Posty

Wyświetlam posty z etykietą Alex Proyas

Spineless (1987)

Obraz
Miło było przypomnieć sobie, że Alex Proyas kiedyś robił coś więcej niż tylko hollywoodzką papkę. "Spineless" to kwintesencja kina eksperymentalnego. Zbudowane jest ze strzępów obrazów i dźwięków. Są one miksowane i powtarzane tworząc chaos, który nie jest zwykłą kakofonią, lecz kryje w sobie intrygującą niejednoznaczność. Jednak już w tym wczesnym filmie widać to, co później reżysera wielokrotnie zgubi: brak umiaru. "Spineless" trwa zdecydowanie za długo i to, co początkowo przyciąga uwagę, pod koniec działało odpychająco. Jakby Proyas zagubił się w formie. To zagubienie z czasem doprowadzi go do "dzieł" w stylu "Bogowie Egiptu", niestety. Ocena: 6

Gods of Egypt (2016)

Obraz
Alex Proyas od prawie dwóch dekad nieustannie mnie rozczarowuje. Ale za sprawą "Kruka", a przede wszystkim "Mrocznego miasta", ma u mnie fory i na kolejnego jego filmy czekam w nadziei, że przypomni sobie o tym, kim był i co robił w latach 90. Na próżno!

Knowing (2009)

Z Alexem Proyasem mam od dawna problem. Z jednej strony nakręcił niezłego "Kruka" i "Dark City", z drugiej strony ma też na swoim koncie gniot, jakich mało "Ja, robot". Niestety "Zapowiedzi" bliżej jest do temu ostatniemu filmowi, a co gorsza jest to czysta propagandówka ideologii Świadków Jehowych.  Och, zamiast sądu mamy wybuchy na słońcu, a anioły zostały zastąpione przez androgenicznych kosmitów. Reszta jednak to wypisz, wymaluj wizja Dni Ostatnich.  Całość przypomina serię "Left Behind" tyle że zrobioną z większym rozmachem. Jehowi mogą się cieszyć, bo ich film jest zdecydowanie lepszy od propozycji scjentologów "Bitwa o Ziemię"... ale tylko troszeczkę. Film jest kompletnie spartaczony fabularnie, będąc rozlazłą kluchą bez jakiejkolwiek nawet krzty ambicji. "Zapowiedź" broni się od strony wizualnej. Proyas może nie rozwija się artystycznie, lecz chwilami przypomina sobie, kim był kiedyś. Scena, gdy Caleb w pokoj...