poniedziałek, 27 lipca 2020

Ode to Joy (2019)

Jeden z tych filmów, które są jak wata cukrowa. Nie za bardzo jest co o nich pisać, poza stwierdzeniem, że jest to miła, sympatyczna, niezobowiązująca opowiastka, przy której szybko i przyjemnie mija czas.



"Oda do radości" jest oparta na klasycznym schemacie kina niezależnego. Główny bohater odstaje od reszty społeczeństwa. Jest miłość, ale związek się komplikuje przez niemożność (a raczej lęk przed) nawiązania relacji. W tle jest też śmierć, która tu przyjęła formę raka piersi.

Twórcy dość zgrabnie wykorzystują schemat skupiając się nie tyle na fabule, która przecież do oryginalnych nie należy, co bardziej na postaciach. W tak skostniałej formie, jaką jest anglosaskie kino niezależne, jest to jedyny sposób na osiągnięcie jako takiego sukcesu. Przy czym jego podstawę stanowią nie główni bohaterowie, a barwne osoby z drugiego planu. I w "Odzie do radości" ten drugi plan jest wystarczająco ciekawy, by całość robiła przyjemne wrażenie. Jest sympatyczny, trochę egocentryczny brat, jest też cicha woda, co brzegi rwie, czyli grana przez Melissę Rauch postać Bethany. To im opowieść zawdzięcza energię i charakter.

"Oda do radości" zdecydowanie nie jest filmem, do którego będę wracał. Nie żałuję jednak, że go obejrzałem.

Ocena: 6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza