"Sierpień w hrabstwie Osage" udowadnia, że nadmiar dobrego szkodzi nawet filmom. Wielkim problemem obrazu jest sztuka będąca podstawą scenariusza. Jest zbyt dobrze napisana. Role, jakie stworzył Tracy Letts, mają fantastyczne teksty. Są tak dobre, że nawet pieniek w nich obsadzony bez problemu wywalczyłby nominację do Oscara, więc co się dziwić, że Meryl Streep ją dostała. Tyle tylko, że te role napisane zostały z myślą o teatrze, gdzie sztuczność warunków tylko wzmocni wyrażenie, jakie wywołają znakomite kreacje. Na ekranie kinowym efekt jest jednak przeciwny – tu każda scena, każdy dialog podkreśla tylko sztuczność całej fabuły. Ani przez chwilę nie opuszczało mnie wrażenie, że aktorzy tylko grają, że nie ma w tym nawet odrobiny autentyczności. W rezultacie świetne kreacje aktorskie nie robiły na mnie większego wrażenia. Miało to swoje szersze konsekwencje w odbiorze całej fabuły. Chwilami nie bardzo rozumiałem o co tyle krzyku. Zupełnie nie przemówił do mnie dramat je...