Posty

Wyświetlam posty z etykietą Steve Buscemi

Lean on Pete (2017)

Obraz
Andrew Haigh jest równie zagubionym reżyserem, co bohater filmu nastolatkiem. O ile jednak w przypadku bohatera jest to jeszcze zrozumiałe, w końcu musi sobie poradzić z osobistą tragedią, o tyle w przypadku Haigha trudno znaleźć równie wiarygodne usprawiedliwienie. Jego film to przecież rutynowa opowieść o dorastaniu połączona z kinem drogi.

Hotel Transylvania 3: Summer Vacation (2018)

Obraz
"Do trzech razy sztuka" to powiedzenie, które raczej nie sprawdza się w kinie, ale w przypadku "Hotelu Transylwania 3" jest jak najbardziej trafne. To właśnie tę część uważam za najlepszą. Ma zaskakująco dużo humoru i to różnego typu, a sama fabuła choć trywialna, to przynajmniej pozostaje spójna.

The Dead Don't Die (2019)

Obraz
Jim Jarmusch nie zawiódł mnie. Znów nakręcił film, który jednocześnie jest prosty jak cep i skomplikowany jak teoria strun. Bawi się kliszami opowieści o zombie, ale robi to z rozbrajającą beztroską, wynosząc całość na poziom postmodernistycznego metafilmu. "Truposze nie umierają" to również przedziwna składanka z cytatów i odniesień do wcześniejszej twórczości samego Jarmuscha, przy czym nawet siebie reżyser nie traktuje poważnie czyniąc swój sposób pracy obiektem żartów.

Nancy (2018)

Obraz
To nie jest moje kino. Dość szybko podczas seansu przekonałem się, że nie podoba mi się kierunek obrany przez reżyserkę. Nie podobało mi się to, że tytułowa bohaterka od samego początku pokazana została jako kłamczucha. I co z tego, że jest bardzo twórcza w kreowaniu fikcji. Jest niedoszłą autorką powieści, której lepiej wychodzi tworzenie iluzji w realnym świecie niż budowanie wyimaginowanych światów słowem pisanym. Kłamstwo jest dla nie eskapistycznym mechanizmem radzenia sobie z traumą, z szarością codziennej egzystencji. Kiedy więc pojawia się wątek rodziców, którzy od 30 lat czekają, by ich zaginiona córka odnalazła się, koniec był już oczywisty. Choć w skrytości ducha liczyłem, że może reżyserka zdobędzie się na przewrotność, sprawi, że kłamstwo przestanie nim być (chętnie zobaczyłbym reakcję bohaterki, jej szok z odkrycia, że jednak wymyślona przez nią prawda jest nią w rzeczywistości), to jednak wiedziałem, że tak się nie stanie.

Norman: The Moderate Rise and Tragic Fall of a New York Fixer (2016)

Obraz
Ten film bardzo by mi się spodobał, gdyby tylko reżyser potrafił mnie całkowicie wciągnąć w opowiadaną historię, gdyby obraz był emocjonalnie hipnotyzujący do tego stopnia, że przestałbym zadawać pytanie o powody zachowania bohatera. Ponieważ jednak reżyser tego nie uczynił, pytanie "dlaczego?" wciąż rozbrzmiewało w mojej głowie i nie otrzymałem na nie satysfakcjonującej odpowiedzi, a to odbiło się na moim stosunku do całości.

The Death of Stalin (2017)

Obraz
Anglicy to szczęściarze. Totalitaryzm w wydaniu stalinowskim jest dla nich rzeczą tak absurdalną, że film, który jedynie koloryzuje prawdę, odbierają jako czystą komedię absurdu. Armando Iannucci w swoim najnowszym filmie zabiera nas za kulisy władzy absolutnej. Widzimy ludzi, którzy mają ręce splamione krwią tysięcy ludzi. Jednak w walce o wpływy po zmarłym Stalinie wydają się pocieszni, głupi, groteskowi. Sama walka też wygląda tak idiotycznie, że patrząc na nią z boku można się jedynie śmiać.

Time Out of Mind (2014)

Obraz
Biedny Richard Gere. Zatracił gdzie umiejętność rozróżniania cichych filmów artystycznych od zwyczajnie nudnych. Nie rozumiem też, jakim cudem Oren Moverman potrafi przyciągnąć do swoich projektów znane osoby. Jak długo może jechać na sukcesie debiutu reżyserskiego? (który zresztą wcale aż taki imponujący nie był)

Hotel Transylvania 2 (2015)

Obraz
Amerykanie powinni przestać kręcić animacje z przesłaniem. Z wyjątkiem może studia Laika wszyscy inni popełniają tragiczne błędy przy tworzeniu morałów. W zamyśle filmy mają mieć przesłanie pozytywne, ale w praktyce często pokazują coś kompletnie przeciwnego.

