Posty

Wyświetlam posty z etykietą Charlie Hunnam

A Million Little Pieces (2018)

Obraz
Niby jest to kolejna opowieść oparta na faktach, a film wygląda tak, jakby skopiowano go z jedynej formy stosowanej w kinie do opowiadania historii narkomanów walczących z nałogiem. Jest to rzecz tak schematyczna, że naprawdę trudno jest tu znaleźć cokolwiek osobistego, co sugerowałoby, że jednak jest to opowieść o doświadczeniach konkretnej osoby.

True History of the Kelly Gang (2019)

Obraz
Zastanawiam się, czy to już jest ten czas, kiedy powinienem postawić krzyżyk i zapomnieć o Justinie Kurzelu. Po "Snowtown" naprawdę myślałem, że oto nadchodzi nowy reżyser, na którego filmy będę wyczekiwał z wypiekami na twarzy. Niestety nic, co później zrobił, nie spełniło moich pokładanych w nim nadziei.

Papillon (2017)

Obraz
Historia Henriego Charrière'a wydaje się być stworzona dla kina. Czegóż tu nie ma! Fałszywe oskarżenia, surowe warunki więzienne, zdrada, przyjaźń, desperacka próba przetrwania i nieugięta wola. A jednak okazuje się, że wcale na jej podstawie nie musi powstać dzieło zapierające dech, wciągające bez reszty.

Triple Frontier (2019)

Obraz
SPOILER Matematyka w kinie rzadko kiedy się sprawdza. Czego dowodem jest "Potrójna granica". Za scenariusz odpowiadał gość od "Wroga numer jeden". Za reżyserię (ostatecznie) wziął się facet od "Chciwości". Suma tych dwóch talentów powinna gwarantować świetne męskie kino. A tymczasem "Potrójna granica" to popis żenady na bogato, bo nie tylko za kamerą stali znani twórcy, przed kamerą pojawili się rozpoznawani i rozchwytywani aktorzy.

The Gentlemen (2020)

Obraz
Ależ ja się stęskniłem za gangsterskim Guyem Ritchie'em! A co najśmieszniejsze, nawet nie wiedziałem, że tęskniłem, dopóki nie obejrzałem "Dżentelmenów". Nie jest przecież tak, że wcześniej Ritchie robił słabe filmy lub też zrezygnował w nich z chwytów, dzięki którym stał się rozpoznawalny. "Dżentelmeni" po prostu przypominają, że kino gangsterskie hojnie zaprawione komedią i Ritchie idą ze sobą w parze.

The Lost City of Z (2016)

Obraz
Percy Fawcett był barwną postacią, pełną sprzeczności i kompleksów, których źródłem była jego rodzinna historia i klasowa przynależność. Jego pierwsze wyprawy do Amazonii przypadły zaś na niezwykle okrutny okres w historii Ameryki Łacińskiej, kiedy kompanie kauczukowe uczyniły Amazonię piekłem na ziemi porównywalnym do tego, jakie funkcjonowało w Kongo czasów Leopolda. Niestety Jamesa Graya najwyraźniej te rzeczy mało interesowały.

King Arthur: Legend of the Sword (2017)

Obraz
Pierwszą moją reakcją na nowy film Ritchiego był WTF!!!!!! Oczekiwałem rewizjonistycznej wersji arturiańskiego mitu, ale liczyłem, że to wciąż będzie opowieść o Arturze. Tymczasem Guy Ritchie już w pierwszych scenach każe mi pozbyć się wszelkich oczekiwań i wyrzucić z pamięci wszystko, co wiem o Arturze, jego ojcu, Mordredzie, Merlinie i innych bohaterach średniowiecznych romansów. Zamiast tego dostałem jakiś dziwny mit o wojnie magów i ludzi. Mordred, który przecież powinien zabić Artura, zmarł zanim ten zdołał wyrosnąć na nastolatka. Vortigern, którego w legendach zabił Uther, tutaj zajął miejsce Ambrosiusa jako stryj Artura (ale, o dziwo, Ritchie pozostawił wątek z wieżą, choć bez smoków). Merlin pojawia się gdzieś na trzecim planie, a Morgany chyba w ogóle nie ma... choć z drugiej strony możliwe, że gra ją Astrid Bergès-Frisbey, bo imię jej bohaterki nigdy się w filmie nie pojawia.

Crimson Peak (2015)

Obraz
Guillermo del Toro nakręcił film, który nie miał prawa powstać. "Crimson Peak" to ekstrawagancka produkcja, która wykorzystuje budżet nie z myślą o sprzedaży biletów, lecz do urzeczywistnienia wizji reżysera. Jest to rzecz barokowa, efekciarska, gdzie rozmach ma większe znaczenie niż treść (ze wszech miar idiotyczna). Z tego też powodu film kojarzy mi się z "Jupiter: Intronizacja". Dokładnie tak samo postąpili Wachowscy tworząc swoje rozdmuchane widowisko.

Deadfall (2012)

Obraz
Chciałby zobaczyć film o tym, jak kompletowano obsadę "Deadfall". To byłoby z całą pewnością jakieś niesamowicie pokręcone widowisko SF o praniu mózgów, hipnozie, szantażu i długach. Przecież to coś nawet na poziomie scenariusza nie wygląda na rzecz, w której mógłby wystąpić choćby jeden szanujący się aktor. Tymczasem w obsadzie same znane nazwiska: Bana, Wilde, Hunnam, Kristofferson, Spacek, Mara. Naprawdę chcę wiedzieć, jakich sposobów użyto, by ich wszystkich przekonać, że powinni w tym czymś zagrać.

Frankie Go Boom (2012)

Obraz
Jestem pod olbrzymim wrażeniem umiejętności Jordana Robertsa. Nie, nie reżyserskich, bo te są minimalne. Jednak umiejętność przyciągnięcia do projektu ciekawych aktorów ma wyśrubowaną do niebywałego poziomu. Niesamowite, że film, w którym grać powinni amatorzy, może pochwalić się plejadą rozpoznawalnych nazwisk.

Pacific Rim (2013)

Obraz
"Pacific Rim" to kinowy odpowiednik piersiastej blondynki. Patrzy się na nią z przyjemnością, bo cieszy oko i (prawie) każdy inny zmysł. Niestety jej obfity biust zużywa tyle tlenu, że do mózgu niewiele dociera, dlatego też jest głupia jak but i można się jedynie modlić, by otwierała buzię tylko w jednym celu... i nie jest to mówienie. Od strony wizualnej "Pacific Rim" robi niesamowite wrażenie. Oglądany w kinie IMAX jest prawdziwym majstersztykiem. Tu naprawdę czuje się przestrzeń, głębię. Roboty i potwory są dopieszczone do ostatniego szczegółu. I trochę żałuję, że nie jest to kasowy hit, bo też wolę tę wersję widowiska, niż tanie podróby, które później są konwertowane czy w inny sposób polerowane, by wydawać się bardziej dech zapierające. Ale cała reszta! Nie pojmuję, jakim cudem można było wypuścić taki badziew. Fabuła jest tak rachityczna, że robiło mi się słabo. A kiedy bohaterowie zaczynali mówić, miałem ochotę przekuć sobie bębenki w uszach, by ukróci...

The Ledge (2011)

Obraz
Dwa ciekawe pomysły. Dobrze wybrana obsada. A jednak rezultat końcowy pozostawia sporo do życzenia. I wszystko to wina reżysera i scenarzysty w jednej osobie, Matthew Chapmana. Kiedy film powstaje kilka lat, można wymagać przynajmniej dopracowanej fabuły. A tymczasem to właśnie ona jest piętą achillesową "The Ledge". Film składa się z dwóch historii, z których pierwsza jest jedynie początkiem i końcem, a druga stanowi klamrę spinającą krańce tej pierwszej. Jest więc policjant, który dowiaduje się, że całe życie był bezpłodny. Problem w tym, że ma dwójkę dzieci. Jest też mężczyzna, który uwiódł swoją sąsiadkę i zarazem podwładną, a teraz stoi na dachu wieżowca, by w samo południe z niego skoczyć. Większość filmu stanowi właśnie jego opowieść, relacjonując policjantowi z masą własnych problemów koleje romansu. I ok. To mogę zrozumieć. Jednak w jego opowieść wkradają się sceny z perspektywy kobiety i  jej męża, w których nie uczestniczył, a zatem nie może ich znać. Dodan...