UWAGA SPOILERY! Ja rozumiem, że to tak naprawdę jest kino lekkie i że przyszłość jest tu tylko scenografią, ale takie filmy naprawdę robią złą sławę SF. Bo też po raz kolejny trafia się widowisko z piramidalnymi głupotami zamiast fabuły, że po prostu ręce opadają. Jak ktoś nie obeznany z gatunkiem sięgnąłby potem na przykład po marsjańską trylogię Kima Stanleya Robinsona, to przeżyłby szok kulturowy. Przez pierwsze półtorej godziny jeszcze jakoś udawało mi się to ignorować, ale kiedy pojawia się Marcus, logika gdzieś znika i tego już nie zdzierżyłem. {Tajemnica wyjaśniona! Dzięki!] Największą tajemnicą pozostaje dla mnie scena, kiedy Khan ściska głowę Scotty'ego, następnie mamy zjazd kamery na wrzeszczącą Carol sugerującą, że Khan coś złego Scotty'emu zrobił. Tyle tylko, że chwilę później Scotty bez jakichkolwiek obrażeń jest już na Ensterprise, więc czemu Carol krzyczała i co takiego miał zrobić Scotty'emu uszościsk??? Sam Khan ma być istotą o bardziej rozwiniętej...