niedziela, 12 lutego 2017

Alex of Venice (2014)

Chris Messina jest stałym bywalcem amerykańskiego kina niezależnego jako aktor. Doskonale rozumie więc tę formę filmową. Nic więc dziwnego, że kiedy postanowił spróbować swych sił jako reżyser, to właśnie z pomocy tej formy skorzystał. "Alex z Venice" dowodzi, że przyswoił sobie wszystkie lekcje. Struktura narracji jest bez zarzutu. Wszystko jest na swoim miejscu: od dotkniętego śmiertelnością ojca (tu nie tyle umiera, co przejawia pierwsze oznaki Alzheimera), przez sympatyczne, lekko ekscentryczne osoby drugiego planu (siostra bohaterki), po motyw szukania własnego ja po tym, jak życie zostaje wypchnięte z kolein rutyny.



Problem polega na tym, że nie ma w tym filmie nic własnego. "Alex z Venice" mógł nakręcić ktokolwiek i nie miałoby to żadnego znaczenia. Głos Messiny-reżysera jest nieuchwytny. Ten film to solidna kopia - wtórna, pozbawiona wyrazu i charakteru. A przez to mało emocjonalnie angażująca. Całość obejrzałem przy minimalnym zainteresowaniu. A już symbolika wzięta z Czechowa wydała mi się zbyt natrętną łopatologią.

Ocena: 5

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza