poniedziałek, 4 czerwca 2018

Logan Lucky (2017)

"Gdyby tylko" - przez cały czas trwania filmu "Logan Lucky" w myślach powtarzałem tę frazę. Gdyby tylko reżyserem był Guy Ritchie. Gdyby tylko scenariusz napisali bracia Coen. Gdyby tylko wybrano ciekawsze dowcipy. Gdyby tylko to, co rozwleczono do pierwszej godziny trwało 1/3 tego czasu. Gdyby tylko (przy całej mojej sympatii do aktora) zaangażowano kogoś innego niż Adam Driver.



Tak naprawdę nie obejrzałem filmu. Przez większość czasu widziałem bowiem tylko stracone okazje, niewykorzystane pomysły, przekombinowane gagi. Było to jak oglądanie kogoś, kto bardzo się stara, ale nie ma za grosz talentu, więc jego występ jednocześnie nudzi i męczy. Tu jeszcze dochodził smutek. Bo przecież Soderbergh parę razy pokazał, że talent to on posiada.

Niewiele jest tu rzeczy, które mnie śmieszyły. Choć wiele scen rozpoznawałem jako w zamierzeniu zabawne (jak na przykład wykład z chemii jednego z bohaterów w trakcie przygotowywania skoku). Bohaterowie byli nijacy, choć przecież wiele dialogów pomyślano tak, by pokazać ich jako postaci niebanalne. "Gdyby tylko" montaż był ciekawszy, może to przykułoby moją uwagę na tyle, by zainteresowałoby mnie to, co się wyprawia na ekranie. Intryga była pomysłowa, ale jej prezentacja pozbawiona ikry.

Dochodzę do wniosku, że ja nie lubię po prostu poczucia humoru Soderbergha. "Logan Lucky" to dla mnie ten sam przypadek, co "Intrygant".

Ocena: 4

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza