Dawno już nie widziałem żadnego slashera, dlatego też "Grizzly" to rzecz, która była mi bardzo potrzebna. Choć na pierwszy rzut oka film wcale na to nie wyglądało. Niedźwiedź grizzly i całkiem dobra obsada sugerowały raczej film typu "survival". Jednak okazało się, że główny czarny bohater może i chodzi na czterech łapach, ale kiedy przychodzi do rozprawiania się z ludźmi, to ma duszę pokrewną złoczyńcom z "Halloween" i "Piątku trzynastego". Niestety, żeby w pełni się o tym przekonać, trzeba dotrwać do finału. A nie jest to łatwe. Wcześniej film przypomina podrzędny dramat telewizyjny, w którym gęsto jest od rodzinnych problemów (poróżnieni bracia, niesłysząca żona, skorumpowany szef, zwaśniony z rodziną dawny przyjaciel ojca). A pierwsze ataki niedźwiedzia są pokazane w sposób sztampowy i pozbawiony wyobraźni. Ale to, co się dzieje w finale, to już jatka najwyższej próby. Ryczący niedźwiedź z krwią spływającą z pyska – to tylko jedna ze sce...