wtorek, 29 sierpnia 2017

Sage femme (2017)

Dwie śmierci – jedna w odległej przeszłości, druga czai się za rogiem. Dwie kobiety – jedna jest przeszłością, los drugiej kształtuje się na nowo. W tych ramach Martin Provost tworzy opowieść o przemijaniu, o przebaczeniu, o lęku przed tym, co nas czeka i tym, co już się wydarzyło.


niedziela, 27 sierpnia 2017

They Will All Die in Space (2015)

Mówiąc krótko: świetny film! I chętnie zobaczyłbym pełnometrażowy remake. Ten pomysł naprawdę na to zasługuje. Choć w sumie jest banalnie prosty. To wariacja tematu dość często wykorzystywanego w kinie SF, czyli opowieść o próbie przetrwania na statku kosmicznym po tym, jak ten doznał awarii. Javier Chillón skierował historię na mroczniejsze tory, przez to o wiele ciekawsze.


Podoba mi się również sama forma filmu. Od scenografii, przez kostiumy i fryzury, na czarno-białych zdjęciach kończąc wszystko w "They Will All Die in Space" ma przywoływać wspomnienia kina SF klasy C z lat 60. i 70. I reżyser wraz z całą ekipą doskonale się z tego zadania wywiązali. To sprawia, że film ma nie tylko świetny pomysł ale też wyjątkowy klimat.

Ocena: 9

Ticky Tacky (2014)

Gdybym obejrzał krótkometrażówki Briana Petsosa w chronologicznej kolejności, to dałbym "Lightningface" jeszcze niższą ocenę od tej, jaką mu przyznałem. Po obejrzeniu "Ticky Tacky" jest bowiem dla mnie jasne jak słońce, że "Lightningface" to w zasadzie ta sama historia, tyle tylko że osadzona w innych okolicznościach. Zaczyna się od gromu z jasnego nieba, po którym bohater stopniowo przekracza kolejne kręgi szaleństwa.


Lightningface (2016)

Krótki film o szaleństwie, czyli Oscar Isaac wciela się w człowieka, w którego trafił piorun. Wydarzenie to pozostawiło widoczną na jego twarzy bliznę oraz rany na duszy, których nie widać, lecz które dadzą o sobie znać już wkrótce. Mężczyzna izoluje się od świata i otępiały kontempluje znaczenie zdarzenia, którego był częścią. I jak to zazwyczaj w tego typu sytuacjach bywa, egocentryzm da o sobie znać prowadząc do "jedynego" wniosku: mężczyzna musi być kimś niezwykłym, a wydarzenie stanowiła doświadczenie transcendentalne.


In a Heartbeat (2017)

Urocza opowieść o tym, że serce nie sługa i kiedy zabije mocniej na widok tej jedynej osoby, to jego właściciel(ka) niewiele ma do powiedzenia. Jest to w gruncie rzeczy bardzo prosta animacja, którą "robi" sympatyczny design serduszka. To ono jest prawdziwą gwiazdą filmu, produktem godnym własnego dealu na obecność w zestawach happy meal.


Ocena: 7

Händelse vid bank (2009)

Twórczość Rubena Östlunda w pigułce. Jak w swoich pełnych metrażach, tak i tutaj przedstawia procesy społeczne i dynamikę interakcji międzyludzkich wykorzystując do tego pozornie proste i nic nieznaczące zdarzenia. Co prawda próbę obrabowania banku trudno uznać za błahe wydarzenie. Jednak w kamerze reżysera takim się właśnie jawi.


Fear & Shame (2017)

Przerażony Robert Pattinson próbuje udowodnić sobie, że jest normalną istotą ludzką. Dowodem tego ma być fakt, że zje hot-doga jak typowy mieszkaniec Nowego Jorku. Problem w tym, że najpierw musi znaleźć miejsce, gdzie może go kupić. A to nie jest takie łatwe, kiedy jest się Robertem Pattinsonem. Cała sytuacja rodzi więc obsesję na punkcie hot-dogów, której nie doświadczy raczej normalna istota ludzka, no może z wyjątkiem kobiety w ciąży.


Zabawna krótkometrażówka, której twórcy doskonale zrozumieli, że jej sukces bazuje wyłącznie na pomyśle, więc nie przeciągają całości, dzięki czemu filmik nie ma możliwości się znudzić.

Ocena: 7

Blood Father (2016)

Oczekiwania zniszczyły dla mnie "Dziedzictwo krwi". Spodziewałem się kina sensacyjnego z Melem Gibsonem jako twardzielem muszącym ratować skórę wyrodnej córki. Tymczasem dostałem dramat psychologiczny z kilkoma scenami akcji. Film Jeana-Françoisa Richeta to przede wszystkim opowieść o próbie znalezienie porozumienia między osobami, które powinny być sobie bliskie, a w rzeczywistości są obce. To opowieść o próbie utrzymania się na powierzchni podczas gdy okoliczności ciągną osobę na dno. To wreszcie opowieść o tym, że nie wystarczy żałować za grzechy, lecz prędzej czy później trzeba będzie za nie sporo zapłacić.


sobota, 26 sierpnia 2017

Слава (2016)

Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one. Tzanko Petrov najwyraźniej nie słyszał o tym przysłowiu. Całe życie spędził uczciwie pracując na kolei. W skorumpowanym świecie, gdzie od każdego oczekuje się, że będzie na własną rękę dbał o swoje dobro, on uparcie trwa w postanowieniu, że będzie uczciwy. Nie rozumie, że w ten sposób nikomu nie służy. Z całą pewnością nie sobie, ale również nie innym, o czym przekona się boleśnie, kiedy znajdzie na torach stertę pieniędzy i zamiast je zatrzymać oddać władzom.


James White (2015)

James White umiera. Nie, nie fizycznie. Jest zdrowy jak byk i to pomimo autodestrukcyjnych ciągot. Żyje w cieniu Thanatosa za sprawą matki. To ona naprawdę umiera. Jest w ostatniej fazie choroby nowotworowej i jej śmierć jest niestety kwestią czasu. James nie potrafi sobie z tym poradzić. Matka to jego jedyna rodzina. Ojca praktycznie nie znał, zresztą ten też całkiem niedawno zmarł. Opiekuje się chorą matką od paru lat. I jest to czas, w którym jego własna egzystencja została zawieszona. Nie może zacząć własnego życia, ponieważ potrzebuje go matka. Czeka więc na jej śmierć, by móc być wolnym. Ale zarazem nie chce jej śmierci. Jest więc zapędzony w kozi róg i pozostaje mu miotanie się pomiędzy troskliwą opieką nad rodzicielską a histerycznymi eskapadami, kiedy to szuka zapomnienia w seksie, alkoholu, narkotykach i przemocy.


Death Note (2017)

Dla dobra twórców i spokoju widzów przed filmem powinien widnieć napis: "podobieństwo postaci i historii do japońskiego 'Notatnika śmierci" czysto przypadkowe". Film Adama Wingarda ma bowiem niewiele wspólnego z oryginałem. Wziął z niego imiona postaci i ogólny zarys fabuły, reszta jednak stanowi wolną amerykankę. Co akurat ja uważam za plus. Oglądając film Netflixa nie miałem wrażenie, że wkraczam do świata bogatej mitologii, którą już ktoś kiedyś ze szczegółami zaprezentował. Ten "Notatnik śmierci" jest filmem autonomicznym i bardzo amerykańskim. Zdaję sobie sprawę, że większość oglądających nie będzie uznawała tego za atut, ale ja zdecydowanie wolę takie podejście od tego, co zrobiono z "Ghost in the Shell".


piątek, 25 sierpnia 2017

Fun Mom Dinner (2017)

Po obejrzeniu tego filmu zastanawiam się, co jest większym dowodem miłości. To, co zrobił Paul Rudd, który wyprodukował "Mamuśki mają wychodne", obraz powstały na bazie scenariusza jego żony, Julie? Czy może to, czego Paul Rudd nie zrobił, czyli powiedzieć prawdę, że fabuła przygotowana przez Julie Rudd jest wtórna i bezbarwna?


Cell (2016)

To, że John Cusack gra w tym shicie, zupełnie mnie nie dziwi. Jednak to, że w obsadzie jest też Samuel L. Jackson już tak. "Komórka" to bowiem jeden z tych filmów, które są jedynie dowodem na kompletny upadek aktora, na którego desperackim pragnieniu pozostania w zawodzie żerują nieudacznicy zmuszając ich do grania w filmach, o których wszyscy chcą zapomnieć jeszcze przed ich premierą. Cusack już od dawna żyje w tym szambie, jednak Jackson wydawał się radzić sobie lepiej.


Teenage Kicks (2016)

Są filmy krótkometrażowe, które wydają się jedynie wstępem do większej historii, pozostawiając mnie w stanie permanentnego zaciekawienia. Są jednak i takie, które stanową całość i nie widzę potrzeby ich rozbudowy. "Drowning" należy do tej drugiej kategorii, dlatego też zdziwiłem się, że reżyser postanowił wrócić do bohaterów i rozwinąć ich historię.


I niestety nie jestem fanem tego, co z pierwowzorem uczynił tutaj reżyser. Nie podoba mi się zmiana relacji ze starszym bratem. Nie podoba mi się to, jak zmienił dynamikę z najlepszym kumplem, a w szczególności to, co uczynił w przedostatniej wspólnej scenie tej dwójki bohaterów. Przede wszystkim jednak nie podoba mi się to, jak poprowadził historię głównego bohatera.

W teorii po traumie związanej ze śmiercią brata, po tym, jak traktowany jest przez rodzinę i na wieść o tym, że jego najlepszy kumpel ma dziewczynę, bohater zaczyna zjazd w dół do egzystencjalnego piekła. Ale reżyser zrobił z niego postać zalaminowaną, której żaden brud się nie czepia. Czy jest to płatny wirtualny seks, czy heroina, czy seksualne przygody z kobietami i mężczyznami, wszystko to dzieje się obok i nie ma na niego większego wpływu. W ten sposób postać zalicza jedynie kolejne punkty typowego schematu narracyjnego, ale pozostaje na jego zewnątrz. Przez co cała podróż głównego bohatera jest mało prawdopodobna.

Jest w tym filmie wiele relacji, którym chciałbym się lepiej przyjrzeć: rodzinnym tajemnicom, dziewczynie kumpla, dziewczynie zmarłego brata – jednak dla reżysera są to meble, elementy scenografii, które przesuwa, jak mu się podoba, niezależnie od logiki samej historii. W rezultacie, choć w filmie wiele się dzieje, to w efekcie wygląda to tak, jakby nic nie miało większego znaczenia. No może poza końcówką, w scenie z przyjacielem. Ale i w tym przypadku szybko bohaterowie przechodzą nad wszystkim do porządku dziennego i tyle.

Ja tego nie kupuję.

Ocena: 4

Drowning (2009)

"Drowning" to całkiem interesująca opowieść o młodzieńczych bolączkach. Oto mamy dwóch młodych chłopaków. Jeden z nich właśnie odkrywa uroki pierwszej miłości. Drugi swoje uczucia ukrywa, a na domiar złego zmagać się musi z żałobą po zmarłym starszym bracie, którym był dla niego ważną osobą. Chłopakowi nie w smak jest więc dziewczyna jego kumpla. Co będzie miało dramatyczne konsekwencje.


La novia (2015)

Paula Ortiz miała fajny pomysł. Przenieść na ekran kinowy dramat Lorki w formie mrocznej baśni. I jeśli chodzi o formę, to udało jej się ten pomysł zrealizować w stu procentach. Jest mistycznie, tajemniczo. Jest klimat namiętności i fatum. Postać kobiety, która jest świadkiem i do pewnego stopnia przyczyną tragicznych zdarzeń, nadaje całości intrygującej niejednoznaczności.


O Silêncio do Céu (2016)

Intrygujące spojrzenie na kino zemsty. Film zaczyna się od sceny gwałtu na kobiecie przez dwóch mężczyzn. Kobieta została zgwałcona we własnym domu. Po wszystkim jednak postanawia milczeć i nie wspomina o wydarzeniu mężowi. Ale sytuacja nie jest tak oczywista, jak by się mogło wydawać. Już chwilę później dowiadujemy się, że mąż o wszystkim wie, że był w domu, widział gwałt na własne oczy... i stchórzył, nie zrobił nic. Ta świadomość będzie niczym ropiejąca rana, która zmusi go działania typowego dla tchórza... do planowania bezpiecznej zemsty.


wtorek, 22 sierpnia 2017

Gifted (2017)

Wielu twórców po takim traktowaniu, jakie przeszedł Marc Webb po premierze "Niesamowitego Spider-Mana 2", długo nie mogłoby się podnieść. Tymczasem on wrócił do korzeni, dobrał sobie na gwiazdę odtwórcę roli Kapitana Ameryki i zrobił prztyczka w nos wszystkim krytykom. "Obdarowani" to piękna, mądra i wzruszająca opowieść, poruszająca całą masę ważnych spraw.


13 Hours: The Secret Soldiers of Benghazi (2016)

"13 godzin" udowadnia dwie rzeczy. Po pierwsze, że bez efektów specjalnych Michael Bay jest w stanie zrobić solidny film. Po drugie, że ma dość skromny zbiór reżyserskich pomysłów.


Lazy Eye (2016)

Nie ma trwalszego uczucia od tego, które zostało przerwane. I nie ma znaczenia, w jaki sposób do tego doszło. Czy jesteś sprawcą, czy tylko ofiarą separacji, która nadeszła jak grom z jasnego nieba, owo uczucie będzie w tobie trwać, domagając się zamknięcia.


Z for Zachariah (2015)

Ktoś powinien napisać pracę na temat nagłej popularności skromnych filmów postapokaliptycznych. Skąd wzięła się moda na kręcenie filmów takich jak "Surwiwalista", "To przychodzi po zmroku" czy właśnie "Z jak Zachariasz"? Wszystkie są zresztą bardzo do siebie podobne: pojedynczy ocaleni, nowi przybysze i chaos, jaki to wywołuje w zastanym ekosystemie. Do tego dochodzą oczywiście różne zagrożenia związane z ogólną postapokaliptyczną sytuacją.


poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Hipersomnia (2016)

Seks, przemoc, perwersja, tajemnica. Argentyńczycy wiedzą, jakie składniki dać do slashera, by zainteresować widzów. Jednak "Hipersomnia" przeznaczona jest wyłącznie dla zatwardziałych fanów gatunku, a nie tych, którzy oglądają ofertę multipleksów.


Black Butterfly (2017)

"Czarny motyl" to jeden z tych filmów, w których grać powinny same no-name'y. Fakt, że w obsadzie są Banderas, Meyers i Perabo świadczy jedynie o tym, jak mocno spadli oni w rankingach Fabryki Marzeń.  Film stanowi produkt taśmowy, który nie jest na tyle zły, by wnerwić swoją głupotą, na tyle fajnie opowiedziany, by stanowić grzeszną przyjemność, ani na tyle dobry, by mógł kogoś z tej trójki ponownie podnieść do ligi znaczących coś w Hollywood aktorów.


niedziela, 20 sierpnia 2017

Raid dingue (2016)

Na "Agentkę specjalnej troski" wybierałem się słysząc niezbyt pochlebne opinie. Kiedy jednak film się zaczął, kompletnie nie rozumiałem, skąd niskie oceny. Na moje oko wszystko wyglądało tu doskonale. Oto obdarzona niezwykłym entuzjazmem i przerażającą skłonnością do strzelania gaf i wpadania w tarapaty Jo marzy o dostaniu się do elitarnej jednostki policyjnej. W końcu marzenie się spełnia. Kobieta nie wie, że za decyzją stał jej ojciec, i z wielkim entuzjazmem oddaje się rygorystycznemu szkoleniu. Ta historia opowiedziana jest z werwą i komediowym zacięciem. Co chwilę dzieje się coś na tyle zabawnego, że parskałem śmiechem. "Agentka specjalnej troski" wyglądała jak "Pechowiec" zmiksowany z "Policjantkami z FBI". I mnie ta mieszanka jak najbardziej odpowiadała.


The House (2017)

To już przestaje być zabawne, a zaczyna być naprawdę niepokojące. Amerykańskie komedie przechodzą poważny kryzys. Wzorzec, który sprawdzał się latami, teraz kompletnie się wyczerpał. Co widać po całej masie średnio lub mało śmiesznych filmów: "Firmowa gwiazdka", "Dlaczego on?", "Baywatch", "Ostra noc", "W starym, dobrym stylu", "Babskie wakacje" – to tylko najświeższe przykłady. Do tego grona muszę też dopisać "Dom wygranych".


Free State of Jones (2016)

Żywot Newtona Knighta to filmowy samograj. Wystarczyło zacząć opowiadać, a historia sama rozwinęłaby się w fascynującą i niewiarygodną przypowieść o niezłomnym harcie ducha człowieka wyprzedzającego swoją epokę. Ale dla reżysera "Rebelianta" biografia Knighta stała się przekleństwem. Oferowała tak wielkie bogactwo materiału, że Gary Ross nie wiedział, z czego zrezygnować. I tak zagracił go niepotrzebnymi pomysłami, rozwadniając to, co powinno być wspaniałym freskiem.


Jours de France (2016)

"Jours de France" będzie chyba należeć do największych zaskoczeń tego roku. Pełnometrażowy fabularny debiut Jérôme'a Reybauda jest bowiem dla mnie wielką tajemnicą. W teorii powinien wywołać u mnie nie zachwyt, lecz irytację i zniesmaczenie. A wszystko przez formę.


sobota, 19 sierpnia 2017

Goat (2016)

Zaczyna się obiecująco. Oto Brad wychodzi z imprezy. Po drodze do samochodu zaczepia go dwóch chłopaków, którzy – jak twierdzą – też byli na domówce i teraz proszą go o podwózkę do domu. Brad się zgadza i sam, z własnej woli, wyjechał z nimi na bezdroża, gdzie został pobity i okradziony. Przeżył. Jego obrażenia zagoiły się i nie pozostał po nich ślad. Ale rany na psychice nie zniknęły. Brad nie potrafi pogodzić się ze świadomością, że nie jest twardzielem, że nie tyle został pobity, ile w ogóle nie stawiał oporu.


Sólo química (2015)

No cóż, nie jest to z całą pewnością film, który zmieni moje życie. Za dwa miesiące pewnie w ogóle nie będę pamiętał, że go widziałem. To jednak wcale nie znaczy, że żałuję, że go obejrzałem.


Free Fire (2016)

To miała być prosta transakcja. Grupa A miała dostać kasę, grupa B miała dostać broń. Koniec kropka. Tyle tylko, że człowiek jest nieprzewidywalną zmienną. Wśród osób, które spotkały się w opuszczonej fabryce są tacy, którzy mają własne plany i tacy, którzy nie zastanawiają się nad konsekwencjami. Wystarczyła tylko chwila, by sprawy wymknęły się spod kontroli. W takich warunkach może być tylko jeden zwycięzca...


piątek, 18 sierpnia 2017

Small Crimes (2017)

No cóż, Evan Katz zrobił dużo, by roztrwonić kredyt zaufania, jaki miał u mnie po swoim debiucie "Chip Thrills". Wtedy potrafił w ograny schemat tchnąć nowe życie, pełne pomysłowych i niebanalnych atrakcji. Nie rozumiem, jak w ciągu kilku lat z obdarzonego barwną wyobraźnią twórcy zmienił się w bełkotliwego, pozbawionego pomysłów wyrobnika.


Steel (2015)

SPOILER

Gdyby patrzeć wyłącznie na samą fabułę, "Steel" byłoby po prostu jednym z miliona melodramatów nie wartych uwagi. To, co mi się spodobało i co wyróżnia film na plus, to fakt, że tak naprawdę jest to opowieść o psychoanalitycznym procesie terapeutycznym, a zjawiska, które mają w nim miejsce, tu otrzymały ludzkie kształty.


Time Lapse (2014)

Jednym z najcięższych grzechów, jakie popełnić może chrześcijanin, jest zrezygnowanie z wolnej woli poprzez oddanie kontroli nad swoim losem wróżbitom wszelkiej maści. Dziś powszechnie uważa się, że ta przestroga jest spowodowana tym, że przepowiadanie przyszłości to bzdura, jednak tak naprawdę kwestia prawdziwości wróżb nigdy nie była poddawana w wątpliwość. Właśnie dlatego, że się sprawdzają, są grzechem. A wszystko dlatego, że człowiek przestaje podejmować decyzje, a zaczyna postępować zgodnie z tym, co już zostało wytyczone.


Desert Dancer (2014)

Świat pełen jest wspaniałych historii, które kuszą filmowców swoimi narracyjnymi możliwościami. Jednak to, co jest największą wartości, jest też i przekleństwem. Twórcy czują się bowiem w obowiązku pozostać wiernym jeśli nie prawdzie historycznej to duchowi tego, co się wydarzyło. To zaś ogranicza kreatywność filmowców. Czego najlepszym przykładem jest "Taniec pustyni".


czwartek, 17 sierpnia 2017

The Hitman's Bodyguard (2017)

Zdaję sobie sprawę, że w swojej niechęci do "Baby Driver" jestem osamotniony, ale po obejrzeniu "Bodyguarda Zawodowca" tylko się utwierdziłem w przekonani, że film Edgara Wrighta jest ambitną porażką.


Annabelle: Creation (2017)

Coś mi się wydaje, że David F. Sandberg nie trafi w poczet moich ulubionych twórców horrorów. Jego "Annabelle: Narodziny zła" zbiera wśród widzów dobre opinie, których ja jednak nie jestem w stanie podzielić. W zasadzie mógłbym tu powtórzyć to samo, co napisałem po obejrzeniu jego poprzedniego filmu – "Kiedy gasną światła". Co oznacza, że nie zauważyłem u niego twórczej progresji.


środa, 16 sierpnia 2017

Chrieg (2014)

Dorastający nastolatek, który odkrywa, że w oczach rodzica jest rozczarowaniem, ma przechlapane. Pozostają mu w zasadzie dwie drogi wyjścia. Pierwszą jest porzucenie krzepnącej właśnie własnej tożsamości i próba stania się  tym, czego oczekują rodzice. Drugą jest pójście w zaparte, podkręcanie własnego zachowania, czy gra się rodzicom na nerwach. Na dłuższą metę żadna z nich się nie sprawdza i do eksplozji musi dojść.


Wild Target (2010)

Gdybym nie kojarzył nazwiska reżysera, to powiedziałbym, że twórcy "Dzikiego celu" sporo ryzykowali. Opowieść o płatnym zabójcy, atrakcyjnej oszustce i ciapowatym nikim została bowiem pomyślana jako komedia łącząca absurd, wyrafinowanie i infantylizm. To mieszanka, która rzadko się udaje. Kiedy wychodzi, wtedy mamy do czynienia z komedią, którą pamięta się latami. Ponieważ jednak za film odpowiadał Jonathan Lynn, to byłem przekonany, że będzie to dla niego bułka z masłem. Ma już na swoim koncie podobne udane projekty (jak choćby sitcom "Tak, panie ministrze" i jego kontynuacje).


Shared Rooms (2016)

Biedny Rob Williams. Kręci te swoje filmy, ale w zasadzie w ogóle się nie rozwija. Po tylu zrobionych obrazach, powinien się już nauczyć, co mu wychodzi, a co nie. Najwyraźniej jednak jest uparty i robi wszystko, na co ma ochotę.


Mississippi Grind (2015)

Oto opowieść o przyjaźni i hazardzie, bez której kino spokojnie mogło się obejść. Ryan Reynolds i Ben Mendelsohn snują się po ekranie jak przysłowiowe goryle we mgle. Nie jestem pewien, czy sami rozumieli, co i kogo mają grać. Twórcy bowiem tak rozciągają każdą myśl, że kiedy wreszcie jakimś cudem docierają do pointy, nie bardzo wiadomo, do czego ona się ma odnosić, bo zostało to już dawno przez wszystkich zapomniane. Banalne dialogi zalewane są hektolitrami nietrafionych metafor. Relacje bohaterów - czy to ze sobą, czy też z innymi - są nieczytelne tak, że wszystko, co działo się na ekranie było mi obojętne.


wtorek, 15 sierpnia 2017

Contratiempo (2016)

Dobrze, że przed obejrzeniem "Contratiempo" nie sprawdziłem, kim jest jego reżyser. Gdybym przypomniał sobie, że jest on autorem "Ciała", to pewnie nigdy bym po ten film nie sięgnął. Tym bardziej, że na pierwszy rzut oka oba filmy są do siebie podobne jak dwie krople wody.


Already Tomorrow in Hong Kong (2015)

On preferuje Azjatki i po 10 latach spędzonych w Hongkongu zdołał nauczyć się chińskiego. Ona woli białych mężczyzn i choć jej dziadkowie pochodzą z Hongkongu, sama nigdy chińskiego się nie nauczyła. Są dla siebie stworzeni, ale gdyby nie Hongkong zapewne nigdy by na siebie nie trafili. On jest bowiem z Nowego Jorku, a ona z Los Angeles. Choć los zetknął ich ze sobą daleko od domu, to jednak więź, jaka się między nimi niemal natychmiast wytworzyła, wcale nie musi być trwała. Każde z nich ma swoje sprawy zawodowe i osobiste, których ot tak nie mogą zbagatelizować.


The Pass (2016)

"The Pass" to opowieść o tym, że człowiek nigdy nie może być szczęśliwy. Nawet wtedy, kiedy życie ułożyło mu się całkiem dobrze albo ziściły się jego marzenia. Ten brak szczęścia wynika nie z tego, co ma, lecz ze świadomości tego, z czego zrezygnował, by to osiągnąć. Nawet na szczycie prześladować go będzie pytanie: "Co by było, gdyby na rozdrożu zachował się inaczej, podjął inną decyzję?". To pytanie jest trucizną, która niczym słynny portret Doriana Graya pokazywać będzie prawdziwą naturę człowiek i cenę, jaką płaci się za własne życie.


A Most Violent Year (2014)

Widzę, że J.C. Chandor umościł sobie całkiem wygodne gniazdko na wyższej półce wyrobników. Jego "Rok przemocy" to bardzo solidna robota, a mimo to pozostawiająca smak niedosytu.


poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Freistatt (2015)

Oglądając "Freistatt" doszedłem do wniosku, że psychopaci mają rację w tym, jak patrzą na świat. To szambo, w którym taplają się wyłącznie ludzie słabi, złamani, zdegenerowani. Altruizm? Otwartość? Szczerość? Miłość? Pic na wodę, ładne iluzje, których im szybciej się pozbędziemy, tym więcej na tym skorzystamy.


Amor.com (2017)

"Amor.com" to żywy dowód na to, że "kalka" wcale nie musi być zarzutem przekreślającym wartość filmu. Jeśli chodzi o fabułę, to tutaj nie ma ani jednej oryginalnej myśli. Wszystko jest prostą realizacją jeszcze prostszej konstrukcji narracyjnej: chłopak i dziewczyna z różnych światów zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, próbują być razem, ale rzeczywistość staje na przeszkodzie, rozstają się, odkrywają, ze bez siebie są nikim i próbują się zejść. Nihil novi sub sole.


The Road Within (2014)

Całkiem sporo obiecywałem sobie po tym filmie. Oryginał miał fajnych bohaterów i ciekawy pomysł na historię, ale jego wykonanie pozostawiało sporo do życzenia. Amerykanie, dla których kino drogi jest czymś powszednim i naturalnym, powinni byli więc, zachowując to, co najlepsze z "Vincent chce nad morze", uczynić z tego piękną i wzruszającą opowieść o przyjaźni, rodzicielstwie i chorobie.


niedziela, 13 sierpnia 2017

God's Own Country (2017)

Fantastyczny film o tym, jak ważna jest w życiu bliskość i jak trudno jest ją – przynajmniej mężczyznom – osiągnąć. Reżyser nie sili się na artystyczne elaboraty. Postawił na prostotę, aktorów i historię, która broni się sama.


1:54 (2016)

Ciężkie jest życie tchórza. Lęk czyni go ślepym na miłość, która dosłownie leży na wyciągnięcie ręki; czyni go podatnym na cierpienie, kiedy mrozi go w bezruchu w chwilach, gdy bliscy jego sercu najbardziej potrzebują pomocy; czyni go niemy, kiedy powinien poprosić o pomoc; czyni go bezradnym nawet w momentach, kiedy wydaje się zdeterminowany i zawzięty. Jednak ten, komu wydaje się, że może bagatelizować tchórza, popełnia śmiertelny błąd. Nie ma bowiem ludzi bardziej niebezpiecznych od tchórzy postawionych w sytuacji bez wyjścia. Są wtedy niczym wściekłe ze strachu zwierzęta: zaatakują każdego, na oślep, w sposób niemożliwy do przewidzenia. I o tym właśnie opowiada "Odwet".


Mon poussin (2017)

Lubię głupawe francuskie komedie. Są kiczowate, często mają naprawdę idiotyczne pomysły (zazwyczaj z udziałem zwierząt – to chyba jakaś cecha narodowa), ale jednocześnie jest w nich coś uroczego, sympatycznego i przyjemnego. Jednak w każdym koszu dorodnych jabłek może trafić się zgniły owoc. I tym właśnie jest "Synalek".


sobota, 12 sierpnia 2017

Tulip Fever (2017)

Nie czytałem książki, więc nie mogę mieć pewności, ale wydaje mi się, że pomysł, aby tulipanowa gorączka, która w XVII wieku opanowała Holandię, funkcjonowała jako metafora (i ucieleśnienie) ludzkich obsesji, mógł się sprawdzić jedynie w prozie. W kinie, gdzie obrazy są nośnikiem informacji, takie podejście mogło łatwo stać się podstawą nieznośnej łopatologii. Co też w "Tulipanowej gorączce" rzeczywiście ma miejsce. Nie dziwi mnie to, bowiem za kamerą stał Justin Chadwick, o którego reżyserskich umiejętnościach nie mam najwyższego zdania.


czwartek, 10 sierpnia 2017

Królewicz Olch (2016)

Jest mi niezwykle ciężko traktować "Królewicza Olch" jako dzieło autonomiczne. Tematyczne i formalne podobieństwa do "Baby Bump" są bowiem aż nazbyt widoczne. Z tego też powodu w sposób automatyczny oba filmy łączą się ze sobą w pewną twórczą całość. "Królewicz Olch" pozwala dowiedzieć się, skąd wziął się dojrzały i niezwykły "Baby Bump". W tym kontekście stanowi swoisty brudnopis, pełen przeróżnych pomysłów, które później (czasami w niezbyt zmienionej postaci) pojawiły się w rewelacyjnym "Baby Bump".


wtorek, 8 sierpnia 2017

Paris pieds nus (2016)

Nie wiem, jak oni to robią. Od czasu "Rumby" każdy film Dominique'a Abela i Fiony Gordon bawi mnie i oczarowuje. Nie inaczej jest i z "Paryżem na bosaka". Oczekiwałem dziwów i je dostałem.


poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Severina (2017)

Słowa uwodzą, czarują, hipnotyzują. Kto żyje wśród nich, powinien znać ich moc. A jednak bohater tego filmu, właściciel niewielkiej księgarni, nie do końca wiedział, z czym ma do czynienia. O czym przekonał się, gdy na jego drodze stanęła piękna nieznajoma. Zna ją jako Anę, ale prawie na pewno jest to imię fałszywe. Wie, że mieszka z mężczyzną,  którego raz określa mianem "chłopaka", a innym razem "ojca". Wie również, że jej największą pasją są książki. Ale tę miłość okazuje w dość specyficzny sposób: nie kupuje ich, lecz kradnie. Tak ją zresztą poznał: kilka razy okradła jego księgarnię, co zrodziło w nim ciekawość, a ta przerodziła się w miłosną obsesję.

Watch video!

Lichožrouti (2016)

"Niedoparki" przypomniały mi czasy dzieciństwa. Wtedy produkcje dla dzieci często były z dzisiejszej perspektywy nieodpowiedzialne, prezentując zachowania, które obecnie zdają się niestosowne. Film Galiny Miklínovej pełen jest właśnie takich elementów. Mamy więc bar, w którym szansonistka stopniowo pozbywa się garderoby. Mamy pijanego menela. Są wreszcie członkowie gangu, których ulubioną używką są sfermentowane skarpety, po których padają trupem w błogim stanie nieświadomości. Jakoś trudno jest mi sobie wyobrazić, by takie sceny mogły znaleźć się w animacji Pixara lub Sony.


niedziela, 6 sierpnia 2017

Verão danado (2017)

Lato. Czas zawieszenia. Przeszłość minęła. Przyszłość jeszcze nie nadeszła. Można więc być wszystkim będąc zarazem niczym. Przeżycia są bardziej intensywne, zaczynają i kończą się ekspresowo. A jednocześnie wszystko dzieje się jakby za grubą szklaną ścianą, odgrodzone od tego, kim jesteśmy na co dzień. To czas zabawy, tańców, seksu, miłości, alkoholu i narkotyków.


Hampstead (2017)

Prezentacja jest kluczem do interpretacji. Tyle wyniosłem z seansu filmu "Zawsze jest czas na miłość". Reżyser stworzył bajkowy klimat. Londyn wygląda tutaj jak rajski ogród, Arkadia mlekiem i miodem płynąca. Dwójka głównych bohaterów od początku budzi sympatię tym, jak są widzom pokazani. Ona się ciągle uśmiecha. On jest gburem, ale nikt nie ma wątpliwości, że pod opryskliwością kryje się złote serce.


Complete Unknown (2016)

"Nieznajoma" pokazuje, że człowiek jest niewolnikiem własnej natury i najczęściej w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy. W zdecydowanej większości przypadków ta niewola polega na niemożliwości zmiany samego siebie. Tak jest chociażby w przypadku Toma, który nie czerpie satysfakcji z własnej pracy, a mimo to jest o włos od podkopania związku z Raminą, ponieważ nie potrafi zdecydować się na porzucenie dotychczasowego życia i podążenie za żoną do Kalifornii.


Snatched (2017)

Komedie pokroju "Babskich wakacji" zamiast poprawiać mi humor skutecznie go psują. W obsadzie cała masa aktorów, których lubię. Pomysł całkiem fajny, a w zwiastunie wystarczająco dużo śmiesznych momentów, bym liczył co najmniej na przyzwoitą zabawę. Tymczasem całość jest ponurym żartem: śmietniskiem niespełnionych obietnic, gdzie wszystko i wszyscy się marnują.


czwartek, 3 sierpnia 2017

Time Out of Mind (2014)

Biedny Richard Gere. Zatracił gdzie umiejętność rozróżniania cichych filmów artystycznych od zwyczajnie nudnych. Nie rozumiem też, jakim cudem Oren Moverman potrafi przyciągnąć do swoich projektów znane osoby. Jak długo może jechać na sukcesie debiutu reżyserskiego? (który zresztą wcale aż taki imponujący nie był)