sobota, 11 lipca 2020

The Old Guard (2020)

Ależ to mnie zabolało! Pewnie dlatego, że w obsadzie znalazło się sporo aktorów, których lubię i chciałbym ich oglądać w dobrych produkcjach, dających szansę na rozwój ich karier. Niestety "The Old Guard" to ten rodzaj kina, który kompletnie do mnie nie przemawia, wobec którego nie mam nawet odrobiny cierpliwości.



Grzechem pierworodnym filmu, który skazał całość na wieczne potępienie, jest przesadne bicie w poważne tony. Miejscami można odnieść wrażenie, że reżyserka próbowała nakręcić skandynawski dramat psychologiczny o ciężarze wiecznego życia. Sam w sobie taki pomysł nie jest zły. W ostatnim czasie pojawiło się sporo hybrydowych produkcji, które z powodzeniem łączyły stylistykę kina artystycznego z gatunkowymi kliszami rodem z blockbusterów. Aby jednak w takiej kombinacji odnieść sukces, trzeba sporo miejsca poświęcić na budowanie portretów psychologicznych bohaterów i skupić się w dużej mierze na relacjach. Tego jednak w "The Old Guard" nie ma!

W filmie cała powaga koncentruje się na smętnych dialogach wypowiadanych z intonacją, która nawet w przypadku inscenizacji "Makbeta" byłaby grubą przesadą. Główne postaci filmu pozostają papierowymi, jednowymiarowymi bohaterami. Są grubo ciosanymi kłodami drewna, wobec których trudno odczuwać sympatię czy zrozumienie. Ich wzajemne relacje również pozostawiają wiele do życzenia funkcjonując głównie na poziomie dialogowych deklaracji. Dotyczy to nawet Joe'ego i Nicky'ego, których wieka miłość sprowadza się do jednego mocno scenicznego monologu Marwana Kenzariego.

Jakby tego było mało, ta powaga jest niczym koronawirus atakujący cały filmowy organizm. Efektem tego jest brak oddechu i lekkość nawet w scenach akcji. Poważnym błędem okazały się też decyzje kompozytorów. Muzyka, która mogła zneutralizować seriożne tony, gdyby miała swój własny wyrazisty charakter, jest tutaj niczym więcej jak białym szumem. W zasadzie mogłoby jej nie być, a film nic na tym by nie stracił.

"The Old Guard" trochę przypominał mi "Nieśmiertelnego". Nie, nie myślę tu o filmie z Christopherem Lambertem, ale o serialu z Adrianem Paulem. Ale nawet tamten serial miał fajniejszych bohaterów i więcej atrakcyjnych z czysto rozrywkowego punktu widzenia pomysłów fabularnych.

Ocena: 1

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza