niedziela, 5 marca 2017

Max (2015)

Kiedy "Max" się zaczynał, pomyślałem sobie, że będzie to jeden z najbardziej wzruszających filmów, jakie zobaczę w tym roku. Początek naprawdę wydawał się obiecujący. Historia psa będącego weteranem misji w Afganistanie, który po śmierci swojego pana nie potrafi wrócić do normalności i jedyną osobą, którą akceptuje, jest nastoletni brat zabitego – to wyglądało wspaniale...



Przez pierwsze 30 minut, kiedy rzeczywiście o tym jest film. Sceny z pogrążonym w rozpaczy psem chwytają za serce. Pierwsze sceny interakcji z chłopakiem, który wcale nie pali się do bycia opiekunem psa, również obiecywały autentyczną historię. A co ważniejsze również ciekawe spojrzenie na problem PTSD, któremu przecież kino poświęciło wiele filmów.

Niestety później twórcy zawrócili w stronę familijnego kina będącego połączeniem opowieści o dorastaniu i awanturniczej historii z wątkiem kryminalnym w tle. Od tego momentu całość pikuje w dół. Coraz bardziej irytowała mnie muzyka. Sama fabuła robiła się niemiłosiernie naiwna, by nie powiedzieć prymitywna. Z minuty na minutę byłem bardziej i bardziej rozczarowany. Ale pies jest fajny, więc do końca potrafił jakoś tam poprawić mi humor.

Ocena: 6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza