Początek lat 80. Czas, kiedy umarła beztroska i narodził się strach przez intymnością, która mogła zarażać śmiercią. Ale czy aby na pewno. Jak przekonuje Bret Easton Ellis, autor literackiego pierwowzoru i współscenarzysta filmu, jest to złudzenie. Nic tak naprawdę nie umarło... no, może samą iluzją. W "Informers" beztroska nie jest wcale objawem radości i wolności. Beztroska bohaterów filmu jest objawem skrajnego nihilizmu. To konsekwencja bólu, nieznośnej niepewności tego, kim się jest, kim chce się być, kim są dla nas inni. Zawód rodzicami, pustka egzystencjalna, brak myślenia perspektywicznego. Nadejście AIDS w tym świecie nie jest nową epidemią, jest starym lękiem ubranym w nowe, bardziej widoczne szaty. A i tak nadejście tej choroby jest prawie niezauważone. Bo jak w ciemnościach ujrzeć mroczne zagrożenie?