w "Undisputed III" sugeruje, że przynajmniej o tym myśli. Ocena: 6

Mirageman (2007)

Drugi wspólny film Ernesto Díaza Espinozy i Marko Zarora, nie sprostał moim oczekiwaniom. Tym razem proporcje poszczególnych składników nie zostały odpowiednio dobrane i tam, gdzie "Kiltro" odnosiło sukces, "Mirrageman" jest tylko cieniem. O dziwo to ten film ma na IMDb wyższe oceny. Hmm... Film niby ma ckliwą historię (brat zgwałconego chłopaka przebywającego w psychiatry ku zostaje zamaskowanym mścicielem, bo tylko ta postać zdaje się wydobywać chorego z obsesji), jest też humor (pierwsza misja, problemy z kostiumem i cywilnym ubraniem), ale czegoś zabrakło. Brak tempa, chwilami jest trochę zbyt serio, pojawia się krytyka massmediów. Film cierpi też na brak ciekawego czarnego bohatera. W sumie więc jest kilka fajnych momentów, a reszta to niestety nuda, nuda, nuda. Ocena: 5

Kiltro (2006)

Obraz
Ta płyta leżała u mnie zbierając kurz baaardzo długo, a szkoda, bo jak się okazało, jest to świetna rozrywka. Nie "dobra", bo ten film to prawdziwy festiwal kiczu, ale naprawdę ogląda się wyśmienicie. "Kiltro" to połączenie wuxia, spaghetti westernu i południowoamerykańskiej telenoweli. Powinna być to trująca mieszanka, ale o dziwo wszystkie elementy razem dają całkiem zabawny efekt. Czarny charakter szukający zemsty za zdradę swojej kobiety, młody wojownik odkrywający tajemnicę swej rodziny i próbujący walczyć o piękną dziewczynę, pojedynki w samo południe i walka jeden przeciw setce zbirów. A wszystko to okraszone melodramatycznymi tekstami i dużą dawką autoironicznego humoru. W tym filmie sprawdza się wszystko. Marko Zaror jest doskonale wysportowany, ale jednocześnie nie próbuje udawać amerykańskich czy azjatyckich gwiazd. Zachowuje dystans, potrafi odnaleźć się w scenach, w których widz śmieje się i z niego i z całej sytuacji. Znakomicie w roli czarnego charakt...