niedziela, 15 lipca 2018

Toc Toc (2017)

Częstym problemem pełnometrażowych komedii jest to, że zabawne są tylko do połowy. Kiedy prezentowani są bohaterowie, kiedy zarysowywana jest fabuła, wszystko idzie świetne. Postacie są zabawne, pierwsze spotkanie z nimi prześmieszne. A potem twórcy nie bardzo wiedzą, co robić. Powtarzanie gagów w pewnym momencie musi się znudzić, ale nie bardzo jest co zaoferować w zamian.



Klasycznym przykładem tego problemu jest hiszpańska komedia "Toc, toc". Przez pierwsze 40 minut bawiłem się na niej świetnie. Bojąca się mikrobów Blanca, obsesje Any Marii i przekleństwa Federico zapewniały mi dużo frajdy. I dopóki fabuła polegała na starciu jednostek, na zaskakiwaniu szczegółami dziwactw bohaterów, dopóty film był pełen werwy i humoru. Kiedy jednak osoby zaczęły ze sobą współpracować, tempo wyraźnie siadło, choć przecież cały czas widziałem wysiłki reżysera, by utrzymać poziom zabawy na zadowalającym poziomie.

Jednak gorzej niż z humorem reżyser radził sobie z zachowaniem tajemnicy. Główny twist filmu staje się oczywisty w momencie, kiedy wychodzi na jaw "komplikacja". W hiszpańskim kinie po prostu po rozwiązanie, z którego skorzystał reżyser, sięgano zbyt często, by mogło to mnie zaskoczyć. Przez 2/3 filmu na szczęście nie gra to większej roli.

Nie do końca kupuję też rozwiązania problemów, jakie oferuje film na zakończenie. O ile w scenach, w których objawy bohaterów stanowią źródło humoru, nie miałem poczucia, że twórcy nie szanują osób cierpiących na podobne zaburzenia, o tyle na końcu trochę trudno uniknąć takiego wrażenia. Twórcy pozwolili sobie trochę za bardzo uprościć problemy psychiczne, z czym nie czułem się komfortowo.

Ale mimo wszystko jako całość film oceniam pozytywnie. Głównie dlatego, że bohaterowie są sympatyczni właśnie za sprawą swoich natręctw.

Ocena: 6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza