niedziela, 24 maja 2020

Pretenders (2018)

Nie jestem wielkim fanem reżyserskiej twórczości Jamesa Franco. Jednak w tym przypadku jego manieryzmy i toporność w traktowaniu materii filmowej okazały się tym, czego historia trójkąta miłosnego potrzebowała. Pokryło to całość warstwą "brudu", która uczyniła rzecz emocjonalnie autentyczną. Niezdarność w korzystaniu z cytatów z kina francuskiego dodała bohaterom egzystencjalnej naiwności. Widzimy w końcu postacie, które pod niektórymi względami górują nad otoczeniem, lecz pod innymi pozostają bezbronne niczym świeżo wyklute z jajek żółwie.



Oczywiście to wciąż jest film w reżyserii Jamesa Franco. Szwy narracyjne są więc aż nadto widoczne. Podobnie intencje intelektualne reżysera są zbyt czytelne, przez co miejscami całość robi się irytująco łopatologiczna. Zazwyczaj jednak struktura filmów Franco jest tak ciężka, że tłamsi bohaterów. Tym razem tak nie jest. Trójce protagonistów udaje się uniknąć przygniecenia przez twardą rękę reżysera. Choć bywają histeryczni lub pretensjonalni, jest w nich wystarczająco dużo życia, by uczynić z nich postacie intrygujące. A to zaś sprawiło, że dałem się wciągnąć w historię ich skomplikowanej relacji.

Dodatkowym plusem był epizod Juno Temple.

Ocena: 7

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza