niedziela, 15 lipca 2018

Our Souls at Night (2017)

Historia w "Our Souls at Night" jest banalna. Dwie osoby po przejściach spotykają się. Początkowo pragmatyczna relacja zmienia się z czasem w głębszą więź. Bohaterowie rozmawiają ze sobą, dzieląc się doświadczeniami z przeszłości, odsłaniając wrażliwe miejsca i zyskując komfort z emocjonalnego wsparcia. Ponieważ jest to standardowe kino amerykańskie, po drodze oczywiśćie pojawią się komplikacja, które zagrożą rodzącej się więzi.



Ta struktura sprawia, że nie potrafię oceniać "Our Souls at Night" inaczej, jak tylko jako zmarnotrawioną okazję. Zamiast bowiem przypowieści o ludziach z bagażem dobrych i złych doświadczeń, którzy razem i osobno zmagają się z jego udźwignięciem, dostałem trywialne filmidło o tym, czy bohaterowie będą na końcu ze sobą czy też nie. I zapewne oceniłbym całość dużo niżej, gdyby nie mistrzowski duet aktorski. Jane Fonda i Robert Redford tworzą parę, jaką rzadko kiedy widuję na ekranie. Łącząca ich chemia jest tak wyczuwalna, że nie potrafiłem jej oceniać jedynie jako element aktorskiej kreacji; to było coś dużo głębszego i autentycznego. Dla mnie jest to prawdziwa magia kina i fakt, że tu jej doświadczyłem, sprawił, że byłem filmowi w stanie wybaczyć naprawdę wiele.

Mimo to żałuję, że twórcy nie zdecydowali się zamknąć Fondę i Redforda w jednym pokoju, gdzie po prostu by ze sobą rozmawiali. Nie wątpię, że to byłaby petarda.

Ocena: 6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza