wtorek, 21 sierpnia 2018

The Meg (2018)

Od filmu, w którym Jason Statham gra gościa stającego do walki z krwiożerczym, prehistorycznym rekinem, naprawdę nie wymagam wiele. Wystarczy mi, że Statham będzie miał sporo scen akcji, które mogą być kompletnie nieprawdopodobne, ale muszą być efekciarskie. Trochę czerstwych dowcipów nie zaszkodzi. Spójna fabuła jest dodatkiem, który absolutnie nie jest wymagany. Dlatego przeżyłem szok na widok tego, co zaoferował Jon Turteltaub.



Podstawowym problemem filmu jest to, że Statham przez większość czasu nie ma nic do roboty. Mało biega i jeszcze mniej walczy. W trwającym prawie dwie godziny widowisku są jedynie dwie sceny z nim i rekinem, które są dokładnie tym, czego oczekiwałem, kiedy na "The Meg" się wybierałem. Zapadających w pamięci tekstów Statham nie wypowiada w ogóle. Humoru jest też dużo za mało. Twórcy nie wykorzystują prawie wcale atutów aktora, zamiast tego zmuszając go do odgrywania nudnych scen i deklamowania pozbawionych ikry dialogów, przez co wypada bardzo niekorzystnie (jak w scenie nagranego przesłuchania, gdzie wygląda jak amator).

Poważnym problemem jest również to, że scenariusz wygląda tak, jakby go przygotowano w programie komputerowym bez nadzoru żywego człowieka, więc składa się z wyblakłych od wielokrotnego użycia klisz. Stąd film otwiera scena naznaczająca bohatera traumą. W kolejnych dowiadujemy się, że minęło kilka lat, kariera zawodowa bohatera legła w gruzach, że jest na dobrej drodze, by stać się żałosnym pijakiem, a jednak okazuje się jedyną osobą, która może ruszyć na ratunek, kiedy zagrożenie, przed którym ostrzegał, nadeszło.

Reszta "The Meg" jest jeszcze bardziej sztampowa, co nie przeszkadzałoby nawet w połowie tak bardzo, gdyby tylko Statham wyczyniał na ekranie niestworzone rzeczy, a kolejnym scenom akcji towarzyszyły hektolitry sztucznej krwi. Bez tych dwóch asów w rękawie, jest to rzecz pod względem pomysłów dużo gorsza od "Sharknado", ale bijąca cykl stacji Syfy stroną wizualną i technicznym wykonaniem. W tego typu produkcjach to jednak szalone pomysły się zapamiętuje, a nie to, jak prawdziwie wygląda na ekranie woda.

Ocena: 3

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza