Posty

Wyświetlam posty z etykietą Tate Ellington

The Endless (2017)

Obraz
Aby móc się cieszyć "Endless", trzeba sporo rzeczy reżyserom (i zarazem odtwórcom głównych ról) wybaczyć. Siłą filmu jest bowiem przede wszystkim jego klimat. Scenariusz, a zwłaszcza jego wykonanie, pozostawia sporo do życzenia.

Chronic (2015)

Obraz
David jest duchem. I to od dłuższego czasu. Niestety wciąż żyje, co komplikuje sprawy. Aby "być" potrzebuje zakorzenienia, kotwicy. Nie potrafi istnieć tylko za sprawą swoich mocy intelektualno-emocjonalnych, wyobraźni. Jego byt potwierdzony musi być czymś namacalnym. Dlatego jest opiekunem osób śmiertelnie chorych. Przysysa się do nich, staje się niezastąpionym towarzyszem. Oddając pełnię swej uwagi cierpiącym, zyskuje potwierdzenie swego istnienia w ich nieustającej potrzebie jego pomocy. Krewni jednego z jego podopiecznych mają rację widząc w relacji, jaką stworzył, coś nieprzyzwoitego, ale zarazem błędnie ją odczytali. Tak, David wykorzystuje swoich podopiecznych. Wykorzystuje ich do tego, by zachować w garści namiastkę życia. W końcu David jest tylko duchem.

Straight Outta Compton (2015)

Obraz
Nie dziwi mnie, że ten film cieszy się w Stanach tak wielką popularnością. Dzięki "przemiłym" policjantom z St. Louis "Straight Outta Compton" ogląda się bardziej jako film współczesny, niż historyczny, którego akcja osadzona jest ćwierć wieku temu. Dziwi mnie za to fakt, że powstał dopiero teraz. Ma przecież wszystko to, co widownia kinowa kocha: barwnych bohaterów, seks, przemoc, narkotyki, napięcia społeczne, biedę i bogactwo. Co więcej, twórcy sprawnie wykorzystali te elementy i stworzyli widowisko, które ogląda się z przyjemnością nawet, jeśli jest się świadomym tego, jak bardzo pobieżnie historia rapu została tu potraktowana. Chwilami odnosiłem wrażenie, że "Straight Outta Compton" skierowane jest właśnie do widzów, którzy doskonale orientują się w historii rapu lat 90. i dlatego niektóre kluczowe rzeczy są tu wspominane słowem, migawką, kilkoma ujęciami.

Silver Tongues (2011)

Obraz
Lubię kino, które nie próbuje wszystkiego wyjaśniać, które pokazuje jakiś wycinek rzeczywistości, bez osadzania go w szerszym kontekście. I zapewne dlatego "Złotouści" przypadli mi do gustu. Para głównych bohaterów to wielka niewiadoma. Kim są? Co ich łączy ze sobą? Co ich pcha, by wciąż na nowo definiować siebie? Oto są pytania, na które nie znajdziemy w tym filmie odpowiedzi. Czasami rzucone zostaną jakieś aluzje, dzięki którym poznamy możliwe tropy rozwiązania zagadki, ale do końca nie będziemy ich pewni. Bo choćby ostatnia scena. Sugeruje ona, że Gerry i Joan prowadzą bardzo typową, szarą egzystencję. Odgrywanie ról może więc być dla nich formą odreagowania więzienia, w jakim znajdują się na co dzień. Ale to wyjaśnia tylko fakt, dlaczego przed innymi ludźmi grają. A co, kiedy są sami? W co wtedy grają? Czy łącząca ich seksualna więź o charakterze sadomasochistycznym jest autentyczna, czy tylko kolejną grą? Niestety reżyser nie do końca wykorzystał potencjał tkwiący w...

Taking Chance (2009)

Obraz
Gdybym miał oceniać "Podróż powrotną" "obiektywnie", musiałbym film zjechać od góry do dołu. Rzecz robi wrażenie zrobionej na zamówienie propagandówki podkreślającej bohaterską śmierć i solidarność w obliczu ludzkiej tragedii. Reżyser bezwstydnie manipuluje filmową materią, by wzbudzić w widzach wzruszenie. Spowolniony obraz w sekwencjach czyszczenia zwłok, kierowcy zapalający światła widząc trumnę powleczoną flagą itp., itd. Jest tego naprawdę dużo, chwilami za dużo. A jednak, mimo że to wszystko zauważyłem, jest w tym filmie coś, co sprawiło, że dałem się uwieść opowieści. Może stało się tak przez fakt, że "Podróż powrotna" ma bardzo prostą historię, pozbawioną zwrotów akcji, twistów i niespodzianek. Gdyby reżyser choć w jednym momencie spróbował ubarwić film, to coś czuję, że utraciłby moją dobrą ocenę. Plusem jest rzecz jasna Kevin Bacon w mocnej kreacji oficera marines, który czuje się winny temu, że siedzi sobie bezpiecznie w Ameryce, podczas gdy...

Remember Me (2010)

Obraz
Hahahaha, co za denny film. Niemal do samego końca myślałem, że jest to nieudolna próba zrobienia przez Amerykanów europejskiego film, gdzie fabuła nie dąży do konkretnego celu, chodzi po prostu o sportretowanie określonych jednostek/sytuacji. I wtedy pojawiają się one, wieże WTC. To było jak pociągnięcie za spłuczkę w kiblu: wszystko spłynęło rurą odpływową do kanału. Co za kiczowata opowieść. W sumie to jednak szkoda, że filmu nie nakręcili Europejczycy. To mógł być ciekawy film o tym, jak narastają konflikty, kiedy bliscy mówią niezrozumiałymi dla siebie językami. Tyler jest zagubiony i zbuntowany. Symbolem zła jest jego ojciec, którego uważa za zimnego drania bez serca. Zaślepiony własnym smutkiem, choć kocha swoją młodszą siostrę, to jednak nie zauważa, ani nie jest w stanie pomóc jej z jej problemami. Z kolei ojcu wydaje się, że dobrze czyni kryjąc swój ból, udając przed dziećmi nieporuszony monument. Niestety "Twój na zawsze" ma tylko jedno przesłanie: znęcanie ...

The Invention of Lying (2009)

"Było sobie kłamstwo" to najbardziej satanistyczny film, jaki widziałem w życiu. To absolutna afirmacja  Szatana, który niewiele ma tu wspólnego z wizją krwiożerczej bestii domagającej się noworodków składanych w ofierze podczas czarnej mszy. Tu Książę Kłamstw jest gwarantem szczęścia, harmonii, nadziei. Mark Bellison grany przez Ricky'ego Gervaisa jest tu prorokiem Szatana. Świat, w którym żył to świat chronicznej depresji, szarości i masochistycznego bólu zadawanego wzajemnie w imię szczerości. Kiedy Mark wypowiada pierwsze kłamstwo, wszystko się zmienia. Nagle otwierają się przed ludźmi wrota możliwości. Mark tworzy religię, zaświaty, nadzieję na lepsze jutro. Wymyśla wyobraźnie, poszerza percepcję, daje szczęście, które pozwala nam zignorować brutalne fakty, bądź zinterpretować je inaczej. Kłamstwo okazuje się tym, co wyzwala człowieka, co nadaje życiu kolorytu. Wiara jest kłamstwem. Nadzieja jest kłamstwem. A przede wszystkim miłość jest kłamstwem. I to, zdaniem t...

The Elephant King (2006)

Czasem ucieczka naprawdę jest potrzebna. Nabranie dystansu, oddechu, uwolnienie się. Jednak kiedy zaczniesz uciekać, trudno jest się zatrzymać. A im dłużej zwlekasz, tym jest to trudniejsze. Wie o tym doskonale Oliver, który przed swoją rodziną uciekł aż do Tajlandii. Ten raj na ziemi szybko staje się więzieniem. Oliver żyje dniem dzisiejszym, ale lepszym słowem byłoby 'wegetuje'. Pije, ćpa i obija się, próbując zabić tęsknotę. Namolne telefony matki tylko wzmacniają jego upór, ale i zwiększają tęsknotę. Postanawia więc sprowadzić do siebie brata. Sądzi, że kiedy nie będzie sam, ucieczka nie będzie aż tak straszna. Niestety pomysł nie wypali. Wręcz przeciwnie, broń zdaje się eksplodować w jego dłoni. I teraz tylko naprawdę dramatyczne zdarzenie może go wyrwać z błędnego koła. "Król słoni" ma w sobie spory potencjał. Seth Grossman chyba zdawał sobie z tego sprawę, ale z braku doświadczenia (?) a może talentu nie był w stanie go wykorzystać. Obraz ledwie śli...