wtorek, 31 stycznia 2017

Sharknado (2013)

Po kilku podejściach i fragmentarycznym oglądaniu, w końcu zobaczyłem "Sharknado" w całej chwale. I okazało się, że było to wiele hałasu o nic.



"Sharknado" jest oczywiście filmem złym pod każdym względem. Prymitywny scenariusz, drewniana gra aktorska, niechlujność montażowa, słabiutkie efekty specjalne i nieistniejąca reżyseria składają się na typowe widowisko spod znaku Asylum. I nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby to wszystko równoważone było humorem, dystansem lub/i sporą dawką szaleństwa. A tego niestety brakuje (zresztą nie po raz pierwszy w produkcji Asylum). Zwariowanych pomysłów jak ten, w którym główny bohater wpada do środka rekina, a potem piłą mechaniczną wyrąbuje sobie wyjście na zewnątrz, powinno być więcej, o wiele więcej. Niestety na tak wysoki poziom absurdu twórcy wznoszą się zaledwie kilka raz. To zdecydowanie nie wystarczyło, bym przymknął oko na całą resztę.

Choć muszę przyznać, że wydało mi się raczej urocze to, z jaką nonszalancją twórcy ignorują okoliczności. Fabuła "Sharknado" opowiada o mieście zaatakowanym przez burzę stulecia, tymczasem prawie we wszystkich scenach widać, że pogoda jest piękna i słoneczna, nawet wtedy, kiedy leje się woda hektolitrami. Nie wiem dlaczego, ale było to całkiem zabawne.

Ocena: 3

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza