wtorek, 14 lutego 2017

John Wick: Chapter 2 (2017)

"John Wick 2" dołącza do wąskiego grona kontynuacji, które są lepsze od oryginału. Udało się to dokonać, choć film nie podąża za modą totalnego oczopląsu. "John Wick 2" przywodzi na myśl stare, dobre filmy Johna Woo. Tu nawet w scenach, gdzie aż prosi się o szybki, teledyskowy montaż (jak prezentacja arsenału), reżyser trzyma powolne tempo, stawiając na pieczołowite kreowanie klimatu. I to mu się chwali.



Podobała mi się też większość scen walk, pościgów, strzelanin. Jest brutalność, jest szaleństwo, jest popis umiejętności prowadzenia kamery. Keanu Reeves po raz kolejny udowadnia, że urodził się do grania takich bohaterów. A całość ma w sobie coś z barokowego bogactwa szczegółów, co jednak tutaj świetnie się sprawdziło.

Plusem jest też to, jak rozwijana jest cała mitologia przestępczego świata. To z kolei przywodzi mi literaturę spod znaku fantasy: mamy tu gildie złodziei, zabójców, a nawet bezdomnych. Co jeszcze ważniejsze, prezentując całą tę różnorodność przestępczego świata, reżyser powstrzymał się od wyjaśniania kto jest kim. Po prostu przedstawia nam kolejny element tej układanki i każe nam go przyjąć na wiarę. Co akurat w przypadku tego filmu przychodzi z łatwością, bo logika nie jest jego atutem.

Jedyna rzecz, która trochę mi przeszkadzała, to kwieciste dialogi. Jak dla mnie spokojnie 1/3 z nich można było wyciąć bez bólu serca. Bohaterowie mają bowiem tendencję do nawijania bez sensu (jak choćby w scenie z Gianną D'Antonio, która gada i gada i gada i gada... ile można?!)

No i trochę szkoda, że pies jednak nie odegrał większej roli.

Ocena: 8

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza