czwartek, 17 maja 2018

Vinterbrødre (2017)

"Zimowi bracia" należą do najbardziej ryzykownej odmiany kina. To dzieło, które z trudem nadaje się do prezentacji w zwykłych salach kinowych. Reżyser świadomie dekonstruuje materię filmową, do minimum ogranicza fabułę, za to oferuje sporo artystycznych i eksperymentalnych elementów. W 9 na 10 przypadkach, kiedy reżyser próbuje iść tą drogą, powstają rzeczy, których nie znoszę. Ale kiedy twórca znajdzie idealne proporcje, to powstaje dzieło wyjątkowe. "Zimowym braciom" jest zdecydowanie bliżej do tej drugiej kategorii.



W tym filmie najważniejsze są obrazy i dźwięki. Te pierwsze często przyjmują formę statycznych zdjęć puszczanych niczym slajdy jedno po drugim. Wielokrotnie owe fotografie zdają się oderwane od opowiadanej historii a to pokazując stertę cegieł, a to panoramę fabryki. Podobnie jest z dźwiękami. Przez pół filmu w tle rozbrzmiewa rytmiczne pukanie czy też klaskanie. W wielu scenach nad wszystkim dominuje industrialny hałas. Dopiero na to wszystko nakłada się historia dwóch braci, a raczej jednego z nich, bo drugi pełni rolę dodatku, katalizatora dla niektórych z zachowań głównego bohatera.

Sama w sobie fabuła zresztą nie ma znaczenia. Dopiero w połączeniu z pozostałymi elementami filmu staje się ważna w odbiorze. Działania bohaterów pełnią rolę zarezerwowaną tradycyjnie dla kostiumów czy scenografii - akcentują aspekty całości, nadają dodatkowego znaczenia.

Jest w tym wszystkim dużo artystycznej pretensjonalności. Ale reżyser tak sprawnie manipuluje warstwą audiowizualną, że zamiast mnie odrzucać, forma wciąga, sprawia, że z fascynacją obserwowałem prezentowaną historię, a w mojej głowie nieustannie panował natłok myśli. "Zimowi bracia" są bowiem dziełem naprawdę inspirującym. Jest jednocześnie medytacją nad ludzką naturą jak i obrazem dość szarej i ograniczonej egzystencji robotników. Jest w tym dziele surowe piękno i nierzucająca się w oczy zwyczajność; jest groteska, absurd, ale i zaskakująca niezdarność i delikatność. I dotyczy to zarówno bohaterów, jak i samego filmu. Reżyser bowiem tak wszystko miesza, że w doświadczeniu widza wszystko stanowi jedną całość.

Niejednoznaczność filmu połączona z trudną do przyzwyczajenia się formą sprawią zapewne, że znaczna część widzów będzie obrazem zirytowana. Sam się sobie dziwię, że nie należę do tego grona. Ale "Zimowi bracia" naprawdę odpowiadają mi swoją estetyką. Pozornie pozbawione znaczenia kadry i te przyprawiające o szaleństwo dźwięki nie pozwalały mi się oderwać od filmu. Dla mnie to było ciekawe doświadczenie, choć nie chciałbym je powtarzać zbyt często.

Ocena: 7

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz