niedziela, 7 czerwca 2020

Zoo (2018)

Wypalone małżeństwo. Kiedyś się kochali. Potem wydarzyła się tragedia, po której nie doszli do siebie. Dziś żyją obok siebie. A zaraz już pewnie będą żyć bez siebie, bo bohaterka w końcu dojrzała do rozwodu. Jednak wtedy wybucha epidemia, która zmusi ich do współpracy, jeśli tylko chcą przetrwać. W obliczu zagłady nierozwiązywalne problemy nagle przestają mieć znaczenie...



"Zoo" zapowiada się interesująco. Na papierze wygląda jak jeden z tych artystycznych obrazów, który wykorzystuje konwencje kina gatunkowego jako pożywkę dla czegoś oryginalnego. Niestety rzeczywistość jest równie brutalna, co ta w filmie. "Zoo" okazuje się przegadanym i niezwykle nudnym obrazem, które nie potrafi wykorzystać gatunkowych klisz w świeży sposób. Twórcy nie udało się też zbudować angażującej emocje opowieści o kryzysie małżeńskim. Wszystko tu jest teatralne, odtwórcze, puste.

Żal mi aktorów, którzy wyglądają, jakby bardzo się starali. Niestety ich kreacjom brakuje życia. Wygląda to tak, jakby byli za jakąś niewidzialną barierą, która tłumiła wszystko, co mogło wskazywać, że postacie kochają i nienawidzą.

Ocena: 3

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza