Posty

Wyświetlam posty z etykietą Flavio Parenti

Supereroi (2021)

Obraz
Operowanie ckliwością w kinie to trudna sztuka. Aby ckliwość mnie zachwyciła, wzruszyła, oczarowała, musi jej towarzyszyć taki sposób narracji, który sprawi, że wyłączy się mój wewnętrzny cynik. Paolo Genovese tej sztuki nie posiada. Jego filmy, w tym "Superbohaterowie", balansują na granicy zachwytu, ale koniec końców okazuje się, że reżyser nie jest w stanie sprawić, bym przestał widzieć w jego opowieściach wady związane z naiwności czy uproszczeniami.

Goltzius and the Pelican Company (2012)

Obraz
Hendrik Goltzius to postać związana z twórczością Greenawaya od wielu, wielu lat. Jego ryciny pojawiły się w "Księgach Prospera". Wspomina go też w moich ulubionych "Tulse Luper Suitcases" (zresztą to ponoć Luper jest "autorem scenariusza, który miał ponoć "napisać" w Moskwie w 1950 roku). Nic więc dziwnego, że w końcu poświęcił mu cały film. Mam jednak wrażenie, że zbyt długo zwlekał z tą opowieścią. W rezultacie rzecz straciła pazur, pozostając piękną i na swój sposób nawet bardzo fascynującą błyskotką. Na pierwszy rzut oka "Goltzius and the Pelican Company" wydaje się typowym filmem Greenawaya. Do jego konstrukcji posłużyły bowiem ulubione obsesje reżysera: ciało, malarstwo, teatr, słowo. I w warstwie czysto wizualnej film robi imponujące wrażenie. Jednak w tym filmie cielesność potraktowana została jednobiegunowo. Greenaway skoncentrował się na seksie, zaś śmiertelność i rozkład przemykają na odległym planie. I ten brak wyraźnie daj...

To Rome with Love (2012)

Obraz
Ach, seans "Zakochanych w Rzymie" przyprawił mnie o głęboką depresję. To było jak oglądanie występu chorego na alzheimera, który jest jeszcze na tyle świadomy, żeby pragnął po raz ostatni wejść na scenę, lecz niestety mota się i plącze przy najprostszych nawet tekstach. W "Zakochanych w Rzymie" jest wszystko, co potrzeba, by zrobić mistrzowską komedię. Świetny pomysł z prysznicem, zabawne teksty o grabarzach, ciekawa konstrukcja połączenia przeszłości z teraźniejszością. Jednak Allen nie potrafi tego połączyć w jedną spójną całość. Co gorsza, większość dowcipów zostaje spalona przez sprowadzenia poszczególnych wątków do najgorszych stereotypów o Włochach. W Barcelonie i Paryżu potrafił przekuć stereotypy w żywą materię filmu, w Rzymie kompletnie się pogubił i nawet Wieczne Miasto wygląda tu mniej atrakcyjnie niż w rzeczywistości. Nie sądziłem, że dla Allena może być gorsze miasto niż Londyn. Niestety Rzym okazał się ziemią przeklętą. Ocena: 3

Io sono l'amore (2009)

Od pierwszej sekundy "Jestem miłością" zachwyciłem się tym filmem. Poczułem się tak, jakbym przeniósł się w czasie o 40 lat. Luca Guadagnino nie stara się odtworzyć "starego kina", on po prostu nakręcił film tak, jak to drzewiej czyniono. Muzyka, zdjęcia, kadrowanie, skupianie się na detalach, scenografia, montaż – wszystko jest absolutnie perfekcyjne. A do tego wszystkiego fantastyczna narracja przybliżająca rodzinne relacje. Byłem pewien, że oto dostałem arcydzieło. Arcydzieło, którego zważywszy na osobę reżysera, nie miałem prawa oczekiwać. Luca Guadagnino to przecież autor bardzo przeciętnej "Melissy P.". Tu jednak przez 2/3 filmu nie popełnia ani jednego błędu. Zaś scena, w której Tilda Swinton je krewetki zapamiętam chyba do końca życia. Od czasu sceny w kawiarni ze "Spragnionych miłości", nic nie wywołało u mnie równie głębokich estetycznych wrażeń. Niestety potem nadchodzi scena z "Filadelfii", w której Hanks i Washington słucha...