czwartek, 16 sierpnia 2018

Baisers cachés (2016)

Kino propagandowe, które próbuje ludzi czegoś nauczyć, które powstało z wyraźną intencją przekazania myśli przewodniej, morału, kojarzy mi się (i zapewne nie tylko mnie) jak najgorzej. To niemal synonim złego filmu. Ale tak wcale nie jest. A najlepszym tego dowodem jest telewizyjny (!) film "Baisers cachés".



Idea stojąca za tym obrazem jest klarowna. Ma on walczyć z przejawami agresji i nietolerancji wobec osób homoseksualnych. Poruszany jest problem przemocy w szkole. Dużo miejsca poświęcono też różnym postawom rodziców, którzy nawet z miłości do swoich dzieci są w stanie podejmować okrutne decyzje. Jest tutaj tak dużo komunikatów i lekcji, że nie mogę wyjść ze zdumienia, że "Baisers cachés" nie rozleciało się pod ich ciężarem.

A jednak film nie tylko wytrzymał napór oczekiwań, ale okazał się naprawdę dobrą historią nie tylko dwóch młodych gejów, ale też ich rodzin. Udało się to, ponieważ twórcy nie zapomnieli, co w filmie fabularnym jest najważniejsze - bohaterowie. Choć każda z postaci została stworzona pod konkretną tezę, to jednocześnie zadbano o to, żeby to wciąż były osoby autentyczne. Ich ból, lęki, zagubienie, odwaga - wszystko to nie jest tylko mechaniczną ekstrapolacją myśli przewodniej filmu. W każdej scenie nawet postaci drugiego planu pozostały ludźmi z krwi i kości. I to właśnie zadecydowało o sukcesie całego przedsięwzięcia.

Ocena: 7

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza