Posty

Wyświetlam posty z etykietą Danny Boyle

Yesterday (2019)

Obraz
"Yesterday" to film stworzony dla fanów Beatlesów przez fanów (?) Beatlesów. Punktem wyjścia dla fabuły jest bowiem założenie, że jeśli Czwórki z Liverpoolu by nie było, to trzeba by ją było wymyślić. Reszta jest jedynie rozwinięciem tej idei.

T2 Trainspotting (2017)

Obraz
Nie tego spodziewałem się po "T2 Trainspotting". I przez chwilę byłem nawet mocno zawiedziony. Ale jakoś Danny Boyle zdołał mnie przekonać do swojej wizji. Początkowo wydawało mi się, że nostalgiczna nuta kompletnie nie pasuje do bohaterów oryginalnego "Trainspotting". Tamci bohaterowie byli pozbawieni refleksji, a mądrości, którymi się przerzucali, miały głębokość szamba, w jakim się taplali będąc wciąż pod wpływem narkotyków. To, że wciąż stoją w miejscu, wcale mnie nie zdziwiło. Ale myślałem, że będą dalej uskutecznia "tu i teraz" wzbogacone fantazjami na temat nierealnej przyszłości. Tymczasem bohaterowie filmu rzeczywiście nie ruszyli się z miejsca, ale nie jest to spowodowane tym, że cały czas tak samo się zachowują, ile raczej tym, że zatrzymali się w przeszłości. 20 lat wcześniej może przepili i przećpali swoją przyszłość, ale z perspektywy czasu są to najbardziej intensywne czasy w ich marnych egzystencjach. Zamiast więc żyć w szarej rzeczywistośc...

Steve Jobs (2015)

Obraz
Cóż, trzeci sezon "Newsroomu" okazał się skuteczną szczepionką. Najwyraźniej po nim stałem się odporny na wszystkie scenariuszowe chwyty Aarona Sorkina. Jego drobiazgowo budowane dialogi nie robią już na mnie wrażenia. Jego przemówienia wkładane w usta bohaterów pozostawiły mnie obojętnym. Sorkinowi nie udało się tym razem zamydlić mi oczu. "Steve Jobs" pokazuje to, co wiedziałem już wcześniej, choć przed trzecim sezonem "Newsroomu" nigdy mi specjalnie nie przeszkadzało, że Sorkin tak bardzo kocha słowa, że czasami ma w nosie, czy coś się za nimi kryje.

Trance (2013)

Obraz
Ech. "Trans" miał w sobie potencjał, bym zakochał się w nim. Uwielbiam takie zaplątane historie. Ale niestety Danny Boyle okazał się niewłaściwą osobą do jej opowiedzenia. Zgubiło go pragnienie estetycznej perfekcji. Zamiast wciągającej atmosfery, którą zgotowałby Lynch czy Cronenberg, Boyle oferuje fantastyczne zdjęcia. Tyle tylko, że są one za piękne, przez co film niestety traci stając się zbyt samoświadomy własnej estetycznej wartości. Do tego Boyle za bardzo skupia się na rozwiązaniu wszystkich wątków, które nie są wcale aż tak skomplikowane, by trzeba było je z taką dokładnością tłumaczyć. W rezultacie "Trans" jest tylko fajnym świecidełkiem. Fabułą, która niczego nie oferuje i sprawia wrażenie wtórnej. To, co zostaje w pamięci, to znakomita ścieżka muzyczna. Ale do jej przesłuchania wizyta w kinie nie jest potrzebna. Tak czy siak, naprawdę warto przesłuchać kompozycje Ricka Smitha. Ocena: 5

127 Hours (2010)

Aron Ralston to duchowy brat Gerrych ("Gerry"), Christophera McCandlessa ("Wszystko za życie") i Timothy'ego Treadwella ("Człowiek niedźwiedź"). Łączy go z nimi przekonanie o własnej omnipotencji i infantylny stosunek do natury. Jak oni czuje w sobie pustkę, tęsknotę za pierwotną więzią, choć jest zbyt cywilizowany, by zrozumieć czym ona naprawdę jest. Dla Arona natura sprowadza się do narkotyku, źródła pozytywnych wrażeń, odstresowacza i formy regresu do dzieciństwa i czasów spędzanych z ojcem. Zachwyca się przyrodą, niby racjonalnie zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw (to część "kicku" jaki ma z obcowania z nią). W rzeczywistości jednak nie zna jej mocy. Bo też skąd? Podobnie jak w wyżej wymienionych filmach tak i w "127 godzin" natura pokazuje pazur. I bohater wpada po uszy w tarapaty, znajduje się na krawędzi życia i śmierci. Danny Boyle jest jednak większym optymistą niż Van Sant, Herzog i Penn. Jego film jest ostatecznie ...