Posty

Wyświetlam posty z etykietą Ryan Phillippe

The Sound of Philadelphia (2020)

Obraz
Z jednej strony trudno nie pochwalać eksperymentów reżyserów z gatunkami filmowymi. Z drugiej strony, kiedy eksperymenty te się nie udają, to efekt jest naprawdę kiepski. Nawet mocna obsada nie jest wtedy wystarczającym buforem przed katastrofą.

54: The Director’s Cut (1998/2015)

Obraz
Zapewne jestem w mniejszości, ale, po obejrzeniu wersji reżyserskiej "Klubu 54", pozostaję fanem kinowego filmu sprzed lat. Wolałem tamtą "ściśniętą" wersję przypowieści o upadku słynnego klubu i krótkiej karierze pracującego w niej chłopaka. Postać grana przez Mike'a Myersa robiła tam większe wrażenie. Pewnie dlatego, że nie przysłaniał jej wątek pseudotrójkąta Shane-Anita-Greg. Piszę "pseudotrójkąta", ponieważ w wersji zaprezentowanej teraz wątek ten stanowi istotny element fabuły, ale zarazem jest potraktowany bardzo po macoszemu. Reżyser się na nim nie skupia, lecz wspomina o nim od niechcenia. Tymczasem łącząca trójkę bohaterów relacja jest pełna sprzecznych popędów, ambiwalentna i trudna do określenia. Dlatego też nonszalancki, by nie powiedzieć: lekceważący, sposób jego traktowania kompletnie tutaj nie pasuje, psując i upraszczając to, co mogło stanowić solidne jądro filmu.

The Bang Bang Club (2010)

Obraz
Cóż, film niestety rozczarował mnie. Do historii kilku fotografów, którzy w latach 90-tych stali się sławni dzięki zdjęciom z RPA czy Sudanu można było podejść na wiele różnych sposobów. Reżyser poszedł jednak po linii najmniejszego oporu. W rezultacie otrzymałem przewidywalny zestaw filmowych klisz. Przeciętną fabułę, oczywiste dramaty i ogólnie materiał mało angażujący. Na szczęście całość została sprawnie zrealizowana, więc przynajmniej nie irytowały mnie jakieś głupie wpadki techniczne. Na plus zaliczam również to, że w końcu mogłem zobaczyć w jakiejś normalnej roli Taylora Kitscha, który niestety daje się zarżnąć w wątpliwych wysokobudżetowych widowiskach. A wcale nie jest aż tak złym aktorem (choć jego postać została niestety źle napisana). Ocena: 6

The Lincoln Lawyer (2011)

Obraz
No cóż, w zasadzie nie mam zbyt wiele do powiedzenia o tym filmie. Fabularnie nie wychodzi poza ramy jednego z odcinków któregoś z prawniczych seriali jak choćby "Kancelaria prawnicza". Ale został całkiem nieźle nakręcony. Rzecz obejrzałem bez zgrzytów ale też bez szczególnego zaangażowania. McConaughey wreszcie przypomniał sobie, że jest aktorem i tu, ku mojemu zaskoczeniu, pokazał się z bardzo dobrej strony. Nie jest to żaden przełom, bo też film ma mocno rzemieślniczy charakter i od nikogo nie wymagał nic ponad wykazaniem się pełnym profesjonalizmem. Ocena: 6

Franklyn (2008)

Obraz
To jest kino jakie lubię. "Franklyn" to opowieść rozgrywająca się w labiryncie rzeczywistości. Część zdarzeń ma miejsce jedynie w głowach chorych bądź zranionych osób, część ma miejsce w rzeczywistości. Tylko czy to rozróżnienie ma jakiś sens. Czy to, co niby jest tylko w głowie jest przez to mniej realne. Koniec końców wszystko przecież sprowadza się do działań. Gerald McMorrow stworzył prawdziwie schizofreniczną opowieść o bólu i stracie. Irracjonalne wydarzenia, z którymi nie sposób sobie poradzić rodzą nowe światy. W nich gubimy się jak w labiryncie i tak samo jest z widzami, którzy nawet jeśli rozpoznają co jest jawą a co zwidem i tak będą mieć wielkie problemy z wyjściem z labiryntu. I to jest w tym fantastyczne. Sugestywna wizja, mroczna, ciężka atmosfera i trzy historie, które związane są ze sobą, choć ich spotkanie będzie... wybuchowe. Zakończenie nieco rozczarowuje, ale cóż począć, w końcu "Franklyn" to baśń, a w baśni gdy giną światy, rodzi się miłość. O...