Posty

Wyświetlam posty z etykietą Rosario Dawson

Jay and Silent Bob Reboot (2019)

Obraz
Kiedyś Kevin Smith należał do moich ulubionych reżyserów. Nie wszystko mu nawet wtedy wychodziło ("Dogma"), ale zazwyczaj robił solidne rzeczy. Od ponad dekady nie nakręcił jednak nic, co by mi się spodobało lub co chciałby obejrzeć. Po ten film sięgnąłem wyłącznie z nostalgii za Jayem i Cichym Bobem, ale niczego dobrego się nie spodziewałem.

Zombieland: Double Tap (2019)

Obraz
Nie jestem wielkim fanem "Zombieland", więc na dwójkę wcale nie czekałem i jak dla mnie mogłaby w ogóle nie powstawać. Skoro ją jednak nakręcono, to ciekawość wzięła u mnie górę i postanowiłem ją obejrzeć. I cóż, skończyło się tak, jak w przypadku pierwszej części. Film mnie nie porwał.

Krystal (2017)

Obraz
William H. Macy zabiera widzów w przeszłość, do czasów, kiedy niezależne kino amerykańskie dużo znaczyło, kiedy tworzyła się dopiero konstrukcja, która z czasem skostniała i przestała być atrakcyjną. Reżyser próbuje wykrzesać z wymęczonego schematu energię, humor, rozrywkę. Ale nie bez kozery ten schemat przestał być popularny. Wszyscy znamy go na wylot i już nawet nowi bohaterowie nie są w stanie sprawić, by zaiskrzyło w nim prawdziwe życie.

Sorry to Bother You (2018)

Obraz
Boots Riley powinien częściej robić filmy. Facet ma talent, pomysły i odwagę w byciu bezkompromisowym. "Przepraszam, że przeszkadza" nie jest najbardziej odjechanym filmem, jaki widziałem w tym roku, ale w kinie już dawno nie oglądałem czegoś równie szalonego. Niestety brak filmowego obycia reżysera jest mocno wyczuwalny i sprawia, że pomimo wszystkich absolutnie fantastycznych pomysłów jest to niestety miejscami rzecz bardzo, ale to bardzo męcząca.

Unforgettable (2017)

Obraz
Oto kobieta po przejściach, której wydaje się, że właśnie rozpoczyna nowy, szczęśliwszy rozdział w swoim życiu u boku mężczyzny swoich marzeń. Tak bardzo chce w to wierzyć, że żadna ostrzegawcza lampka jej się nie zapaliła, kiedy okazało się, że była żona jej wybranka mieszka po sąsiedzku. Żadna lampka ostrzegawcza nie zapaliła się jej nawet wtedy, kiedy wokół niej zaczęły się dziać dziwne rzeczy. I to pomimo faktu, że powinna być nauczona doświadczeniami, że takich sygnałów się nie ignoruje.

Cesar Chavez (2014)

Obraz
Diego Luna nie specjalnie się wysilił reżyserując "Cesara Chaveza". Opowieść o bojowniku o prawa meksykańskich robotników rolnych przybiera w rękach Luny kształt standardowej hagiografii dowolnego lidera jakiegokolwiek ruchu społecznego. Reżyser po prostu wylicza standardowe punktu biografii od skromnych początków, przez pierwsze sukcesy i porażki, przez koszty w życiu prywatnym, po triumf. Scenariusz jest tak bezbarwny, że nawet wyjątkowe wydarzenia z życiorysu Chaveza nie są w stanie całości ożywić. To zaś sprawia, że film nie jest w stanie czymkolwiek zainteresować.

The LEGO Batman Movie (2017)

Obraz
Dziwna rzecz jest z tym filmem. Z jakiegoś powodu nie potrafiłem się na nim dobrze bawić (a w każdym razie nie tak dobrze, jak miałem nadzieję). Kiedy jednak zaczynam się nad nim zastanawiać, przyglądam się poszczególnym elementom, to wychodzi mi, że powinienem być nim zachwycony.

The Captive (2014)

Obraz
Atom Egoyan wciąż nie może się pozbierać. Jego ostatnim udanym filmem była "Adoracja". Od tamtej pory błąka się we mgle. Słyszy dzwony, ale nie potrafi wskazać, w którym kościele. Jego fabuły budowane są na intrygujących pomysłach, które pozostają martwe, pozbawione emocjonalnego pierwiastka, który byłby w stanie poruszyć mnie tak, jak kiedyś "Podróż Felicji" czy "Ararat".

Fire with Fire (2012)

Obraz
Trudno nie podziwiać Davida Barretta. Trzeba bowiem wyjątkowego daru, by całkiem dobrą obsadę zmienić w pozbawioną talentu bandę amatorów.

Sin City: A Dame to Kill For (2014)

Obraz
Czy misją Evy Green jest przemiana wszystkich mężczyzn w gejów? Od czasu serialu "Camelot" gra głównie role kobiet silnych i niezależnych i gra je tak, by wzmacniać wszystkie najgorsze męskie lęki przed takimi właśnie kobietami. Nie inaczej jest i tutaj. Trzeba przyznać, że jest godną duchową spadkobierczynią Lilith. Koszmar rzadko kiedy wygląda równie pociągająco. Mimo to mam nadzieję, że już wkrótce Green zagra coś zupełnie innego.

10 Years (2011)

Obraz
I co ja na to poradzę, że po prosu lubię takie filmy. W "10 lat" nie ma nic nadzwyczajnego, odkrywczego, nowatorskiego. Mamy zjazd absolwentów liceum. Dawno niewidziani kumple znów się spotykają, porównują swoje życia, patrzą w przeszłość i planują przyszłość. Jedni są rozczarowani, inni zachwyceni tym, jak się ich los potoczył. Film ma fajny klimat i bardzo sympatycznych bohaterów. Nie stara się robić nic na siłę, dlatego też tak bardzo mi się podobało i w sumie mocno związałem się z bohaterami. Wątek Jake'a i Mary – piękna miłość, która nie przerodziła się w zgorzknienie, cudowna scena, kiedy Reeves śpiewa swoją piosenkę, a Elise odkrywa, o czym ona jest. Proste, zwyczajne, piękne. Ocena: 7

Trance (2013)

Obraz
Ech. "Trans" miał w sobie potencjał, bym zakochał się w nim. Uwielbiam takie zaplątane historie. Ale niestety Danny Boyle okazał się niewłaściwą osobą do jej opowiedzenia. Zgubiło go pragnienie estetycznej perfekcji. Zamiast wciągającej atmosfery, którą zgotowałby Lynch czy Cronenberg, Boyle oferuje fantastyczne zdjęcia. Tyle tylko, że są one za piękne, przez co film niestety traci stając się zbyt samoświadomy własnej estetycznej wartości. Do tego Boyle za bardzo skupia się na rozwiązaniu wszystkich wątków, które nie są wcale aż tak skomplikowane, by trzeba było je z taką dokładnością tłumaczyć. W rezultacie "Trans" jest tylko fajnym świecidełkiem. Fabułą, która niczego nie oferuje i sprawia wrażenie wtórnej. To, co zostaje w pamięci, to znakomita ścieżka muzyczna. Ale do jej przesłuchania wizyta w kinie nie jest potrzebna. Tak czy siak, naprawdę warto przesłuchać kompozycje Ricka Smitha. Ocena: 5

Five (2011)

Obraz
Dzisiejszy dzień minął mi pod znakiem nowotworów. Najpierw było "Pół na pół", a potem "Pięć", czyli pięć nowelek od pięciu kobiet, wszystkie opowiadające o raku piersi. Wydawać by się mogło, że skoro mamy pięć różnych reżyserek, to możemy spodziewać się pięciu dość odmiennych spojrzeń na chorobę. Tymczasem okazało się, że prawie wszystkie autorki mówią jednym głosem i w zasadzie różnią się w niewielkim stopniu. Może dlatego najbardziej przypadła mi do gustu nowelka Alicii Keys, bo odbiegała od innych klimatem, nastrojem i dynamiką. Świetna postać matki, fajnie pokazana dynamika rodzinnych relacji. Duży plus. Reszta była poprawna, ale w zasadzie niczym się nie wyróżniała. Na przykład nowelka Aniston byłaby zupełnie bezbarwna, gdyby nie świetna rola Patricii Clarkson. Ocena: 6

Hotel Noir (2012)

Obraz
Przy okazji "W drodze" powiedziałem, że nie jestem zwolennikiem jazzowych filmów. I może właśnie dlatego "Hotel Noir" nie przypadł mi aż tak bardzo do gustu. Choć muszę przyznać, że klimat klubowego dymu papierosowego i aromatu kawy po irlandzku twórcom udało się oddać bardzo dobrze. Spodobała mi się ta cała wystudiowana, przesadzona stylizacja. Formuła kolejnych narracji idealnie pasowała do całości. Niestety reżyser nie jest wirtuozem, więc całość jest trochę toporna, zbyt ciężka, by naprawdę fascynować. Oczywiście wielkim plusem jest obsada. Miło było zobaczyć w roli innej niż czarnego charakteru Sewella. Fajnie też było oglądać na dużym ekranie Gugino. Ocena: 6

Zookeeper (2011)

Obraz
Całkiem sympatyczna komedyjka, która jednym uchem wpada a drugim wypada. Gdyby nie ceny biletów w multipleksach warto byłoby się na nią wybrać do kina od tak dla zabicia czasu. A tak lepiej poczekać na wydanie DVD. Film ma niezłą komediową obsadę. Ken Jeong w nowym image'u był zabawny. Za to zaczyna mi być naprawdę żal Leslie Bibb. Biedaczka została zaszufladkowana jako zimna suka i chyba się już od tej etykietki nie uwolni. W czerwonej sukni wyglądała rewelacyjnie, ale wygląd to nie wszystko. Przezabawny okazał się Joe Rogan, czym mnie trochę zaskoczył. Ocena: 6

Unstoppable (2010)

Mam sporą zagwostkę, jak ocenić ten film. "Niepowstrzymany" jest filmem kompletnie pustym. Jego myśl sprowadza się do tego, że Bóg/los o mały włos nie sprowadził katastrofy na 700-tysięczne miasto tylko po to, żeby jeden facet mógł pogodzić się z żoną, a drugi z córką. Z trudem przychodzi mi uwierzyć, że całość oparta jest na faktach. Z drugiej jednak strony trudno nie podziwiać technicznej sprawności Tony'ego Scotta. Mają tak absurdalny film, pozbawiony bohaterów, był w stanie mimo wszystko nakręcić obraz dynamiczny, trzymający w napięciu. I gdyby nie przebitki na głupi tłum kibicujący kolejnym akcjom ratunkowym, oglądałoby się to naprawdę nieźle. Po objerzeniu "Niepowstrzymanego" mam jednak wrażenie, że Scott zbłądził w lustrzanym labiryncie, gdzie zatraciła się granica między oryginałem a miriadami odbić. Scott traci ludzką perspektywę, powtarzając w kółko tę samą historię, lecz redukując ją do montażu i zdjęć. Cała reszta schodzi na dalszy plan. Ocena...

Killshot (2008)

Podstawa: powieść Elmore'a Leonarda. Za kamerą autor "Zakochanego Szekspira", a przed kamerą Mickey Rourke, Diane Lane, Joseph Gordon-Levitt, Thomas Jane i Rosario Dawson. To powinno wystarczyć, żeby powstał dobry, pełnokrwisty film. Powinno, ale jednak nie jest. "Killshot" to film nudny i głupi. Pokazana historia nie trzyma się kupy. Nie wiem, jak to był u Leonarda, ale w filmie Maddena relacje pomiędzy bohaterami są tak grubymi nićmi szyte, że tylko człowiek po lobotomii byłby w stanie uznać je za wiarygodne. Oto stary wyjadacz morderczego fachu ni z tego ni z owego daje się wciągnąć w idiotyczną intrygę pewnego gadatliwego acz mało inteligentnego chłopaczka. O ile jeszcze od biedy można uznać, że facet zechce wziąć udział w napadzie, o tyle to, co nastąpiło później świadczyć może jedynie o życzeniu sobie śmierci przez (anty)bohatera. "Killshot" to niewybaczalne marnotrawstwo aktorskich talentów. Zaczynam więc poważnie obawiać się o formę Maddena. Ni...

Seven Pounds (2008)

Od czasu "Łowcy dyktatorów" żaden film nie wywołał we mnie tak fizycznego wstrętu, jak "Siedem dusz". Ta trawestacja katolickiej idei męczeństwa przybrała tutaj monstrualne rozmiary, a Gabriele Muccino może być z siebie dumny, bowiem wspiął 'emotional porn' na nowe wyżyny kiczu. Po wyjściu z kina czułem się brudny. Dawno już nie obrażono tak mojego poczucia estetyki. Beznadziejnie wtórna historia pogrążonego w depresji faceta, który nie może pogodzić się z wypadkiem, jaki spowodował, to popłuczyny po milionie podobnych obrazów z "21 gramów" na czele. Jednak "Siedem dusz" w rzeczywistości jest niczym innym, jak dwugodzinnym maratonem zbolałych min Willa Smitha. A że ten ma dość ubogi repertuar min, trudno o utrzymanie zainteresowania. Reszta obsady również nic nie robi tylko boleje z wyrazem twarzy wskazującym na chroniczne zatwardzenie lub trwałe zatrucie jadem kiełbasianym, który sparaliżował im mięśnie twarzy. Całkowita makabra, której ...