środa, 27 maja 2020

Bullet Head (2017)

Ło matko. Paul Solet ostro pojechał z ambicjami. Jego "Bullet Head" ma fabułę tak cienką, że ledwie starczyłaby na prosty akcyjniak. Tymczasem reżyser chciał z niej stworzyć egzystencjalną przypowieść o tym, co decyduje, że znajdujemy się w takim punkcie swojego życia a nie innym. Dlatego też wszyscy bohaterowie - i to nie tylko ludzie - mają tu swoje 15 minut, kiedy to poprzez retrospekcje poznajemy ich smutne historie.



Niestety wszystko to jest na nic, ponieważ fabuła jest pretekstowa i wspominki do niczego nie prowadzą. Złożenie kilku historyjek nie stworzyło pełniejszego obrazu ani nie doprowadziło do refleksji wartych wspominania. Mimo ewidentnych ambicji reżysera "Bullet Head" pozostaje po prostu banalną opowieścią o trzech złodziejach, którzy przez przypadek zostali zamknięci w magazynie z brutalnym psem trenowanym do walk.

Ponieważ jednak Solet nie zechciał wykorzystać eksploatacyjnego charakteru tak prostej fabuły, całość jest straszliwie nudna pozostając przy tym niepomiernie głupią. Odnoszę wrażenie, że reżyser chciał zrobić coś na kształt "Białego boga", tyle że zabrakło mu talentu i pomysłów.

Ocena: 2

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza