Brawo panie Anderson! Tym razem zyskałeś mój pełen podziw i szacunek. "Resident Evil: Retrybucja" wychodzi naprzeciw wszystkim oczekiwaniom fanów, którzy domagali się adaptacji gry, a jednocześnie wywraca je na do góry nogami. Anderson podszedł do tych żądań bowiem całkiem poważnie, czego rezultat był oczywiście z góry wiadomy, choć żaden fan by się do tego nie przyznał. Dosłowne przeniesienie gry na ekran daje tragiczny rezultat. Już słyszę te głosy oburzenia, że film w niczym nie przypomina gry. Tak, to prawda. Ale są to tylko pozory. Film jest negatywem gry. Gdzie gra próbowała imitować rzeczywistość, tam film imituje wirtualną rzeczywistość. Całość, dosłownie wszystko, jest tu sztuczne aż do granic wytrzymałości. Sterylne lokacje są bardzo umownym odtworzeniem świata, bo też ich intencją nie jest perfekcyjne odzwierciedlenie rzeczywistości, a jedynie stworzenie warunków na tyle dookreślonych, by zachowania postaci miały choć niewielki stopień prawdopodobieństwa. Ande...