The Cobbler (2014)

Obraz
Jestem wielkim fanem reżyserskiej twórczości Toma McCarthy'ego. Dotychczas mnie nie rozczarował, a jego debiut – "Dróżnik" – należ do moich ulubionych filmów. Niestety tego samego nie mogę powiedzieć o "Magiku z Nowego Jorku". Z wielkim trudem wytrwałem do końca.

The Incredible Burt Wonderstone (2013)

Obraz
Steve Carell i Jim Carrey w jednym filmie. Do tego reżyser, który ma na swoim koncie wiele seriali komediowych. To powinno gwarantować przynajmniej dobrą zabawę, jeśli już nie rewelacyjną. Tymczasem jedyne co w filmie było niewiarygodne to to, jak wielką biło od niego nudą. Naprawdę trzeba to zobaczyć, by uwierzyć. No dobra. To nie jest do końca prawda. Kilka pomysłów twórcy mieli całkiem zabawnych. Problem w tym, że trudno je zauważyć, ponieważ reżyser zakopał je pod zwałami głupoty, pretensjonalności i gagów równie śmiesznych co leczenie kanałowe. Szczególnie żałośnie wypada Jim Carrey. Ogrywa tu dowcipy, które dekadę temu zostałyby odrzucone z jego filmów jeszcze na etapie pisania pierwszego konspektu scenariusza. A przecież jest to i tak lepsze od tego, co reżyser zrobił ze Steve'em Buscemim i Olivią Wilde. Ta dwójka jest niczym więcej jak elementami dekoracji. Buscemi może się wykazać komediowym talentem w jednej scenie, co przy tych wszystkich pokładach nudy nie ma więks...

Grown Ups 2 (2013)

Obraz
Ten film jest niesamowity! Naprawdę. Tego po prostu nie da się opisać. Kto "Jeszcze większych dzieci" nie zobaczy, ten nie jest w stanie zrozumieć, jak zły może być film z największymi hollywoodzkimi gwiazdami. Przy tym komedie ze zdziadziałym Robertem DeNiro wydają się szczytem ludzkich możliwości. Reżyser powinien trafić do księgi rekordów. Szczęka mi opadła, kiedy spróbowałem policzyć, ile dowcipów spalił. Nie byłem w stanie. Łatwiej powiedzieć, ile dowcipów się udało – równe zero. Każdy skecz, który można było zepsuć, został zepsuty. A nawet tych kilka pewniaków, które zawsze się sprawdzają, tu także okazało się niewypałami. Co chwilę parskałem śmiechu, ale z zażenowania, że moje ulubione gwiazdy amerykańskiego kina robią z siebie aż takie ofiary losu. A poważnie: "Jeszcze większe dzieci" nigdy, przenigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Jakim cudem ktokolwiek uznał, że to coś może kogoś rozbawić? Ten film to horror dla każdego, kto ma choć minimalne p...

Hotel Transylvania (2012)

Obraz
W telewizji Genndy Tartakovsky miał swój udział w sukcesie kilku najlepszych seriali animowanych ostatnich lat: "Dwa głupie psy", "Laboratorium Dextera", "Samuraj Jack". Dlaczego więc "Hotel Transylwania" okazał się takim rozczarowaniem? Poza uroczą animacją (te słodziuchne nietoperze!) nie ma tu nic naprawdę ciekawe. Za to intryguje mnie to, dla kogo film jest zrobiony. Bo sądząc po przesłaniu jego docelową publicznością są rodzice nastolatków. "Hotel Transylwania" to bowiem opowieść o tym, że rodzic powinien przestać być opiekunem i pozwolić dziecku stać się dorosłą i samodzielną osobą. Jednak rodzice, którzy wybierają się na ten film, mają raczej młodsze dzieci i tego rodzaju problemy są jeszcze przed nimi (jakoś nie wyobrażam sobie na seansach tłumów ojców z 18-latkami). Wielkim rozczarowaniem jest też cała otoczka film, z muzyką na czele. Czegoś tak żenującego już dawno w animacji nie słyszałem. Wydaje mi się, że gdyby zatrudn...

Rampart (2011)

Obraz
Drugi reżyserski film Movermana rozczarowuje. "Brudny glina" to portret faceta, który żyje w świecie dokładnie przystosowany do swoich potrzeb. Jest jednostką słabą, więc kryje się za autorytetem policji (a wcześniej wojska). To ona nadaje strukturę jego życiu, nawet jeśli wyłamuje się z reguł. Jest uzależniony od swojego miejsca na ziemi i desperacko będzie bronił swego wąskiego pojmowania świata. Pomysł w sumie bardzo fajny, ale wykonanie? Moverman zachowuje się jak licealista, który dużo się naczytał, ale mało wie na temat, o którym chce mówić. W ten sposób jest nie tylko mało oryginalny ale – co znacznie gorsze – mało wiarygodny. Harrelson co prawda próbuje z postaci wycisnąć dodatkowe soki, ale męczy się na próżno. Z tego tekstu dobrego filmu nie da się po prostu zrobić. Ocena: 5

On the Road (2012)

Obraz
"W drodze" jest kinowym odpowiednikiem jazzu. W sumie to nie jestem fanem tego rodzaju kina, ale na poziomie czysto estetycznym jestem w stanie docenić ten film. Podobają mi się zdjęcia Erica Gautiera, pełne intymności i namiętności obrazy jak choćby w scenie z grającym na saksofonie Walterem. Tyle tylko, że obraz jest za długi, żeby sama estetyka wystarczyła. A tu zaczynają się schody. Bo kiedy zastanowić się, co takiego chce nam opowiedzieć Walter Salles, to okazuje się, że albo nie ma nic do powiedzenia albo są to banały o fascynujących autodestrukcyjnych jednostkach czy o twórcach-pijawkach, którzy potrzebują cudzych tragedii, by karmić potwora talentu (nawet jeśli udają współudział). Natomiast na plus zaliczyć muszę obsadę. Garrett Hedlund po tym, jak zrobił na mnie dobre wrażenie w "Country Strong" , teraz wzmacnia moją o nim opinię, skutecznie wymazując niesmak, jaki zostawił po "Tronie". Również Kristen Stewart pokazuje, że nie dla niej są ...

Handsome Harry (2009)

Obraz
Jakże żałuję, że "Przystojnego Harry'ego" nie wyreżyserował ktoś z większym doświadczeniem. Toż to bardzo przejmująca opowieść o tchórzostwie i wyparciu się prawdziwej miłości w obliczu kolegów i rodziny. W rękach odpowiedniego reżysera rozdzierałaby duszę i serce. Tytułowy Harry jest sympatycznym mężczyzną. Jednak nawet najmilsze osoby skrywają mroczne sekrety. Jego jest straszliwy. Będąc w marynarce wraz z grupą kolegów pobił prawie na śmierć towarzysza broni i zarazem przyjaciela. I pewnie dalej udawałby, że tego zdarzenia nie pamięta, gdyby jeden z pozostałych zakapiorów nie zadzwonił do niego z łoża śmierci. Tak rozpoczyna się jego podróż, która otworzy rany, jaki nigdy się nie zaleczyły. "Przystojny Harry" to w zasadzie dwie historie, które należało właściwie rozegrać. Pierwsza to opowieść o tym, co zaszło 30 lat wcześniej. Druga to opowieść o tym, gdzie dziś są uczestnicy tamtego zajścia. Niestety Bette Gordon nie potrafiła sobie z tym poradzić. O...

Youth in Revolt (2009)

Obraz
Michael Cera zgodził się zagrać w tym filmie chyba tylko dlatego, że postrzegał to jako formę protestu przeciwko zamknięciu go w bardzo konkretnej klasie ról do zagrania. Tyle tylko, że film wyraźnie pokazuje, że jest to bunt bezcelowy. Alter ego – Francois – robi co prawda sporo zamieszania i sprowadza wiele kłopotów, lecz w rezultacie musi zniknąć, bo jest właśnie tylko tym – konstruktem stworzonym na rzecz realizacji bardzo konkretnego celu. Parę lat temu film pewnie bardziej by mi się spodobał. Teraz mam już jednak dość Cery i jego pasywnych bohaterów. To wszystko jest zbyt jednorodne, że po prostu czuję się tak, jakby zobaczywszy jeden film z jego udziałem, zobaczył je wszystkie. Ocena: 5

The Messenger (2009)

Zupełnie nie dziwią mnie wysokie oceny wystawiane filmowi przez Amerykanów. "The Messenger" to przyzwoicie zrobiony, niewiarygodnie poprawny (robiony przy współpracy z wojskiem) film o wojnie. Twórcy sprytnie usunęli w cień polityczne dyskusje, nie zadają egzystencjalnych pytań o sens śmierci. Opowiadają za to prostą, i oczywiście że bardzo wzruszającą, historię żołnierza, który przeżył mocną traumę, a teraz staje się aniołem śmierci dla wielu rodzin. W obliczu tych prywatnych tragedii niestosowne stają się jakiekolwiek dywagacje. Jednak dla mnie cały ten film jest niestosowną manipulacją. Sceny rozpaczy bliskich przypominają mi raczej perwersyjną trawestację pornosów, gdzie seks został zastąpiony płaczem, krzykiem, bezsilnością. Mimo starań bycia delikatnym Oren Moverman nie poradził sobie z problemem uprzedmiotowienia osobistego dramatu. Jeszcze gorsze jest to, że dodaje do tego wątek romantyczny, który jest grubą przesadą. I to, że daje się go tolerować jest wynikiem tylko...

Grown Ups (2010)

Zupełnie nie dziwi mnie to, że w Stanach "Duże dzieci" zarobiły grubo ponad 100 milionów dolarów. Jest to bowiem kwintesencja amerykańskiego stylu, pochwała ich systemu wartości i ogólne pianie z zachwytu nad wspaniałością tamtejszych społeczności, nawet jeśli wydają się pełne wad. Wady te bowiem są bardzo powierzchowne – wystarczy weekend 4 lipca, by usunąć je w niebyt i wzmocnić to, co jest tak wspaniale amerykańskie: rodzina, przyjaciele, zdrowa rywalizacja i wspieranie słabszych w potrzebie. Cały ten amerykański bullshit oczywiście do mnie nie przemawia. Pozostaje więc kwestia samej komedii. A tu nie jest już tak wspaniale, choć myślałem, że będzie gorzej. Jest kilka zabawnych scen. Problem w tym, że wrzucono tu zbyt wiele gwiazd i komediowych talentów, by dla wszystkich starczyło miejsca. Marnuje się Bello i Rudolph, niezrozumiała jest obecność Buscemiego (Wileya mógł zagrać każdy), Salma Hayek nie ma ani jednej zabawnej kwestii, za to kilka innych gagów jest powtarzanyc...

Delirious (2006)

I kolejny film, który ma lepszą obsadę niż na to zasługuje. Tym razem obyło się jednak bez całkowitego blamażu, choć niestety całość sprawia wrażenie misz-maszu, nad którym nikt nie potrafił objąć kontroli. "W pogoni za sławą" to dwa nachodzące na siebie filmy. Pierwszym jest historia fotografa-samotnika. Jest paparazzo, ale bardzo broni się przed tym terminem. Marzy mu się sława, akceptacja ze strony rodziny, ale dopóki nie pozna pewnego bezdomnego młodego chłopaka, dopóty nie zorientuje się, jak bardzo w jego życiu brakowało przyjaciół. Druga historia to opowieść romantyczna niemal żywcem wyjęta z baśni Andersena. Młoda, odnosząca sukcesy księżniczka popkultury spotyka na swej drodze żebraka. Spędzają razem wspólny wieczór, ale okoliczności ich rozdzielą. Żebrak stanie się jednak wschodzącą gwiazdą, co da mu szansę na kolejne spotkanie i odzyskanie serca ukochanej. Obie historie łączy postać bezdomnego/żebraka zagrana przez Michaela Pitta. Niestety ten bohater, choć pełni g...

Rage (2009)

Obraz
Wreszcie doczekałem się na warszawskim festiwalu filmu, który na pewno pozostanie w mojej pamięci na dłużej. Sally Potter stworzyła arthousowy obraz przywodzący na myśl dzieła tworzone w latach 70. i 80. (kłania się chociażby Derek Jarman). Dziś takie eksperymenty nie są w modzie i sądząc po tym, jak ochoczo ludzie opuszczali salę kinową w trakcie seansu, długo jeszcze modne nie będą. Ja zaś byłem całkowicie zachwycony. "Rage" nie jest filmem w ścisłym tego słowa znaczeniu. To raczej teatr, gdzie aktorzy praktycznie nie wchodzą w interakcje ze sobą, lecz wygłaszają monologi wprost do kamery (widza). Jest to również coś na kształt multiinstalacji wideo. Ba, powiedziałbym nawet, że "Rage" jeszcze lepiej wyglądałoby w galerii, gdzie każdy monolog mógłby być prezentowany na oddzielnym ekranie, przez co oglądający wędrowałby, wchodził do środka opowiadanej historii, uzyskując jednocześnie kontrolę nad tym czego w danej chwili wysłucha. (Riz Ahmed) Wielką zaletą filmu ...