czwartek, 16 sierpnia 2018

Housebound (2014)

Jest wiele rzeczy, które przemawiają na korzyść "Housebound". Po pierwsze podobał mi się dystans, jaki reżyser zachowuje wobec swojego filmu. Jest w pełni świadomy wtórności większości pomysłów fabularnych i formalnych i tę wiedzę wykorzystuje, by owe elementy brać w cudzysłów lub stosować w przejaskrawionym zakresie. Stąd na przykład jest w filmie bardzo fajna scena, kiedy bohaterka patrzy się podejrzliwie na faceta, który niby nic nadzwyczajnego nie robi, ale ponieważ to jest horror, więc któż to wie. Dlatego też w tej scenie mamy zbliżenia na patrzących na siebie bohaterów, czemu towarzyszy wyraźnie sugerująca mroczne podteksty, choć de facto nic takiego nie ma miejsca.



Po drugie podobał mi się zestaw bohaterów. Mająca olewczy stosunek do świata Kylie i jej matka, która świetnie miesza ironię z życiową bezradnością, to dwie moje ulubione bohaterki. To jak ze sobą się ścierają, nawet kiedy muszą połączyć siły, stanowiło źródło nieustającej frajdy.

Przypadły mi do gustu też praktycznie wszystkie zwroty akcji. Głównie dlatego, że są jednocześnie mrugnięciami okiem do tych, którzy znają schemat horrorów,i solidnie przemyślanymi elementami fabuły.

Jednak "Housebound" miejscami mnie nudził. Wynika to z faktu, że w wielu momentach reżyser wstrzymywał akcję, by trochę dłużej pobawić się formą, pomrugać do widza. Te zabawy dla samych zabaw na początku były spoko, ale później stały się jak zbyt często powtarzany dowcip - nie sprawiały już frajdy.

Na szczęście pod koniec jest kilka spektakularnie krwawych momentów, co w tego rodzaju produkcjach jest zawsze sporym plusem.

Ocena: 6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza