czwartek, 14 czerwca 2018

How to Be a Latin Lover (2017)

W związku z wejściem do kin "I że ci nie odpuszczę" postanowiłem nadrobić zaległości i obejrzeć wcześniejszą komedię, której gwiazdą był Eugenio Derbez. I chyba źle zrobiłem. "Latynoski ogier" wygląda bowiem tak, jakby sam był wariacją na temat "Damy za burtą". Z tą wszakże różnicą, że Derbez nie gra bogacza, a faceta, który wyszedł za bogatą wdówkę. Oczywiście potem wszystko traci, musi przenieść się do siostry samotnie wychowującej syna. Ta dwójka w niezauważalny dla bohatera sposób nauczy go, co się w życiu naprawdę liczy.



Ken Marino zagrał w niezliczonej liczbie komedii. I to widać w jego pełnometrażowym debiucie reżyserskim. Wszystkie schematy gatunkowe zna na pamięć i bezbłędnie się nimi posługuje. A że ma do tego wdzięczną obsadę, totalna odtwórczość jego dzieła widzowi takiemu jak ja nie doskwiera. Bohaterowie są sympatyczni. Pomysły na gagi niezłe. No, może nie jest to humor typu "boki zrywać", ale jest całkiem sporo śmiesznych scenek rodzajowych.

Całość wygląda jak taśmowa produkcja z lat 80. Ale jej jedyną naprawdę dużą wadą jest to, że niewiele różni się od innych komedii z Derbezem. Na te, które już widziałem, nie ma to oczywiście większego wpływu. Boję się jednak, że kiedy jutro obejrzę "I że ci nie odpuszczę", to przez "Latynoskiego ogiera" będę filmem rozczarowany. Poczucie deja vu rzadko kiedy rodzi pozytywne efekty.

Ocena: 6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza