Posty

Wyświetlam posty z etykietą Quentin Tarantino

Once Upon a Time... in Hollywood (2019)

Obraz
Nie śpieszyło mi się, by zobaczyć najnowszy film Quentina Tarantino. A to dlatego, że "Nienawistna ósemka" mimo kilku fajnych sekwencji nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Co prawda nie sądziłem, że jakieś inne dzieło reżysera może mi się jeszcze mniej podobać, ale po prostu nie miałem tego "parcia", by już tu i teraz rzecz obejrzeć. A może szósty zmysł podpowiadał mi, że źle się dla mnie wyprawa do kina skończy? Bowiem to, co wydawało mi się niemożliwe, wydarzyło się naprawdę - "Pewnego razu... w Hollywood" uznaję za najsłabszy film w dorobku Tarantino.

The Hateful Eight (2015)

Obraz
Zawsze mam problem z filmami takimi jak "Nienawistna ósemka". Wynika to z nieharmonijnej (w moich oczach) koegzystencji słowa z obrazem/dźwiękiem. Pojawia się on przede wszystkim wtedy, kiedy twórcy próbują zaadaptować na potrzeby kina sztukę teatralną. Słowo, pozornie nienaturalnie sztywno brzmiące, próbują oni oswoić ostentacyjną filmowością zdjęć i scenografii. Przypadek "Nienawistnej ósemki" jest o tyle inny, że choć ma wszystkie wady adaptacji sztuki, w rzeczywistości nią nie jest. Choć Tarantino – i słusznie – myśli o przeniesieniu jej na deski teatru.

She's Funny That Way (2014)

Obraz
Nie mogę uwierzyć, że "Dziewczyna warta grzechu" nie została nakręcona przez Wesa Andersona na podstawie scenariusza Noaha Baumbacha. Ich rola z całą pewnością była większa niż tylko producentów wykonawczych. Ten film jest przecież bardzo wyraźnym duchowym następcą "Podwodnego życia ze Stevem Zissou" i "Fantastycznego Pana Lisa". Ale duet znalazł idealnego zastępcę. Peter Bogdanovich wcielił ducha ich filmów bezbłędnie, tworząc jeden ze swoich najlepszych dzieł, a już z całą pewnością najlepsze w ciągu ostatnich 30 lat.

スキヤキ・ウエスタン ジャンゴ (2007)

Obraz
W zasadzie lubię takie kino, wystylizowane, absurdalne, przewrotne. Ale tym razem coś mi nie podpasowało. Owszem, intelektualnie doceniam całą tę konstrukcję. Szekspirowski dramat został tu ubrany w szaty spaghetti westernu, a wszystko okraszono licznymi popkulturowymi adnotacjami. "Sukiyaki Western Django" to kino bardzo pomysłowe, popis wizualnego mistrzostwa i narracyjnego sprytu. Niestety tak naprawdę podobały mi się pojedyncze sceny, jak ta z rozpłataniem głowy. Całość jednak nie wzbudziła we mnie żadnych emocji. Miike nie rozgrzał mnie swoimi popisami. Przykro to stwierdzi, ale momentami po prostu się nudziłem. Niektóre pomysły, miałem wrażenie, że lepiej wypadały na papierze, zanim nabrały realnych kształtów. A może po prostu zbyt długo czekałem z obejrzeniem tego filmu? Przeleżał u mnie ponad cztery lata, zanim zdecydowałem się po niego sięgnąć. Czasem czas ma znaczenie. Ocena: 6

Django Unchained (2012)

Obraz
Heh, "trylogia zemsty" – całkiem dobra nazwa na kręcenie tego samego tylko w zmienionych scenografiach. Ale choć Tarantino nie zaskakuje i nie wprowadza nic nowego, to nie oznacza to wcale, że źle się go ogląda. Wręcz przeciwnie, na poziomie czysto rozrywkowym, film oglądało mi się z nieskrywaną przyjemnością. Nadal uważam, że "Death Proof" to jego najlepszy film, ale "Django" stawiam wyżej niż chociażby "Bękarty wojny". Film podoba mi się najbardziej wtedy, kiedy odwołuje się do stylistyki kina z przełomu lat 60./70. Podoba mi się praca kamery, faktura zdjęć (jak choćby w reminiscencjach Django) i gra aktorów, którzy jednocześnie są bardzo serio i świetnie się bawią. Pozytywnie zaskoczył mnie Samuel L. Jackson. Jeśli już ktoś zasługiwał na nominację do Oscara, to właśnie on. Waltz też jest fajny, ale gra tak, jakby dr Schultz był dziadkiem Landy. Gdyby między "Bękartami" a "Django" nie zagrał tej samej roli w trzech inn...

Inglourious Basterds (2009)

Gdyby w XVIII wieku kręcono filmy, wtedy na pewno ktoś nakręciłby "Bękarty wojny". Toż to klasyczny, chciałoby się rzec, przykład rokoko w kinie. I pewnie dlatego jest tak popularny wśród widzów. Jest bardzo przyjemny dla oka, pozornie zgrabny, lekki i przystępny. Nie mam jednak żadnych wątpliwości, iż większość oglądających nie zdaje sobie w ogóle sprawy z tego, co też na ekranie widzi. Całość tworzy istny labirynt warstw kontekstowych, Tarantino wszędzie pododawał ozdobniki i detale w ilościach hurtowych. Liczba cytatów filmowych przeraża i nie sądzę, by na świecie istniał ktoś poza Tarantino, kto byłby w stanie zidentyfikować je wszystkie. Niestety osobiście nie jestem fanem rokoko. Zbyt dużo się w niej dzieje, ta cała ornamentyka udaje tylko lekkość, ale przynajmniej dla mnie sprawia wrażenie masywnej i nieporęcznej. To sztuka robiona dla samej sztuki, gdzie naprawdę trzeba przyglądać się z daleka i nie wnikać w szczegóły. Poza zabawą formą nie ma w tym filmie nic inte...